Fatale. Klątwa dla demona – Ed Brubaker i Sean Phillips

„Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym” – chociaż Ed Brubaker wprowadza czytelników do piątego tomu Fatale cytatem z Friedricha Nietzschego, przywołane zdanie z Nadnaturalnego horroru w literaturze H. P. Lovecrafta, mogłoby posłużyć za motto nie tylko Klątwy dla demona, ale całej opowieści snutej wraz z Seanem Phillipsem.

Scenarzysta kończy historię Josephine i Nicholasa w taki sam sposób jak ją zaczął. Z przytupem, tajemniczo i wywołując ciarki na plecach. Podróż protagonistki dobiega końca, ale ten epilog pozostawi po sobie taką samą liczbę pytań, jak wszystkie poprzednie tomy. Odkryjemy co prawda kilka odpowiedzi i poznamy prawdę dotyczącą rzeczywistych więzi kobiety fatalnej i Lasha, oraz przeszłość Bishopa. Odkrycie kart narodzi jednak jeszcze więcej zagadek. Tajemnice poszczególnych bohaterów i ich związków między sobą zostaną wyjaśnione, jednakże stanowi to zaledwie wycinek całej tworzonej na wzór Cthulhu mitologii. Z jednej strony niedopowiedzenia są zaletą, ale z drugiej pozostawia to z uczuciem palącego niedosytu. Furtka do kontynuacji wciąż jest otwarta. Potwory w dalszym ciągu będą uwięzione w wyobraźni twórców, a nam przyjdzie zadowolić się smaczkami i samym snuć domysły dotyczące ich zamiarów, relacji z naszym światem i czy uwięziono je w piekle na zawsze.

Zmianę przechodzi sposób prezentowania Jo. Do tej pory tropy dotyczące jej osoby były ambiwalentne. Wyrachowanie i egoizm równoważyła empatia oraz chęć przeżycia. Tym razem Brubaker skupia się jedynie na tych drugich emocjach. W sferze werbalnej ciągle podkreśla ludzką stronę kobiety fatalnej, eksponowaną za sprawą pogardy wobec siebie przez grzechy jakie popełniła i dręczące ją wyrzuty sumienia. W retrospekcjach obserwujemy podejmowane przez nią próby samobójcze. Na pierwszy plan wychodzi wewnętrzna walka, toczona od dziesięcioleci. Jest już kimś przegranym, jak sama zaznacza, nie chce wygrać tej wojny, a jedynie ją skończyć. Potyczki z przeciwnikiem i ciągłe utarczki doprowadziły ją do skrajnego wyczerpania. Wszystkie dotychczasowe działania pozwoliły na dotarcie do punktu kulminacyjnego, tworząc przemyślany plan, nastawiony na zlikwidowanie efektów klątwy, w zamyśle będącej błogosławieństwem. Znika również przerażenie podczas spotkań z oprawcą znane z poprzednich tomów. Staje do pojedynku pewna siebie.

O wiele bardziej ludzkimi cechami obdarowany został również Bishop. Scenarzysta nie próbuje wywołać sympatii w stosunku do guru sekty, a zgłębia jego psychikę, aby pozwolić nam lepiej go zrozumieć. Tak jak femme fatale jest zmęczony wiecznością. Świat stanowi dla niego więzienie. Czyny i okrucieństwo miały pozwolić mu kroczyć wśród bogów, którym służył. Twórcy skupieni są więc na ulubionym aspekcie nieśmiertelności Neila Jordana, wydobywanym na światło dzienne w jego filmach dotyczących wampirów, czyli znudzeniu. W podejmowany temat wprowadza już wspomniany na początku cytat niemieckiego filozofa, w którym pada pytanie o to, co by czuł, gdyby demon powiedział komuś, że życie jakie ten ktoś wiedzie będzie się powtarzało bez końca, zarówno szczęśliwe jak i smutne chwile powrócą dokładnie w takim samym kształcie jak kiedyś.

Jednym ze słynniejszych cytatów Nietzschego jest także „kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie”. Ten wzajemny wpływ podkreśla już tytuł wydania zbiorczego Klątwa dla demona. Aby pokonać upiora, bohaterka musi przejąć tok myślenia przeciwnika i wykorzystać jego własną broń. Wyeksponowano podobieństwa między antagonistami. Wcale nie różnią się od siebie tak bardzo, a towarzyszą im zbliżone rozterki i uczucia. Podkreślono te same myśli i wnioski, zmęczenie odwieczną walką. Obie strony chcą ją zakończyć i w ten, czy inny sposób osiągnąć swój cel. Niszczone po drodze osoby, są jedynie środkiem do jego osiągnięcia, co zostaje wypowiedziane wprost na kartach komiksu przez Lance’a. Były muzyk mówi Nicholasowi o tym, jak mało znaczą ludzie. W rzeczywistości ich życie nie ma znaczenia, bo spełniają jedynie funkcję trybików w o wiele większej maszynie.

We wszystkich poprzednich tomach (z wyłączeniem trzeciego) mieliśmy do czynienia z krytyką czasów, w jakich miała miejsce akcja. Pokazywało to, że człowiek pomimo upływu czasu nie zmienia swojego postępowania, a wręcz popada w jeszcze większą degenerację, gdyż z każdej kolejnej dekady wybierano najpopularniejszą modę i symbole danej epoki, pokazując obłudę ukrytą pod wszelkimi pozorami. Filmowi gwiazdorzy nie stronili od narkotyków, podobnie jak muzycy i obie grupy popełniały przestępstwa, aby zyskać upragnioną sławę. Dla pieniędzy prawo łamali też policjanci. W tej odsłonie zamieszczono komentarz w stosunku do czasów współczesnych, gdyż fabuła rozgrywa się w całości w 2014 roku. Josephine i Nicholas odwiedzają przyjęcie wydane przez tajemniczego bogacza, podobne do odwiedzanego przez doktora Harforda w Oczach szeroko zamkniętych Stanleya Kubricka. Twórcy nie pozostawiają również suchej nitki na członkach sekty, a tym samym wyznawcach religii. Sam przywódca wyraża zdziwienie postawą członków zgrupowania poświęcających swoje życie, aby spełniać wszystkie jego zachcianki. Na przestrzeni kolejnych wydań zbiorczych kreślona jest historia XX wieku, objawiająca się jako wieczna wojna i próba ukrycia niecnej natury ludzkiej oraz dążenie do zasłużonej, a nawet upragnionej zagłady.

Styl rysowania Seana Phillipsa przepełniony jest dbałością o szczegóły i przywiązaniem do wyglądu kadru. Patrząc na plansze można odnieść wrażenie oglądania dobrego filmu. Mimo osadzania fabuły w konkretnych kontekstach historycznych, łatwo uznać ją za ponadczasową, co uwydatnia strona graficzna. Rysunki dają poczucie retroklimatu i pozwalają zachłysnąć się estetyką noir. Widać to zarówno w prezentowanych rysach bohaterów, jak i pejzażach. Najważniejsze jednak jest operowanie cieniem, pozwalające na dodatkowe wydobycie dualizmu prowadzonej opowieści. Realizm bez przerwy toczy pojedynek z fantastyką. Surrealizm i groza wprowadzone zostają za sprawą mrocznych sylwetek na ścianach mających pokazywać prawdę o danych postaciach.

Ed Brubaker i Sean Phillips dochodzą do finału swojej opowieści, pozostawiając czytelników z mętlikiem myśli. W pięciu wydaniach zbiorczych stworzyli pewną legendę korzystając z ikonografii horroru i czarnego kryminału, tworząc mieszankę wybuchową. Klątwa dla demona trzyma poziom swoich poprzedników, powoli prowadząc nas do zawoalowanej konkluzji. W opowiadanym micie pozostało jednak jeszcze wiele do odkrycia, czego dowodem jest chociażby trzeci tom Fatale. Niemniej sięganie po każdą odsłonę z osobna dostarcza tyle samo rozrywki ile całość czytana za jednym razem, powalająca konsekwencją w podejmowaniu wątków, przemyśleniem fabuły, bogactwem znaczeń oraz symboli, szczegółowością i niepowtarzalnością w obu sferach narracyjnych.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rgZa egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: