City 3. Antologia polskich opowiadań grozy

Na wstępie muszę przyznać, że lektura City 3 wprawiła mnie w konfuzję. Jak wskazuje sam tytuł, zebrane w antologii opowiadania powinny dotyczyć miasta, lub chociaż jego idei. Jak bardzo małostkowe były moje oczekiwania przekonałem się dopiero po przeczytaniu ostatniego tekstu.

Przede wszystkim liczyłem na obraz miasta, które oddziałuje na jego mieszkańców. Nie wszystkie narracje (a nawet zdecydowana mniejszość) wpisują się w ten tok rozumowania. Pierwszym co przychodziło mi do głowy było noir. Z ikonografii czarnego kryminału korzysta Bartosz Orlewski w Pokój, korytarz. Detektyw odzyskuje przytomność w pewnym budynku i niedługo potem widzi na zdjęciu swoją femme fatale. To jej poświęcono drugą część tekstu. Miejsce akcji ograniczone zostaje jednak do kilku pomieszczeń. Co to niby ma wspólnego z metropoliami wchłaniającymi Humphreya Bogarta w filmach Howarda Hawksa? No właśnie niewiele. Tytuł ten z początku przywodzi na myśl raczej serię Piła. Ale z drugiej strony do postaci ekstrawaganckiego bogacza na wózku z Wielkiego snu nawiązuje Jarosław Turowski w Rybkach (ach jakim cudownie absurdalnym fetyszem fikcyjny bohater jest obdarowany!). Wracając jednak do tematu, chociaż Orlewski nie zaspokoił mojego apetytu na literaturę w stylu Raymonda Chandlera, przedstawił ciekawy eksperyment (dobre słowo?) narracyjny i fabularny.

I jeśli miałbym szukać idei przyświecającej twórcom, postawiłbym właśnie na tak nieśmiało użyte wyżej słowo: eksperyment. Żadnego z opowiadań nie można bezproblemowo zaszufladkować, nawet jeśli na okładce czytamy, że mamy do czynienia z grozą. Jest to zbyt duże uproszczenie i uwłaczenie autorom. Ci zamiast skupiać się nad ułatwianiem krytykom pracy, poszukują własnej formy. Bardziej niż prowadzenie danej historii, interesuje ich stworzenie pewnego klimatu. Klimatu niepokoju i poczucia zagrożenia oraz zagmatwania, towarzyszące czytającemu od pierwszej do ostatniej strony.

Aby osiągnąć swój cel, piszący korzystają z estetyk i poetyk charakterystycznych dla zupełnie innych środków przekazów niż literatura. Pożyczają i kradną między innymi z warsztatu filmowców. I tak Monika Jaworowska w Kamerze przenosi na papier formułę found footage. Nie jestem fanem, ba można mnie nawet nazwać zagorzałym przeciwnikiem „znalezionych materiałów”. Abstrahując jednak od treści i moich antypatii, muszę uznać wykorzystaną narrację za jedną z ciekawszych cegiełek budujących City 3. Może i ciężko zrekonstruować fabułę, a czytelnik musi aż nadto wytężyć szare komórki, albo przeczytać tytuł kilka razy, jest to bardzo interesujące doświadczenie odbiorcze i eksperyment uznaję za udany. Wyszedł nieco gorzej niż prowadzenie historii za pomocą tweetów u Joe Hilla w Twitterowanie z cyrku umarłych wydanego w Polsce w zbiorze 15 blizn, ale z pewnością lepiej niż u Harukiego Murakamiego, który próbując „ufilmowić” Po zmierzchu, uciekł się do zabiegu tyleż dziwacznego, co tautologicznego i niepotrzebnego. Mianowicie podkreślał tu i ówdzie perspektywę, zaznaczając, że czytelnik spogląda na wydarzenia okiem kamery.

Uważam, że każdy akt czy twór określany jako sztuka powinien móc samodzielnie się obronić. Jeśli dane dzieło potrzebuje objaśnienia i znajomości dodatkowych kontekstów (Duchamp to do ciebie i twojego pisuaru!) nie zasługuje już na to miano. Rozpoznanie odniesień, czy inspiracji stojącymi za twórcami powinny być dodatkowym smaczkiem dla odbiorcy, stanowiącym swego rodzaju nagrodę za pogłębioną wiedzę i dawać możliwość odczytania historii na głębszym poziomie. Jak już wspominałem na początku, w trakcie lektury omawianego wydawnictwa miałem mały problem. No bo gdzie to miasto? Jakieś budynki, utopie, wyimaginowane przestrzenie, ale gdzie do ciężkiej cholery miasto? Miejscowa fauna i flora oraz mroczne zakamarki w poszczególnych tekstach to za mało, aby zaspokoić mój nienasycony apetyt. Na szczęście z pomocą przyszło Posłowie Kseni Olkusz otwierając mi oczy na to, z czym miałem do czynienia.

W City 3 miasto to nie jakiś Kraków, Warszawa czy Poznań (chociaż te również są), ale cywilizacja. Miasto występuje tu jako efekt działalności ludzkiej; zostaje zatomizowane, podzielone na drobne fragmenty. Wszystko to, aby stworzyć portret człowieka zagubionego w nowoczesnym świecie. To co oswojone i bliskie staje się zdystansowane i stanowi niebezpieczeństwo. Krążymy po wąskich i ciemnych zaułkach naszych umysłów, mapując peryferie, do których w rzeczywistym życiu nie chcielibyśmy mieć dostępu. I w tym wypadku to nie dana osoba stworzyła przestrzeń i ma nad nią władzę, a jest zupełnie odwrotnie. Za sprawą przestrzeni człowiek staje w obliczu jakiegoś kryzysu i musi go rozwiązać, korzystając z tego co już zna w zupełnie nowym otoczeniu.

Zbliżając się do końca wywodu dotarliśmy do pierwszego zamieszczonego w antologii opowiadania. Nie tylko kochankowie przeżyją chociaż tytułem nawiązuje do filmu Jima Jarmuscha, nie ma z nim nic wspólnego. Nie będzie wampirów, ani bezczynnego spędzania czasu i znudzenia wiecznością. Kazimierz Kyrcz Jr i Adrian Miśtak osadzają akcję w mieście królów i snują seksistowski żart, podkolorowany miejscowym folklorem, czyli urban legend, według której jeżeli dziewica ukończy AGH nastąpi koniec świata. A co jeśli rzeczona dziewica jest brzydsza od orangutana? Czy powiedzenie „każda potwora znajdzie swego amatora” ma pokrycie w rzeczywistości? I czemu przez jedną imprezę i poczucie obowiązku mężczyzna może zniszczyć sobie całe życie? W trakcie czytania ciężko jednoznacznie przypisać dane fragmenty jednemu bądź drugiemu autorowi. Czy Kyrcz jako bardziej doświadczony kolega po piórze, nie narzucił Miśtakowi swojego stylu?

[Na ten ostatni zarzut Kazimierz Kyrcz Jr odpowiada osobiście „Z tym stylem to raczej nie narzucaliśmy sobie nic… po prostu, kiedy z kimś piszę, to staram się dać coś od siebie, wygładzić nierówności tego drugiego, ale i dostosować swoją pisaninę, tak żeby całość była jak najbardziej jednolita… inna sprawa, że nie zawsze się udaje. ”]

To w sumie nieważne, bo wyszło zabawnie, chamsko i dziwnie. Panowie stworzyli bizarro pełną, śmierdzącą wódą gębą.

Antologię kończy drugie opowiadanie podpisane nazwiskiem Kyrcza, tym razem stworzone wraz z Michałem J. Walczakiem. Ponownie jest przewrotnie, zabawnie i za Ksenią Olkusz trzeba przyznać, że Granie na czekanie stanowi idealne podsumowanie całego tomu. Wprowadzona zostaje postać menela, którego protagonista oskarża o wszystkie swoje niepowodzenia. Smutną, dramatyczną historię podano w ironicznej, lekkiej i przyjemnej oprawie. Tekst kumuluje w sobie wszystkie elementy, z jakimi mieliśmy do czynienia na poprzedzających stronach. A więc otrzymamy eksperyment narracyjny, grozę, komedię, miasto, krytykę cywilizacji, powolne popadanie w szaleństwo, etc. Dodatkowo ostatnia scena sugeruje rychłe powtórzenie historii, a więc – krótko mówiąc – czeka nas City 4.

Jako sprytny (a może leniwy?) recenzent pominąłem większość zebranych w zbiorze opowiadań, ale nie widzę sensu w rzucaniu kolejnymi nazwiskami i następnymi tytułami.  Opisywać dwadzieścia trzy teksty wchodzące w skład antologii w jakimś jednym, koherentnym kluczu również sprawia wrażenie karkołomnego. Każdy z uczestniczących w projekcie autorów, dodał do niego coś niepowtarzalnego i oryginalnego. Wszyscy razem rysują portret współczesnego człowieka, będącego w trakcie rozkładu. Jakby ewolucja zaszła za daleko, nastąpił regres, przez co ludzie muszą próbować funkcjonować w niedostosowanym do nich świecie. Nad całością czuwa duch Rolanda Topora, Etgara Kereta i wielu innych (przy kilku narracjach pobrzmiewały mi nawet echa Morfiny Szczepana Twardocha). Dzięki odnajdywaniu kolejnych odniesień i kojarzeniu konkretnych sytuacji z własnymi doświadczeniami, groza jest mocno zakorzeniona w rzeczywistości. Jasne staje się, że potworów nie należy szukać pod łóżkiem czy w szafie, gdyż znajdziemy je w lustrze. Fantastycznych monstrów nie uświadczymy, ale te prawdziwe zaznaczają swoją obecność na każdej stronie.

City 3 to wydawnictwo, które jednocześnie rozbawi, przerazi i zmusi do przemyśleń. W tym zbiorze każdy znajdzie coś dla siebie i coś dla siebie wyciągnie. Niżej podpisany na ten przykład po raz kolejny doszedł do wniosku, żeby nigdy więcej siadając do czytania, czy też oglądania, nie oczekiwać niczego konkretnego i za każdym razem dawać się ponieść narracji, oraz czasami posłuchać mądrzejszych osób, chcących przybliżyć mu dane dzieło. A na sam koniec chciałbym was zachęcić, abyście nie szli w moje ślady, zaufali mi już teraz i czym prędzej wyruszyli na miasto… Właściwie do trzeciej części miasta.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: