Będziesz smażyć się w piekle

bedKrzysztof Owedyk ponownie eksploruje świat pewnej subkultury. W punkową rzeczywistość pod koniec lat 90. ubiegłego wieku wchodził za sprawą Ratboya, czyli Homorattusa, będącego pół człowiekiem, pół szczurem. W Będziesz smażyć się w piekle pokazuje życie fanów muzyki metalowej, a za przewodnika wybiera sobie już nie wymyślonego stwora, a prawdziwego człowieka.

Temat zgłębiany jest jednak z tą samą pasją, co we wspomnianym tytule. Łatwo zauważyć, że twórca od podszewki zna blaski i cienie bycia długowłosym fanem ciężkich brzmień. W fabule często wyśmiewa zachowania interesującej go grupy społecznej. Igra ze stereotypami, tworząc karykaturę świata często oskarżanych o satanizm muzyków. Mimo to do swoich postaci odnosi się ciepło i z szacunkiem, bo najbardziej interesują go zwyczajne, ludzkie rozterki, targające skrywanym pod ciemnymi ubraniami sercem. Po lekturze komiksu Owedyka można stworzyć mały poradnik, pokazujący w jaki sposób zdobyć sławę i nie zatracić przy tym siebie. Roboczo nazwałem go Jak być metalowcem i nie zwariować.

1. Znajdź sobie chwytliwy pseudonim

Sam Owedyk z pewnością rozumie znaczenie, jakie ma odpowiednie nazewnictwo. Swoich prac nie podpisuje własnym nazwiskiem, a tożsamość ukrywa pod ksywą Prosiak. „Prosiaczkiem” ochrzcił również zine’a, w którym w pierwszej połowie lat 90. XX wieku publikował swoją twórczość. Jak na trzeci obieg czasopismo zyskało sporą popularność, ukazując się w nakładzie siedmiuset egzemplarzy odbitych na ksero. W komiksie, o którym traktuje ten tekst, autor zadbał, aby każdy z bohaterów miał odpowiedni i zabawny pseudonim. Zazwyczaj wiąże się on z cechami fizycznymi danej postaci, ale może również podkreślać ich wpływ na rozwijanie opowieści, jak u mieszającego w życiu członków zespołów Satanisława. Przezwiska postaci nie dość, że nadają komiksowi uniwersalności, to jeszcze spełniają w narracji istotną rolę, tworząc z noszących je osób archetypy. W ten sposób podkreślane jest, na jakie przymioty poszczególnych bohaterów powinniśmy zwracać uwagę i jakiego zachowania po nich oczekiwać.

Przez nadanie postaciom ksywek wyeksponowana zostaje niedojrzałość muzyków. Bohaterowie są jak dzieci uwięzione w ciałach dorosłych. Tarantul goni za marzeniami, nie biorąc pod uwagę, że krzywdzi tym samym swoją żonę i córkę. Boogey wciąż mieszka z ojcem traktującym go jak nastolatka. Lorda Solo definiuje podejście do życia charakteryzujące wczesne lata rozwoju człowieka. Nie ma empatii właściwej dla osób dojrzałych. Sam zbiera laury, tworząc wręcz cyrografy dla współpracowników i zmuszając ich do darmowej pracy. Posiada również własny sklep z artykułami muzycznymi i zarabia krocie, sprzedając gadżety związane z zespołem, podczas gdy pozostali członkowie grupy muszą płacić za bilety i pokrywać koszty związane z organizacją koncertów. To satyra na identyfikowanie kapel tylko z wokalistą. Frontmani potrafią być bardzo kapryśni, a woda sodowa często uderza im do głowy, o czym świadczy chociażby zaprezentowana w dokumencie Metallica: Some Kind of Monster (J. Berlinger, B. Sinofsky, B. Rock, 2004) postawa Jamesa Hetfielda.

2. Mów odpowiednim językiem

Każda subkultura ma własne powiedzonka i zwyczaje. W tym przypadku z pewnością należy do nich doskonała znajomość tekstów i nazw piosenek najważniejszych zespołów gatunku. Owedyk prezentuje ogromną wiedzę dotyczącą metalowego półświatka. Postaci rzucają nazwami kapel, wykonawców czy utworów, porównując je do swojej twórczości. Daje to czytelnikowi komiksu wrażenie bycia w rzeczywistym świecie i pozwala ulokować opowieść pozbawioną aspektu dźwiękowego w konkretnym kontekście muzycznym, a nawet usłyszeć w wyobraźni odpowiednie riffy. Już sama forma ma odpowiednio oddziaływać na czytelnika, ponieważ historię podzielono na rozdziały nazwane tytułami utworów i numerowane jak na starych kasetach magnetofonowych. W świecie przedstawionym wręcz pobrzmiewa tło audialne. Prosiak próbuje udźwiękowić komiks nie tylko przez wykorzystanie onomatopei wypisanych wielkimi literami w kadrach i dorysowywaniem nutek w dymkach. Odpowiedni klimat buduje również przez strojenie pokoi bohaterów plakatami, chociażby z wizerunkiem Judas Priest. Aby nadać opowieści jeszcze bardziej rzeczywistego wymiaru i ją zróżnicować, pozwala członkom Deathstar mówić gwarą. I tak Dworf wypowiada się wyłącznie po śląsku. Osobom nieznającym języka trudno będzie go zrozumieć, zresztą w fabule również nie wszystkim to się udaje. Niemniej dzięki temu historia pochłania uwagę czytelników i pozwala obcować z rzeczywistymi ludźmi, a nie jedynie nakreślonymi na papierze wytworami czyjejś wyobraźni.

3. Hołduj swojemu wizerunkowi

Wśród metalowców akceptowalne są pewne wzory zachowania i style ubioru nieprzystające innym. Nieraz rzeczeni długowłosi muszą przez to cierpieć i pocić się, nosząc ciężkie, skórzane kurtki przy trzydziestostopniowym upale, jak Boogey podczas sesji zdjęciowej. Należy też pamiętać, że nieodzownymi towarzyszami fanów ciężkich brzmień są ból, cierpienie i śmierć, co wspomniani fani muszą wyrażać na każdym kroku. Nawet jeśli ma to oznaczać odgryzanie głów niewinnym zwierzątkom. Od takich czynności nie stroni Lord Solo, starający się wszystkimi swoimi działaniami udowadniać swoją pozycję mrocznej gwiazdy. Uśmiercając małe istoty, twórca nawiązuje do Ozzy’ego Osbourne’a, który podczas jednego z koncertów pozbawił nietoperza głowy. Jednocześnie zakończenie losów wokalisty Deathstar przywodzi na myśl ścieżkę kariery, jaką wybrał Litza, były gitarzysta Acid Drinkers. Wszelkie odniesienia do prawdziwych osób i zdarzeń mogą być przypadkowe, ale odnajdywanie ich sprawia czytelnikowi wiele radości.

A skoro już o zwierzętach mowa, to dopuszczalnymi pupilami metalowców są koty, ale obowiązkowo trzeba je demonicznie nazwać (patrz punkt 1.). Protagonista posiada takowego i ochrzcił go mianem Behemot, co z jednej strony nawiązuje do popularnego na całym świecie polskiego zespołu, słynącego ze swojego zamiłowania do palenia Biblii, ale także do Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa. Bardziej jednak skłaniałbym się ku pierwszej opcji, gdyż czarne, mruczące stworzenie nie próbuje częstować nikogo spirytusem i tylko przez chwilę odgrywa rolę diabła. Na kilku kartach trafiamy do prawdziwego piekła, co dodaje historii surrealistycznego posmaku. Dominuje jednak realizm, gdyż tym razem Owedyk postanowił zminimalizować wątki fantastyczne tak widoczne w jego poprzednich dokonaniach i na różne sposoby zakorzenić swoją historię w rzeczywistości.

4. Bez względu na wszystko pozostań człowiekiem

Na kartach opowieści ma miejsce odwieczna walka dwóch postaw – „mieć” i „być”. Do szczęśliwego egzystowania należy znaleźć złoty środek, gdyż dobrze jest żyć w zgodzie z własnym sumieniem i według przekonań, ale posiadanie pieniędzy również nie zaszkodzi. Prosiak z właściwym sobie przekąsem podaje wszystkie te – może trochę naiwne – prawdy i zamyka je w bardzo atrakcyjnej, ironicznej otoczce. Owszem, nie stroni od moralizatorstwa, ale nie zapomina, że jego dzieło ma przede wszystkim bawić czytelników. W tym celu zgłębia psychikę swoich postaci i pozwala nam wkroczyć do ich intymnych światów. Bo ogólnie autora o wiele bardziej od przeprowadzenia odbiorcy przez historię interesuje tworzenie świata, co objawia się chociażby w powtarzaniu pewnych epizodów, w których wprowadzane są zaledwie subtelne zmiany. Jego komiks żyje i oddycha pełną piersią, gdyż Krzysztof Owedyk nie stawia sobie za cel efekciarskiego przyciągania uwagi i konsekwentnie na drugi plan spycha fabułę, proponując jedynie dokładne portrety archetypicznych figur zjednoczonych pod banderą Deathstar.

Ascetyczną formą wciąga czytelnika w swoją pozbawioną kolorów opowieść. Operując czernią i bielą, nadaje jej surowości. Jego styl, choć z pozoru oparty na niedbałej kresce, odznacza się szczególnym przywiązaniem do detali i eksponowania emocji. Najważniejsze pytania Prosiak zadaje w szpaltach, a w kadrach poszukuje na nie odpowiedzi. Nie wykłada tematu wprost, ale za pomocą niedopowiedzeń tworzy niepowtarzalny klimat. Dzięki temu pomimo rysów szkicu całość jest bardzo realistyczna. Obrazy grają muzyką, postaci mówią ludzkim głosem, a prawione morały nie kłują w oczy. Do przedstawianego przez Prosiaka piekła każdy chciałby trafić. Dlatego tytuł Będziesz smażyć się w piekle to nie groźba rzucona przez Tarantula w stronę Lorda Solo, ale obietnica doskonałej, rozrywki ciężkiego kalibru. Nergal „lubi to”.

 

Tekst opublikowany pierwotnie na portalu

zk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: