Sully. W poszukiwaniu tego, co naprawdę ma znaczenie – Chelsey B. „Sully” Sullenberger III i Jeffrey Zaslow

W pierwszym odcinku serialu Newsroom Will McAvoy grany przez Jeffa Danielsa, musi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Ameryka jest najwspanialszym krajem na świecie. Po dłuższym zastanowieniu stwierdza, że nie jest, ale mogłaby być. Stany Zjednoczone z pewnością byłyby najwspanialszym krajem na świecie, gdyby wszyscy mieszkańcy brali przykład z kapitana Sully’ego.

Na okładce książki czytamy, że mamy do czynienia z „nieznaną historią cudu na rzece Hudson”. Tragiczne wydarzenia z piętnastego stycznia 2009 roku wstrząsnęły opinią publiczną, a z pilota uczyniły dobro narodowe i bohatera. Feralny kurs 1549 linii US Airways nie jest jednak głównym tematem opowieści, snutej przez samego lotnika ze wsparciem Jeffreya Zaslowa. Ten drugi w narracji nie zaznacza swojej obecności, więc mówiąc o autorze, będę miał na myśli tego pierwszego. Chelsey B. „Sully” Sullenberger III poświęcił katastrofie zaledwie kilka stron. Nic dziwnego, w końcu podróż samolotu trwała niecałe sześć minut. Zdarzenie i tak rozwinięto, przez co sprawia wrażenie o wiele dłuższego. Poza tym jego echa pobrzmiewają praktycznie co kilka linijek tekstu; niewątpliwie wywołało w kapitanie traumę. Bardziej jednak chce on opowiedzieć o sobie, przedstawić się w pełnej krasie, przekazać zdobyte mądrości i wyeksplikować, w jaki sposób uratował łącznie sto pięćdziesiąt pięć osób.

Nakreślony zostaje portret człowieka zdecydowanego, ufającego swoim zdolnościom, który od najmłodszych lat wiedział kim chce być jak dorośnie i poświęcał każdą wolną chwilę swojej pasji. Pilot wpuszcza czytelników do swojego intymnego świata i snuje wspomnienia obejmujące nastoletnią fascynację, naukę w szkole wojskowej i życie zawodowe, aż do nieszczęśliwego kursu. Jak sam zaznacza – latanie jest młodą dyscypliną i praktycznie lata przez połowę jej istnienia. W międzyczasie prezentuje swoją ogromną wiedzę dotyczącą samolotów, historii, oraz innych katastrof. Ludzkiego rysu nadaje bohaterowi rysowanie tła pod postacią życia prywatnego.

Podobno za każdym wielkim mężczyzną stoi kobieta. Przypadek Sylly’ego to potwierdza. Związek Chesleya z Lorrie nie był usłany różami, ale – jak podkreślono – gdyby nie mieli siebie nawzajem, żadne z nich nie miałoby sił toczyć walki z własnymi demonami i stawiać czoła problemom. Żona jest osobą aktywną, uwielbiającą piesze wycieczki. Do uczestnictwa w nich zaprasza inne kobiety, próbując zarazić je swoją pasją, oraz sprawić, aby czuły się dobrze w swoim ciele. Pragnie im pokazać plusy płynące z samoakceptacji, gdyż sama miała z nią problem, próbując zrzucić dodatkowe kilogramy. Razem z pilotem tworzą idealne, amerykańskie małżeństwo, co widać na zamieszczonych w wydaniu fotografiach. Na początku wspólnej drogi przez życie, do szczęścia brakowało im tylko potomstwa. Niestety, partnerka nie mogła zajść w ciążę, dlatego podjęli decyzję o adopcji. Do ich rodziny dołączyły dwie córki. Lotnik poświęca im część swojej opowieści. Nie można zaprzeczyć jego ciepłym uczuciom żywionym do dzieci. Gorzkiego posmaku dodają częste wtrącenia o pragnieniu spędzania z nimi większej ilości czasu, co ze względu na wykonywaną pracę jest niemożliwe.

Narrację można podzielić na dwie sfery, a właściwie na dwa listy miłosne. Jeden skierowany jest do najbliższych, a drugi do latania i samolotów. Tym ostatnim piszący poświęcił całe, swoje świadome życie. Bez przerwy napomyka o swoich celach i skupieniu na nich, zawsze z profesjonalnym podejściem. Nie brakuje chwalenia linii lotniczych, ale także i narzekań na branżę, między innymi ze względu na niskie płace. Opowieści towarzyszy nutka sentymentalizmu, wprowadzona za sprawą wyrażania tęsknoty za czasami, kiedy bycie pilotem oznaczało jednocześnie status niemalże gwiazdy. Przyczynek do tego typu rozważań stanowi wspomnienie sceny z filmu Złap mnie jeśli potrafisz, w której Leonardo DiCaprio w stroju kapitana przechodzi przez bramki w towarzystwie pięknych kobiet. Prawdopodobnie przywołując tę sytuację, autor nawet nie marzył, że w przyszłości w jego rolę wcieli się inny popularny aktor z tego filmu, czyli Tom Hanks.

Bo chociaż narrator mówi o swoich sukcesach, to zachowuje niesamowitą skromność. Po wydarzeniach z piętnastego stycznia 2009 roku, wcale nie uważał siebie za bohatera. Wykonywał jedynie swoje obowiązki, a całe jego dotychczasowe działania, miały na celu przygotować go właśnie do tego dnia. Wbrew pozorom książka nie jest pochwałą heroizmu zwyczajnego człowieka, a raczej ciężkiej pracy, sumienności i rzetelności, będącej – jak wynika z tekstu – robieniem czegoś, pomimo braku na to ochoty. Bogate doświadczenie i obszerna wiedza teoretyczna, pozwoliły mu wodować na rzece Hudson samolotem pasażerskim pozbawionym mocy obu silników. Nie przypisuje sobie jednak wszystkich zasług, a zwraca uwagę na istotne działania pierwszego oficera i stewardess, prosząc o szacunek do ludzi, w których ręce składa się życie, wsiadając do latających maszyn.

No i w porządku. Ciekawy temat, interesujący punkt widzenia, poprawny styl pisania, ale opowieść krzepi serce, wywołując jego ból. Hollywoodzcy spece od komercyjnych scenariuszy mogliby pobierać od Sully’ego nauki. Prezentuje siebie jako ucieleśnienie american dream, a Stany Zjednoczone czyni najwspanialszym krajem na świecie. Żyją tam ludzie, ciągle chętni nieść pomoc innym, nie dla pieniędzy, ale własnej satysfakcji i w wyniku nabytych za młodu wartości. Ach ileż oryginalnych mądrości życiowych zostaje przekazanych na tych dwustu stronach. Treść sugeruje, że skoro autor tego dokonał, mógłby tego dokonać każdy. Jeśli ktoś poniósłby porażkę, to ze względu na zbyt małą ilość pracy włożoną w zdobywanie nowych umiejętności. Wszyscy jesteśmy w stanie osiągnąć sukces w swojej dziedzinie, o ile będziemy odpowiednio ciężko pracować. I jeśli ktoś lubi takie historie, może spokojnie zaczynać lekturę.

Ja jednak w jej trakcie miałem problem z uwierzeniem w pozbawionego skaz bohatera. Brakowało mi rys na jego odbiciu. Tak jak było to w Najemniku, gdzie John Geddes opowiadał o swoim upadku; o tym jak poczuł zbyt dużą pewność siebie, przez co jedynie dzięki doświadczeniu udało mu się uniknąć śmierci i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Czy jak przedstawił to Robert Zemeckis w Locie. Tam grany przez Denzela Washingtona Whip Whitaker, uniknął katastrofy lotniczej pomimo potężnego kaca. Nie chodzi o mój wewnętrzny cynizm i brak wiary w ludzką dobroć, ale uważam czytanie o bezwzględnie świętych postaciach za nudne. Kapitan jest postacią jednowymiarową, z pokrótce opisanym, ale rozciągniętym portretem psychologicznym. Autor rzuca następnymi morałami, próbując przekonać czytelników do swoich racji (przyganiał kocioł garnkowi, co?).

Książkę tak naprawdę ratuje entuzjazm Chesleya Sullenbergera, jego pasja i specjalistyczna wiedza w podejmowanym temacie. Fachowe słownictwo wykorzystywane jest w taki sposób, aby nawet największy, nigdy niemający do czynienia z samolotami laik (jak ten niżej podpisany) mógł zrozumieć. Ta zaleta pociąga za sobą jednocześnie wadę, gdyż osoby zainteresowane lotnictwem, czy też znający kulisy katastrofy, dostępne siedem lat temu opinii publicznej, nie wychwycą nowych faktów. Jedynie poznają osobę, siedzącą wtedy za sterami. Komu więc można polecić Sully’ego? Opowieść dostosowano do każdego, a jednocześnie do nikogo. Przypadnie do gustu osobom wierzącym w amerykański sen i lubiącym z każdym odwróceniem kartki czuć na twarzy powiew flagi Stanów Zjednoczonych. Cała reszta może mieć nadzieję (oby nie płonną!), że Clint Eastwood doda historii artystyczny pazur i wybrać się do kina. Ale to temat na zupełnie inny tekst.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

znak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: