Asy bez kasy

asyJuż w swoim pełnometrażowym debiucie Napoleon Wybuchowiec (2003) Jared Hess pokazał jak wąskie są jego horyzonty, a z każdym kolejnym filmem odmawiał ich poszerzenia. Utkwił w sztampowych, głupiutkich historyjkach o ambitnych i naiwnych ludziach, którzy mają wielkie serca, ale niski iloraz inteligencji. W Asach bez kasy (2016) znajdziemy więc wszystkie tanie chwyty, uproszczenia i kloaczny humor znany z poprzednich produkcji sygnowanych nazwiskiem reżysera.

A szkoda, bo materiał źródłowy jest naprawdę zacny. Hess sięgnął po prawdziwą historię. Chodzi mianowicie o napad z 1997 roku, którego dokonał konwojent David Ghantt. Okradł on firmę, w której pracował na ponad 17 milionów dolarów. Do tej pory jest to jeden z największych skoków w Stanach Zjednoczonych. Reżyser postanowił jednak spłycić i wypaczyć całą opowieść, a z rzeczywistych wydarzeń pozostawić jedynie kilka faktów, nazwiska postaci, i gdybać o tym, co się stało z nieodnalezioną do dzisiaj gotówką.

David Ghantt (Zach Galifianakis) pracuje jako konwojent w Loomis Fargo & Company i niedługo ma ożenić się z niezbyt urodziwą Jandice (Kate McKinnon). Jest zakochany w swojej współpracowniczce Kelly Campbell (Kristen Wigg), która uważa go jedynie za przyjaciela. W końcu kobieta wraz z przyjaciółmi złoży głównemu bohaterowi propozycję nie do odrzucenia. Razem ukradną 17 milionów dolarów. I wtedy wprawią w ruch karuzelę głupich gagów, naiwnych zwrotów akcji i coraz bardziej absurdalnych żartów.

Bracia Coen swoim osławionym Fargo (1996) udowodnili już, że kiedy poda się informację o oparciu filmu na prawdziwych wydarzeniach, widz jest w stanie uwierzyć w każdy, nawet największy idiotyzm. Ich historia była jednak zwarta, koherentna i wiarygodna przez sposób prowadzenia opowieści oraz tworzenia świata i postaci. Hess próbuje brać z nich przykład, jednakże robi to bardzo nieumiejętnie, przesadzając z absurdem.

Tworzony przez niego świat zamieszkany jest przez półgłówków i ćwierćinteligentów. Są oni jednowymiarowi, bo niemalże każda kolejna scena ma podkreślać ich kretynizm oraz potwierdzać powiedzenie „głupi ma zawsze szczęście”. Nawet agenci FBI są tutaj wyjątkowo nierozgarnięci, a na tropy wpadają przez przypadek. Nie ma nikogo, kto stanowiłby kontrast, a przez to bohaterowie ci osadzeni byliby w lepiej znanej nam rzeczywistości, a nie w niezbyt interesującej fantazji Hessa. Ewidentnie więc bardziej od prowadzenia historii reżysera interesuje serwowanie suchych żartów i point. Raz chce nas rozbawić odchodami w basenie, a innym razem uchem wypadającym z chusteczki niby twardego mordercy.

Od początku kariery Hess upodobał sobie tego typu opowieści. Interesują go ludzie o niskim ilorazie inteligencji, chcący zmienić swój status w danym społeczeństwie. Raz ma to miejsce w szkole (Napoleon Wybuchowiec), kiedy indziej w biednym Meksyku (Nacho Libre <<2006>>) czy wśród szukających sławy i wiary archeologów (Don Verdean <<2015>>). Zwykle głównymi bohaterami kierują szlachetne intencje, ale ich działania przynoszą odwrotny do przewidzianego skutek. W przypadku Asów bez kasy twórca nie wprowadza żadnych fabularnych innowacji. Protagonista dokonuje rabunku w imię prawdziwej miłości. Pragnie zmienić coś w swoim życiu, zostać milionerem i opalać się razem z Kelly na egzotycznej plaży.

W założeniu pozytywne postaci w tym filmie powinny wzbudzać sympatię. W szczególności Ghantt. Reżyser odnosi się do niego i do Kelly bardzo ciepło. W żaden sposób ich nie ocenia, ani nie prawi kazań. Jednakże wplątuje bohaterów w niewiarygodne sytuacje i w równie niewiarygodny sposób każe im z nich wychodzić, czyniąc wszelkie próby wywołania empatii bezcelowymi i nieuzasadnionymi. Równie bezsensowne są chęci wprowadzenia napięcia. Kiedy protagonista jest w niebezpieczeństwie, widz zdaje sobie sprawę z tego, co musi nastąpić, a więc że uratuje go idiotyczny zbieg okoliczności, albo nieudolność policjantów, czy jego współpracowników, więc żadne obawy o jego życie nie wchodzą w grę.

Szukając plusów w poprzednich filmach Hessa, należałoby wskazać dobrą i charyzmatyczną obsadę. Nazwiska w omawianej produkcji robią niemałe wrażenie, ale już gra tych, wydawałoby się, zaprawionych w komedii aktorów, nie za bardzo. Galifianakis sprawia wrażenie znudzonego. Przechodzi od sceny do sceny w głupiej grzywce, na siłę posuwając fabułę naprzód. Od niechcenia rzuca kolejnymi żartami i robi głupie miny do kamery. Wtóruje mu Owen Wilson, który utknął w roli Hansela z Zoolandera (2001). W omawianej produkcji jest, bo jest, ale równie dobrze mógłby go zastąpić ktokolwiek inny. Na ich tle pochwalić można jedynie Kristen Wiig. Przykuwa uwagę, bo kiedy oni próbują nas rozbawić karykaturami, ona kreuje postać o wiele bardziej stonowanie, dodając nieco ciepła i uwiarygadniając (choć w bardzo małym stopniu) świat przedstawiony.

Przedstawiony w Asach bez kasy temat i obdarzenie postaci aż tak niskim IQ jest zaskakujące, ponieważ Jared Hess kieruje swój film do myślącej, inteligentnej i uważnej publiczności. Każda, nawet najdrobniejsza informacja podana w pierwszym akcie, z czasem zostaje wykorzystana i ma jakiś wpływ na rozwój wydarzeń. Ze względu na fabułę i niedociągnięcia reżyser robi z widzów półgłówków, sprawiając, że po seansie każdy, kto chociażby ukończył przedszkole, poczuje się jak idiota.

Tekst opublikowany pierwotnie na portalu
rg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: