Plac zabaw

Bartosz M. Kowalski nie oszczędza widzów i bez przerwy atakuje ich stawianiem nieprzyjemnych tez i wyciąganiem równie nieprzyjemnych wniosków. W Placu zabaw (2016) przeprowadza wiwisekcję na psychice współczesnego polskiego nastolatka. Nie poszukuje remedium na panującą sytuację, a jedynie ją prezentuje, próbując zwrócić uwagę na drążące młodych ludzi problemy.

Dzieciństwo, czyli okres mający być błogi i beztroski, zostaje zdemitologizowane w zupełnie inny sposób, niż zrobił to Kuba Czekaj w przestylizowanym, ale również dobrym Baby Bump (2015). Kowalskiego nie interesują metafory i mieszanie estetyk, a jedynie bohaterowie. Przeplatając ze sobą historie kilkorga nastolatków, pokazując problem przemocy wśród młodzieży z perspektywy oprawców i ofiary, dochodzi do gorzkich konkluzji. Reżyser okiem dokumentalisty relacjonuje kolejne wydarzenia prowadzące do nieuniknionego, okrutnego finału. Precyzyjnie trafia w podejmowany temat, a odzierając narrację z emocji, czyni go jeszcze bardziej przerażającym. W efekcie otrzymujemy chłodną analizę rozpadu człowieczeństwa u osób, w których to człowieczeństwo nie miało jeszcze szansy do końca się rozwinąć.

Debiutant zadaje kolejne pytania, a odpowiedzi każe szukać w niedomówieniach i przestrzeni pozakadrowej. Świat przedstawiony niemal całkowicie pozbawiony jest obecności dorosłych, ale to oni zostają oskarżeni o panującą sytuację. Spiralę agresji napędza wymaganie od synów dojrzałości przekraczającej ich zdolności mentalne. Powody gniewu Szymka (Nicolas Przygoda) i Czarka (Przemysław Baliński) zostają nasunięte już w początkowych epizodach. Ten pierwszy musi opiekować się niepełnosprawnym krewnym, prawdopodobnie ojcem. Robi to z empatią i cierpliwością, jednak pod koniec sceny nie wytrzymuje i wymierza mu kilka ciosów. Drugi natomiast nie może spać przez płaczącego młodszego brata, a do tego wstyd mu z powodu braku pieniędzy na kwiatki dla nauczycielki. Zbyt szybkie wejście w dorosłość sugeruje również nakładanie szminki na usta przez Gabryśkę (Michalina Świstuń), która po spojrzeniu w lustro postanawia zmyć makijaż, jakby chciała wrócić do roli małej dziewczynki. Później w szkolnej łazience prosi koleżankę o porady, w celu zdobycia upatrzonego chłopaka. Krzykliwie pomalowana rówieśniczka sprawia wrażenie wyjątkowo doświadczonej w sprawach damsko-męskich.

Kolejne żale narastają w młodych ludziach szukających ujścia dla frustracji w działaniach pełnych brutalności, czyniąc z nich osoby pozbawione empatii. Zafascynowanie okrucieństwem objawia się w uczniach chociażby przy okazji dręczenia mrówek. Podobna sygnalizacja tematu miała miejsce w książce Jacka Ketchuma Dziewczyna z sąsiedztwa. Przed zamknięciem w piwnicy i torturowaniem niewinnej Meg, otrzymywaliśmy sceny łagodniejszych aktów przemocy, skierowanej w stronę słabszych jednostek. W Placu zabaw doprowadzanie do apogeum rozgrywane jest niemal tak samo, w wyniku czego narasta obawa i niepokój przed nieuniknionymi wydarzeniami. Suspens podsyca atmosferę, młodzi ludzie długo ukrywają, do czego są zdolni.

I chociaż można mieć nadzieję na jakieś katharsis, ono nie nadchodzi. Co więcej, finał pozostawia widza w zawieszeniu i wywołuje potężnego kaca, który będzie mu towarzyszył jeszcze długo po seansie. Z oddali obserwujemy dawanie upustu agresji, tylko pozornie mając pozwolenie na dystans względem oglądanej sytuacji. W rzeczywistości zostajemy złapani w pułapkę: jakby w obawie o własne zdrowie nie możemy zareagować, a jednocześnie fascynacja nie pozwala na odwrócenie wzroku. W jednym długim ujęciu zmuszeni jesteśmy do śledzenia boleśnie realistycznej sceny. Ba, można to nawet określić mianem makabrycznego spektaklu, gdyż ból bycia biernym obserwatorem sugeruje już pierwsze ujęcie z kamery miejskiej. A także jego powtórzenie tuż przed ostatnim aktem.

Mówiąc o realizmie, nie można zapomnieć o młodocianych, goszczących pierwszy raz na ekranie aktorach. To na ich barki zrzucałbym ciężar autentyzmu przekazu filmowego.  Nieco sepleniący Przemek Baliński wypada bardzo naturalnie, a Nicolas Przygoda jest równie wiarygodny w roli szpanującego, pewnego siebie nastolatka. Między nimi widać chemię rzadko pojawiającą się nawet u o wiele bardziej doświadczonych odtwórców. Jak gdyby nie grali, a naprawdę byli sobą – kumplami ze szkolnej ławy. Nie popadają w karykaturę, lecz za pomocą minimalistycznych środków wyrazu rysują portrety psychologiczne swoich postaci. Dokumentalnego pazura dodają filmowi pozbawione sztuczności dialogi, pozwalające na obcowanie z prawdziwymi postaciami, a nie bohaterami telenowel, wypowiadającymi kwestie, którymi nikt tak naprawdę się nie posługuje.

Bartosz M. Kowalski stworzył kino społecznie zaangażowane, ale niebędące synonimem polskiego kina niepotrafiącego opowiadać o drążących ludzi problemach (chyba nie muszę podawać przykładów, prawda?). Mimo ascetycznej narracji porusza wiele tematów, jednocześnie będąc bardzo konsekwentnym w prowadzeniu swojej opowieści. Wbrew temu, co sugeruje tytuł, nie można oczekiwać niczego łatwego i dającego wytchnienie, a należy się przygotować na rosnącą ilość interpretacji i skojarzeń. Dezintegracja psychiki nastolatków następuje powoli i nieśpiesznie, ale z pewnością wyjątkowo boleśnie i prawdziwie. Plac zabaw to debiut, który się pokocha albo znienawidzi, ale – wybaczcie truizm – nie można koło niego przejść obojętnie.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rgZa seans dziękuję sieci kin

cc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: