Konwój

Konwój (2016) miał być bezkompromisowym, męskim kinem i godnym spadkobiercą wczesnych filmów Władysława Pasikowskiego. Maciej Żak nie daje jednak rady udźwignąć ciążącej na nim odpowiedzialności. I chociaż jego czwartą produkcję ogląda się przyjemnie, wiele jej brakuje.

Ostatnimi czasy dużo mówi się o tak zwanym odrodzeniu polskiego kina. Twórcy coraz częściej realizują filmy gatunkowe, niebędące głupiutkimi komediami romantycznymi współfinansowanymi przez grupę ITI. W kilku zeszłych latach można było oceniać rodzime produkcje w kategoriach dobrych, bez pobłażliwego dopełnienia „polskie”. Oceniano je pozytywnie i odnosiły sukcesy za granicami naszego kraju. Z tego względu nie trzeba było usprawiedliwiać swojej opinii źle rozumianym patriotyzmem. Nie można zaprzeczyć, że rodzima kinematografia zmierza we właściwym kierunku. Chociaż nie brakuje wpadek. Jedną z nich jest właśnie Konwój.

Po zwiastunie można było oczekiwać prawdziwego, męskiego kina zrobionego przez kogoś, kto nie posiada umysłu kibola i nie zapomina o scenariuszach. Nawiązuję do niezrozumiałego dla mnie fenomenu filmów Patryka Vegi. Jak mamy walczyć o dobre akcyjniaki w repertuarze zdominowanym przez komedie skierowane do kobiet i kolejne części Pitbulla? Niestety omawiana produkcja nie zmienia tej sytuacji. Bo chociaż obiecano dużo, niewiele przyrzeczeń spełniono. Przez około czterdziestu minut jest dobrze. Kiedy jednak reżyser próbuje pogłębić psychologię postaci, wszystko się rozsypuje.

Już w pierwszych scenach twórca wprowadza nas do brudnej i nieprzyjemnej rzeczywistości. Robert Więckiewicz opuścił bar „Pod Mocnym Aniołem” i zaczęły kręcić go cięższe używki. Sierżanta Zawadę poznajemy, kiedy sięgnął dna. Żona wraz z dziećmi go opuściła, od dawna się nie golił, a do tego większość dnia spędza na haju. Na poznanie powodów takiego stanu rzeczy przyjdzie nam trochę poczekać. Z narkotykowego letargu wyciąga go Nowacki (Janusz Gajos). Dyrektor więzienia zleca mu transport niebezpiecznego przestępcy. Wraz z Bergiem (Przemysław Bluszcz), Feliksem (Tomasz Ziętek) i żołnierzem (Łukasz Simlat), główny bohater odpowiedzialny będzie za dowiezienie mordercy (Ireneusz Czop) do szpitala psychiatrycznego. W miarę rozwoju akcji na jaw wyjdzie, jakie są prawdziwe cele tytułowego konwoju, kim jest przewożony mężczyzna i co łączy go ze stróżami prawa, a szczególnie dowodzącym policjantem.

W tym świecie nie ma miejsca dla kobiet. Przemykają na dalszych planach, służąc jedynie jako tło dla mężczyzn. Na ekranie aż kipi od testosteronu. Postaci nie stronią od przekleństw i wszystko stanowi dla nich powód do rywalizacji. Mamy do czynienia z pojedynkiem charakterów, w którym wszyscy są przegrani. Przez lwią część opowieści jesteśmy zamknięci razem z piątką bohaterów w ciasnej ciężarówce. Klaustrofobiczny klimat wzmaga poczucie ciężaru opowieści. Żak prowadzi historię w taki sposób, aby widzowie czuli, że siedzą na tykającej bombie. Jej niebezpiecznie nieuchronny wybuch nie będzie jednak w stanie ich zadowolić.

Reżyser nie szarżuje z podawanymi informacjami, a powoli pozwala nam odkrywać kolejne fakty dotyczące poszczególnych aspektów fabularnych czy relacji między postaciami. Przesadza w drugą stronę, zbyt długo skrywając karty w rękawie. Początkowo stosowane przez niego zabiegi spełniają swoje zadanie i utrzymują odbiorcę w niepewności. Potem, gdy przychodzi czas na wyjaśnienia, obnażane są scenariuszowe niedociągnięcia. Następne zwroty akcji sprawiają wrażenie wymuszonych, a bohaterowie zamiast działać według motywacji psychologicznych, podejmują decyzje właściwe bohaterom kina gatunkowego. Dla niektórych logicznych luk nie ma żadnego usprawiedliwienia. Ciężko ocenić, czy dana postać jest negatywna czy pozytywna. Źli i dobrzy zamieniają się rolami, przez co nie można ustalić, komu powinniśmy kibicować.

Jednoznacznej ocenie poddają się jedynie Nowacki i jego zięć Feliks. Ten pierwszy od początku do końca jest bezwzględnie czarnym charakterem, a tego drugiego, jako nieopierzonego studencika łatwo uznać za postać pozytywną. Żak snuje opowieść o relatywizmie dobra. Sądy należy wygłaszać dopiero po poznaniu wszystkich części układanki. Dodatkowo zadaje pytanie o istotę człowieczeństwa. Stawia diagnozę dotyczącą kondycji współczesnych ludzi. Poszukuje rozwiązań, ale zdaje sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, w jakiej aktualnie jesteśmy. Pogrąża świat przedstawiony w nihilizmie, dusząc w zarodku wszelkie promyki światła czy nadzieję na lepsze jutro. Przytłacza nas ciężkim klimatem i nie pozwala odetchnąć. Przesadza z przedstawianiem nieuchronności losów, nie podając sposobów na pogodzenie się z tym. Wchodzi w rolę pozbawionego litości demiurga.

Nie opowiada swojej historii w sposób linearny, prowadząc widzów za rączkę i wędrując z nimi od punktu a do punktu b. Między sceny z akcją właściwą reżyser wplata te prezentujące przeszłość. Dawkuje je w odpowiedni sposób, ale tylko do pewnego momentu. Później już idzie na całość i opuszcza pewne wątki oraz wydarzenia, aby po chwili do nich powrócić i wyjaśnić wszelkie nieścisłości. Zbyt częste elipsy czynią historię mało przejrzystą i czytelną. Formalne udziwnienia spełniają jedynie funkcję ornamentu i prócz mętliku, nie wprowadzają do opowieści nic. Dodatkowo problematyzują już wystarczająco skomplikowaną fabułę, przez co twórca nie jest w stanie utrzymać wszystkim elementów na właściwym poziomie.

Maciej Żak po dwóch pierwszych pełnych metrażach skierowanych głównie do kobiet, postanowił ukłonić się męskiej części widowni. Pierwszą próbą był Supermarket (2012), który również nie wyszedł za dobrze. Patrząc na Ławeczkę (2004) i Rozmowy Nocą (2008), można uznać, że o wiele lepiej szło mu tworzenie tych lżejszych opowieści. Konwój nie jest jednak filmem całkowicie złym. Tak jak bohaterów, trudno go jednoznacznie ocenić. Jeszcze kilka lat temu pewnie spojrzałbym na niego o wiele przychylniej. Dzisiaj jednak wymagam od rodzimej kinematografii dużo więcej. Film wywołuje zbyt lekką zgagę, jeśli chodzi o podejmowany temat. Nie angażuje tak bardzo, jak powinien. Przede wszystkim przeszkadzają braki warsztatowe twórcy, mającego problem z odpowiednim wykorzystaniem języka filmowego.

Teks opublikowany również na łamach portalu

rg

Za seans dziękuję sieci kin

cc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: