Wiedźmy

wiedKażdemu z nas w dzieciństwie rodzice mówili, że jak nie będziemy grzeczni, to przyjdzie jakaś straszna pani albo pan i nas zabierze. To oczywiście nie była prawda, ale takie wzbudzanie strachu często okazywało się skuteczne. Do tego młodzieńczego lęku przed wyimaginowanymi potworami Scott Snyder nawiązuje w swojej twórczości po raz kolejny. I tak jak w przypadku Severed. Pożeracz marzeń, w Wiedźmach wywołuje przerażenie nie tylko wśród kilkulatków, ale również w osobach, które już dawno między bajki włożyły opowieści o boogeymanach polujących na niesforne latorośle.

Przewodnikami po świecie przedstawionym jest rodzina Rooksów. Charlesa, Luce i ich córkę Sail poznajemy zaraz po przeprowadzce do małej miejscowości Litchfield, a dokładniej do domku położonego w pobliżu lasu. Nie odnajdują tam upragnionego spokoju. Tytułowe wiedźmy polują na nastolatkę, bo ktoś im ją ofiarował. Do nierównej walki z wygłodniałymi siłami staje ojciec dziewczyny. Szybko okazuje się, że ma przeciwko sobie nie tylko władające naturą istoty, ale również całe miasteczko.

Przerażenie wzbudzane jest na wielu płaszczyznach. Na poziomie fabularnym ma je wywoływać mitologia wiedźm, które nie są zwyczajnymi czarownicami, palonymi na stosie w średniowieczu. Właściwie, jak zostaje podane, na stosach płonęły ich wyznawczynie. W komiksie są one pradawnymi istotami, mającymi niewyobrażalną moc. Mieszkają pod ziemią i mogą spełnić marzenia każdego człowieka. Wyleczą z chorób, zapewnią nieśmiertelność albo bogactwo. A wszystko to, jeśli złoży im się w ofierze kogoś bliskiego. Stąd też przez całą lekturę czytelnikowi towarzyszy jedno pytanie: czy poświęciłbym krewnych, aby osiągnąć to, czego pragnę?

Sama fabuła i te fantastyczne stwory są jedynie pretekstem, mającym nakłonić czytelników do spojrzenia w głąb siebie. Bo tak naprawdę opowieść należy traktować jako, niekoniecznie krzywe, zwierciadło własnych lęków. Do takiej interpretacji zachęca nas sam twórca wprowadzając pewien lejtmotyw. Prezentuje fragmenty tworzonej przez Charlesa Rooksa powieści graficznej dla dzieci, gdzie kilkuletni bohater wchodzi do gabinetu luster. Wiedźmy są właśnie taką lunaparkową atrakcją, w której każdy może się przejrzeć.

Na poziomie znaczeniowym Snyder szuka istoty egoizmu i udowadnia, że w pewnych wypadkach nawet ekstremalne powody, nie są w stanie go usprawiedliwić. Samolubni są mieszkańcy Litchfield poświęcający najbliższych w zamian za odzyskanie czegoś, co już utracili. Stawiając swoje dobro, ponad dobro krewnych wzbudzają obrzydzenie. Jednocześnie ziszczają się dziecięce koszmary o potworze, który przyjdzie nas zabrać, jeśli nie będziemy posłuszni starszym.

Scenarzysta nawiązuje także do o wiele bardziej uniwersalnego strachu, towarzyszącego każdemu przez całe życie. Chodzi o nieuchronne potyczki z własnymi demonami. Bohaterowie zamieszkują w nowym domu, ponieważ pragną od czegoś uciec i zapomnieć o wydarzeniach z przeszłości. Te jednak nie pozwalają im tego zrobić. Sail idąc do szkoły, liczy, że będzie mogła rozpocząć wszystko od nowa. Nie ma na to szans, bo miejscowi wiedzą co zrobiła. Natomiast matka nastolatki musi stawić czoła losowi, na jaki została skazana przed laty za sprawą swojego przodka. Dawne grzechy, czy też wypadki z ich udziałem, wracają i uderzają z większą mocą. Przed konsekwencjami swoich czynów i fatum nie można się uchronić, tylko trzeba stawić im czoła, nawet jeśli walka ta jest z góry przegrana.

Świadczy o tym przypadek Charlesa. Mężczyzna nie uważa się za dobrego ojca, czemu wielokrotnie dał przykład w przeszłości. Dlatego jako pierwszy rusza na pomoc ofiarowanej córce i nawet kiedy według wszystkich innych ból związany z jej stratą szybko minie, on wciąż o nią walczy. Towarzyszy mu więc znany nam wszystkim strach, że nie sprawdza się w powierzonej roli. W tym wypadku chodzi o bycie rodzicem, ale można odnieść to do każdego innego aspektu życia. Z tego względu lęki postaci są wręcz namacalne i ułatwiają nam identyfikację z głównym bohaterem.

Wiedźmy powalają swoją autentycznością, bo od początku do końca czuć, że jest to opowieść bardzo szczera i osobista, co scenarzysta przyznaje w tekstach, które były dołączane do poszczególnych zeszytów, a w wydaniu zbiorczym zostały umieszczone niemalże na samym końcu. Za sprawą tego komiksu Snyder próbował poradzić sobie z własnymi demonami i trawiącym go żalem do siebie. Przerobił w ten sposób traumę związaną z byciem nie do końca odpowiedzialnym rodzicem. Jak na dobry horror przystało, zadbał, aby dzięki złożoności historii i możliwościach interpretacji, każdy z czytelników znalazł w niej coś, co go przerazi. Fabularnie osiągnął to za pomocą niedopowiedzeń, a efektu dopełniła oprawa graficzna rodem z sennych koszmarów.

Rysunki Jocka są niedokładne, rozmazane, pozostawiające pole do popisu wyobraźni czytelnika. Najbardziej widać to na przykładzie wiedźm, które wyglądają jak ludzkie karykatury; niedokończone szkice, sylwetki pozbawione rysów twarzy. Są groteskowe, ale nie wzbudzają śmiechu, a raczej przypominają potwory ze snu narysowane kredkami przez dzieci podczas wizyty u psychologa. Kolory nałożone przez Matta Hollingswortha są pastelowe i wzmagają oniryczny wymiar opowieści. Świat przedstawiony pochłania mrok i cienie, chociaż twórcy nieraz lubią zaskoczyć pokrywając plansze jaskrawymi; żółtymi, czy czerwonymi barwami.

Scott Snyder już we wspomnianym Severed. Pożeracz marzeń zapraszał nas do przeżycia młodzieńczego koszmaru. Jego opowieść była bardzo mocno osadzona w rzeczywistości. Boogeyman nosił twarz wzbudzającego sympatię dziadka. Wszelkie fantastyczne wątki można było usprawiedliwić narracją przefiltrowaną przez wyobraźnię dziecka. W Wiedźmach wyimaginowanym straszydłom czoła musi stawić dorosły mężczyzna, a autentyzm osiągnięty jest dzięki uczynieniu z nich metafor naszych lęków i demonów. Bo potworów nie należy szukać pod łóżkiem, czy w szafie, ale we własnej głowie. I to starcia z nimi są najbardziej przerażające.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu
mucha

Tekst opublikowany pierwotnie na portalu
rg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: