Brian Vaughan i Fiona Staples – Saga. Tom czwarty

W poprzednich odcinkach… Tfu, w poprzednich zeszytach Kosmicznego klanu… Tfu, Na wspólnej planecie… Ech połapiecie się, jeśli czytacie Sagę od początku.

W space operze Briana K. Vaughana i Fiony Staples również Hazel spełniając swój narratorski obowiązek liczy na czujność czytelników; kontynuuje opowieść pomijając wiele wydarzeń dzielących zeszyty zebrane w tomie trzecim od tego rozpoczynającego czwarte wydanie zbiorcze. Bohaterowie opuścili Quietus i od dłuższego czasu mieszkają na Gardenii w swoim drzewnym domku. Na neutralnej planecie znaleźli schronienie i odpoczywają od ucieczki przed siłami Brzegu, Wieńca i freelancerów mających chrapkę na nagrodę za ich głowy. Nie znaczy to jednak, że ich życie to idylla.

Scenarzysta na rozmaite sposoby eksponuje fakt, że mamy do czynienia z operą mydlaną. Alana zamieniła karierę żołnierską na aktorską i utrzymuje siebie oraz rodzinę z gry w produkcjach trupy zwanej Obwodem Otwartym. Sami zainteresowani nieraz krytykują poziom przedstawień, za które odpowiadają. Twórca wyśmiewa wiele idiotycznych zabiegów stosowanych przez realizatorów tanich, telewizyjnych seriali, a także zdają się sugerować, że na planie wszyscy muszą być na haju, aby móc przeżyć dzień zdjęciowy. Do tego dziecko narodzone z zakazanego związku opowiada historię podkreślając wątki wyjęte wprost z telenowel. Oczywiście jednocześnie podlewaja je odpowiednią dawką humoru i dystansu.

Wprowadzona zostaje postać Yumy, czyli scenografki, byłej żony pisarza odpowiedzialnego za cały ambaras i dilerki w jednym. Już samym swoim wyglądem przywodzi na myśl tkaczki, czy też czarownic ze starych bajek Disneya, bądź – podążając dalej drogą luźnych skojarzeń – z dramatu Szekspira. Jej działania napędzają akcję; wprawiają w ruch spiralę nie do końca szczęśliwych wydarzeń. Jasne już jest, że jeden z głównych tematów poruszanych w całej opowieści stanowi przekaz medialny. Zaczęło się od książki, która namieszała w głowach protagonistom, potem pewni dziennikarze nie mogli zrelacjonować interesującej ich historii i w naturalny sposób doszliśmy do najpotężniejszego medium, czyli telewizji. Wprost zostaje powiedziane, że stanowi ona opium dla mas; zwyczajny narkotyk, mający pomóc w ogłupianiu publiczności i manipulowaniu widzami. Tych nie interesuje prawda. Słupki oglądalności podtrzymuje jedynie znana w branży reklamowej zasada „sex sells” („seks sprzedaje”). Świat przedstawiony przesiąknięty jest obsesją na punkcie kopulacji i nagości. Bo jak już wiemy przeciwieństwo wojny to nie pokój, a coś zupełnie innego.

Wiemy już jak Marko i Alana zakochali się w sobie, więc teraz nadszedł czas na drobny kryzys, aby podtrzymać uwagę czytelników. Scenarzysta nie próbuje jednak wyolbrzymić gorzkich aspektów związku, a podchodzi do tego z  ironią. Odwraca role genderowe. To nie kobieta jest uwięziona w domu i zmuszona zrezygnować z kariery dla dziecka, a mężczyzna. To w nim narasta złość wywołana dbaniem o ognisko domowe i poczuciem nieudolności. Zmiana wizerunków płciowych sugerowana była już w poprzednich albumach, ale tym razem wychodzi na pierwszy plan. Protagonistom nie do końca odpowiada taki stan rzeczy. „Skrzydlata” ma dość swojej pracy, nie zadowala jej już spełnianie marzeń z lat młodzieńczych, gdyż praca w showbiznesie wygląda zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażała. Szuka jakiegoś urozmaicenia i tęskni za czasami, kiedy należała do wojska. Z kolei „rogaty” pragnie bliskości i tęskni za intymnymi kontaktami ze swoją żoną. W ten sposób ponownie wygłaszany jest komentarz co do stanu i kondycji współczesnego społeczeństwa oraz aktualnych wydarzeń.

Bo chociaż akcja ma miejsce w odległej galaktyce, a jej bohaterami są kosmici, to nie sposób opędzić się od wrażenia, że autorzy mnożą paralele z rzeczywistością i pragną aby ich dzieło było czymś więcej niż eskapistycznym zabójcą czasu. Zachowania obcych niebezpiecznie przypominają nasze. Eksplikowane są najgorsze cechy ludzkie takie jak zazdrość, zawiść, nietolerancja, a także poruszony zostaje temat nierówności społecznej. Vaughan miesza schematy różnych gatunków. Łączy ze sobą fantastykę i science-fiction, dodając do tego melodramat i romans, jednocześnie utrzymując wszystko w baśniowym klimacie. Chce, żebyśmy wiedzieli, że przedstawiany przez niego świat wcale nie jest tak odległy od naszego, co zaznacza nieraz słowami narratorki, gdyż w tej fikcji, „jak we wszystkich opowieściach o prawdziwych [podkreślenie org.] książętach i księżniczkach nikt nie żył długo i szczęśliwie”.

Fiona Staples zamiast za sprawą strony wizualnej jeszcze bardziej urzeczywistniać przedstawiane wydarzenia, robi coś zupełnie odwrotnego. Odchodzi od realizmu tak daleko, jak to tylko możliwe. Ładną kreską, dbałymi konturami i jaskrawymi kolorami przenosi nas do tego fantazmatu. Oprawa graficzna – w przeciwieństwie do werbalnej – sprawia wrażenie mającej na celu przyciągnąć młodych czytelników. Na tylnej okładce widać jednak ostrzegawczy, czerwony napis „tylko dla dorosłych”. Rysowniczka odnosi się do wewnętrznych dzieci dojrzałych czytelników. Ma to sens jeśli spojrzeć na sposób, w jaki narratorka opowiada o swoich młodzieńczych latach, będąc (prawdopodobnie) nastolatką. Dzięki filtracji fabuły przez taką mentalność łatwo przyswoić fabułę i na słowo honoru przyjmować wszelkie nonsensy.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest po staremu. Ładne i kolorowe obrazki nieraz kontrastują z wulgarnym temperamentem twórców, ale Brian K. Vaughan i Fiona Staples przytępili swój pazur i powściągnęli buntowniczość. Nie ma już plansz wypełnionych obrazoburczymi i obrzydliwymi rysunkamil; jak ta przedstawiająca nagiego grubasa ze zwisającymi genitaliami w jednym z poprzednich tomów. Bardzo tego brakuje, jednak nie ma wątpliwości co do statusu czwartego wydania zbiorczego. Stanowi jakby nowy początek; wstęp do kolejnych rozdziałów zwariowanej opowieści miłosnej. Z tego względu, każdy kto sięgnie po tę odsłonę Sagi, nie będzie żałował, a ze spotkania z Alaną, Markiem i resztą wyjdzie zadowolony, z uczuciem lekkiego niedosytu i czekając na ciąg dalszy, który niechybnie nastąpi.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: