Ranx

ranx1Ranx nie jest bohaterem, jakiego potrzebujemy, ale na jakiego zasługujemy. Właściwie to nie da się go uznać za bohatera, ponieważ myśli tylko o sobie, rzuca seksistowskimi i rasistowskimi tekstami, a do tego bez żadnego powodu potrafi spuścić komuś łomot. Stefano Tamburini i Tanino Liberatore zapraszają czytelników do świata równie zdegenerowanego, co tytułowa postać ich komiksu.

Ranx to cyborg stworzony z fotokopiarki RX 9004. Pewnie nic Wam to nie mówi, ale to nie szkodzi. Wspominam o tym, gdyż pierwotnie elektronicznego stwora ochrzczono imieniem Rank Xerox, co jednocześnie jest nazwą firmy produkującej urządzenia. Jego przygody prezentowano w magazynie „Il Male”. Przedstawiciele korporacji wysłali list protestacyjny do czasopisma z prośbą o zmianę imienia androida, gdyż narażało ono na szwank reputację ich firmy. Kompromisem było wymyślenie określenia Ranx. Oburzenie zarządu spółki nie wzbudza zdziwienia, bo chociaż robot nie ma ludzkich organów wewnętrznych i pokryty jest sztuczną skórą, jego głównym paliwem są alkohol, narkotyki i seks, a żeby nie był bezduszną maszyną, mieszankę tę uzupełnia miłość do nastoletniej Lubnej.

Polskiemu czytelnikowi cyborg może być znany dzięki pirackiemu wydaniu zeszytu Ranxerox w Nowym Jorku z 1994 roku. Teraz w nasze ręce trafia pełne wydanie zbiorcze zawierające siedem historii (pisanych łącznie przez trzech scenarzystów; do wspomnianego wcześniej Stefano Tamburiniego należy dodać Alaina Chabata i Jean-Luca Fromentala) połączonych ze sobą postaciami i zamiłowaniem do prezentowania kolejnych rozrób i wyuzdanego seksu. Dla przemocy i narysowanych z dbałością o anatomiczne szczegóły wijących się nagich ciał nie ma większego fabularnego uzasadnienia, o czym informuje nas już plansza wprowadzająca do pierwszego rozdziału. Ta sama fabuła mogłaby zostać opowiedziana bez kadrów przepełnionych seksem i brutalnością i czytelnikowi nie umknąłby żaden potrzebny do interpretacji fakt czy wydarzenie. Ich przedstawianie idealnie jednak uzupełnia portret świata kreślonego przez autorów współtworzących cyberpunk i antycypujących lęki w nim obrazowane. Ranx to w końcu dumny prekursor nurtu. Jak możemy się dowiedzieć z notki na tyle okładki, omawiany tytuł zrewolucjonizował komiks.

Seria zadebiutowała w 1978 roku we włoskim czasopiśmie „Cannibale”. Późniejsze jej odsłony ukazywały się we wspomnianym „Il Male” i „Frigidaire”, a także na łamach „Heavy Metal”. Na jej kartach przenoszeni jesteśmy do wtedy niedalekiej przyszłości, a z dzisiejszego punktu widzenia – do odległej przeszłości, czyli drugiej połowy lat 80. ubiegłego wieku. Rzym, gdzie osadzono większość akcji, podzielono na kilkadziesiąt poziomów, a każdy z nich zamieszkuje inna grupa społeczna. Im niżej zjedziemy, tym bardziej zamożnych ludzi możemy spotkać. Jednak kiedy już tam trafimy, odkrywamy, że tamtejszych mieszkańców od tych egzystujących powyżej odróżnia jedynie liczba zer na koncie. Bogacze również skrywają tajemnice i popełniają przestępstwa, tylko wykorzystują w tym celu biedniejszych. Segregacja społeczna nie spełnia swojego zadania i przejście z jednego sektora do drugiego nie nastręcza mieszkańcom Rzymu trudności. Takie potraktowanie tej kwestii uwydatnia ludzkie zepsucie, charakterystyczne dla każdej klasy.

W wizji autorów degeneracja naszego gatunku przychodzi bardzo szybko. Po narkotyki sięgają już trzylatki, a w wieku dwunastu lat kobiety są bezwstydnymi nimfomankami, opowiadającymi o swoich doświadczeniach przed kamerą. Próżno tu szukać pozytywnej postaci, bądź nawet bardziej białej niż czarnej (i nie chodzi mi o kolor skóry). Każdy ma coś za uszami, a jedynymi przyjemnościami w ich życiu są narkotyki, kopulacja i stosowanie przemocy. Goszczący na planszach bohaterowie ogarnięci są obsesją na punkcie tych grzesznych, cielesnych i brutalnych rozrywek. Liczy się dla nich jedynie zabawa, na nic więcej nie ma miejsca. Zakazane używki można dostać na każdym rogu, podobnie jak spotkać prostytutkę czy mężczyznę z dziwnymi fetyszami. To coraz głębsze wchodzenie w ludzkie bagno wzbudza u czytelnika zainteresowanie doprawione nutką przerażenia, gdyż bardzo łatwo dostrzec w nim problemy drążące współczesny świat.

W rozdziale szóstym, Amen!, najmocniej wybrzmiewa dodatkowo największa obawa lat 80., czyli wpływy korporacji i globalizacji. Mamy obowiązkową postać pozbawionego skrupułów szefa organizacji, będącego w posiadaniu leku na śmiertelną chorobę. W jego ręce może trafić władza nad całym światem. Drugi z lęków obecnych w cyberpunku i komiksie stanowi niebezpieczeństwo zastąpienia ludzi maszynami, bezmyślnie wykonującymi polecenia swoich programistów, którzy posiadając odpowiednią wiedzę, mogą zrobić z nimi, co zechcą. Będący głównym bohaterem android nie różni się wyglądem od prawdziwych osób, przez co zadajemy sobie pytanie, czy roboty mają uczucia. Na szczęście przekaz komiksu jest nieco bardziej optymistyczny niż w wielu innych dziełach wspomnianego nurtu, gdyż bez względu na wszystko, to wciąż człowiek ma kontrolę nad cyborgiem, nawet jeśli ten zaznał już wolności.

Aby ożywić świat przedstawiony, Tanino Liberatore wykorzystuje ograniczoną paletę barw, ale uwzględniając panującą przed kilkoma dekadami modę, uwydatnia te jaskrawe i pastelowe. W swoich rysunkach bardzo skrupulatnie przedstawia emocje, a szczególnie złość Ranxa. Aby podkreślić jego stan psychofizyczny, nieraz zastępuje naturalne tło jednym kolorem. Operując mimiką i anatomią, nadaje cyborgowi cechy ludzkiego charakteru. Co ważniejsze, obdarza go również wyjątkowo dużym członkiem, a przemoc prezentuje z równie karykaturalnym zacięciem. Kadry zalewane są posoką i posypywane różnymi częściami ciała. Retroklimatem science fiction można się wręcz zachłysnąć. Pokazywanie nowinek technicznych zredukowano do minimum, przez co sposób reprezentacji technologii nie budzi pełnego ironii uśmieszku, ale idealnie współgra z podejmowanym tematem.

Twórcy wyraźnie sugerują czytelnikowi, że ma do czynienia z jednym z najbardziej oddalonych od rzeczywistości mediów. Kamila Tuszyńska z pewnością nazwałaby to naruszeniem kategorii komiksowości. O co chodzi, tłumaczy w swojej książce Narracja w powieści graficznej, w której analizuje dzieła Mila Manary, innego włoskiego twórcy. Omawiany tytuł z serią przygód Giuseppe Bergmana łączy nie tylko chętne pokazywanie nagich pań, ale również wykraczanie poza sferę zwyczajowej narracji i próba przebicia się przez „czwartą ścianę”. W Ranksie dzieje się to za sprawą o wiele subtelniejszych zabiegów – np. wprowadzania postaci czytających inne zeszyty, ale także kiedy w jednej ze swoich wypowiedzi Martina mówi: „ależ wy wszyscy jesteście zawieszeni w tym pieprzonym komiksie”. Gdyby bardziej wyeksponowano te twórcze działania, mogłyby uchodzić one za podkreślenie nierzeczywistości opowiadanej historii. Bezpieczniej jednak uznać to za próbę zwrócenia uwagi odbiorcy na komiksowy fantazmat ziszczony w naszej rzeczywistości.

Stefano Tamburini (i pozostali scenarzyści) wraz z Taninem Liberatore tworzą portret pogrążonego w brudzie świata, który na pierwszy rzut oka nie zaistniał. Nawet po powierzchownej lekturze łatwo dojść do wniosku, że patrzymy w zwierciadło uwydatniające nasze najgorsze cechy. Biorąc pod uwagę pochodzenie Ranxa, można odczytywać jego postać jako ludzką kopię. Nie ma żadnych własnych cech charakteru, a całą agresję i nawyki przejął od swoich twórców i osób spędzających z nim czas. Czy prezentowane przez autorów przemoc i seks rzeczywiście są nieuzasadnione? A może to jedyny sposób, aby zwrócić uwagę pochłoniętego nihilizmem człowieka na ważniejsze kwestie? Warto pomyśleć również nad tym, czy skorzystaliśmy z nauk niezliczonych wytworów popkultury próbujących nas ostrzec przed przedstawianym niebezpieczeństwem. Jeśli uzyskamy odpowiedź pozytywną, pozostanie tylko jedna nierozwiązana zagadka. Czemu omawiane wydanie zbiorcze po takim czasie od premiery wciąż czyta się tak dobrze, a treść sprawia wrażenie równie aktualnej w drugiej dekadzie XXI wieku, jak w latach 80. minionego stulecia?

Tekst opublikowany pierwotnie na portalu

zk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: