Jason Aaron i Jason Latour – Bękarty z południa: Na boisku

W drugim wydaniu zbiorczym Bękartów z południa Jason Aaron i Jason Latour wpuszczają na murawę Eulessa Boss. Ludzie krzyczą i gwiżdżą, tłumy zebrane Na boisku szaleją… Bynajmniej nie z zachwytu, a nienawiści. Za chwilę jednak spróbują zrozumieć osobę, do której pałają samymi negatywnymi uczuciami.

Oryginalny tytuł Na boisku brzmi Gridiron, co z jednej strony jest nazwą boiska do futbolu amerykańskiego, a z drugiej oznacza ruszt. Tym samym zaznaczone są dwa zajęcia głównego bohatera. Trenuje on miejscową drużynę futbolową Rebeliantów, a także posiada restaurację, której specjalnością są żeberka. W Był to facet, co się zowie Boss był antagonistą; w kadrach gościł epizodycznie, wzbudzał wstręt, a do tego potraktował Earla Tubba jego własnym kijem. Tym razem sytuacja ma się odwrotnie. Jeśli ktokolwiek na koniec poprzedniego tomu miał wątpliwości, co do stanu zdrowotnego odwiedzającego hrabstwo Craw mężczyzny, na początku drugiego zostają one rozwiane. Tym razem Aaron skupia narrację wokół Eulessa, próbując odnaleźć powody jego bezkompromisowości i brutalnego zachowania.

Scenarzysta odnosi się do niego z podziwem, tworząc postać archetypiczną. I chociaż prawdopodobnie nie pominięto żadnych klisz –  nie brakuje evergreenów pod postacią trudnego dzieciństwa, ojca nieudacznika, determinacji, przezwyciężania własnych słabości – opowieść nie jest wtórna, czy przewidywalna, a wręcz zaskakująca. Ścieżkę młodego chłopaka, dążącego do zdobycia poważania w społeczeństwie i muszącego nieraz pobrudzić sobie ręce, zaprezentowano doprowadzając do ekstremum szaleństwo oraz przemoc rządzące jego życiem. Jak mówi sam zainteresowany „futbol wart jest przelewania krwi”. Jego kolejne działania są zrozumiałe; w końcu żyje w świecie, w którym tylko ten amerykański sport ma jakieś znaczenie. Ba, czytelnik może nawet wbrew sobie zacząć mu kibicować. Ulubiona gra mieszkańców hrabstwa działa na zasadach katalizatora. Miłość do niego łączy wszystkich; pozwala wyładować emocje, a laury zdobywane w tej sferze stanowią wystarczający powód, aby wybaczyć każde przewinienie.

W osiągnięciu celu pomaga protagoniście postać mentora, przypominającego mistrza Miyagi z filmu Karate Kid. Co prawda Big jest czarny i niewidomy, ale jego metody są zbieżne z tymi stosowanymi przez bohatera, którego wykreował Pat Morita. Widząc efekty swoich działań miewa wyrzuty sumienia i nie może sobie z nimi poradzić. Jesteśmy świadkami rozgrywającej się w nim psychomachii, co kontrastuje z pozbawionym skrupułów Eulessem. Prócz niego wprowadzony zostaje – na dłużej lub krócej – szereg nowych bohaterów, dopełniających krajobrazu południa Stanów Zjednoczonych, nakreślonego w pierwszym tomie. Twórcy kontynuują podróż w sam środek redneckiego piekła, gdzie rządzą twardzi mężczyźni i nie ma miejsca dla kobiet. Chociaż ponownie płeć piękna niezbyt często gości na planszach, to zakończenie sygnalizuje rychłą tego zmianę, mogącą stanowić przyczynek do prowadzenia dalszej części opowieści w stylu filmów eksploatacji sygnowanych nazwiskiem Russa Meyera

Świat przedstawiony jest bezwzględny. Panuje tutaj prawo silniejszego; słabsze jednostki muszą dostosować się lub zginąć. Aaron nie oszczędza swoich bohaterów, każe im przechodzić katusze, nie tylko fizyczne, ale również psychiczne. Wyeksponowano cechy wspólne przeciwników Tubb – Boss. Protagonista traktuje wroga z szacunkiem i czując z nim więź nie pozwala wyrzucić narzędzia zbrodni, będącego dla niego swoistym trofeum oraz symbolem. Tak samo jak Earla, los Eulessa został zdeterminowany za sprawą ojca. O ile ten pierwszy nie mógł odżegnać się od spuścizny staruszka i w końcu poszedł w jego ślady, ten drugi postanowił rozwiązać problemy po swojemu i pod żadnym względem nie naśladować rodzica. Przeszłość obu jest w tym samym stopniu przepełniona krwią i przemocą. Jeden musiał walczyć w Wietnamie, a drugi toczył własną wojnę w domu.

Bo Na boisku to opowieść o zdobywaniu samoświadomości, co nie przychodzi łatwo i okupione jest potem, brudem i cierpieniem. Aaron zdaje się pochwalać indywidualizm, gdyż protagonista pierwszego wydania zbiorczego poniósł karę za branie wzoru z ojca, a główny bohater drugiego osiąga w końcu swój cel. Scenarzysta nie próbuje jednak usprawiedliwiać zachowania Bossa; niweluje moralizatorstwo za pomocą chłodnej analizy. Nie ma ocen, ani krytyki. Pozostają jedynie obserwacja i doprowadzanie do powstania wyrachowanego potwora, znanego z Był to facet co się zowie.

Styl Jasona Latoura w dalszym ciągu jest brudny i sprawia wrażenie niedbałego, ale paradoksalnie widać duże nałożenie nacisku na szczegóły. Rysownik działa zgodnie z zasadą podaną przez Scotta McClouda w Zrozumieć komiks mówiącej, że (wybaczcie komunał) z jakkolwiek dopracowanym tłem nikt nie będzie się utożsamiał, ale łatwo przelewać emocje na niedopracowane i niewyraźne twarze. Rysy postaci niemal rozpływają się w krajobrazie hrabstwa, jakby było pułapką bez możliwości ucieczki. Craw stanowi jedność razem z postaciami; to ono ich stworzyło i żyje własnym życiem, bez względu na wydarzenia, których jest świadkiem. W stosunku do pierwszego tomu, dużo więcej kadrów skąpano w intensywnej czerwieni, co w kontraście do wypłowiałych kolorów pozostałych plansz nasącza obrazy surrealistycznym klimatem oraz potęguje wydźwięk emocjonalny. Ból jest wtedy niemalże odczuwalny. Strona wizualna pozwala nam poczuć duszny klimat południa Ameryki, w oczach autorów wciąż będącego zamieszkanym przez cowboyów Dzikim Zachodem.

Jason Aaron kontynuuje tematy podejmowane już w Skalpie, a potem w Ludziach gniewu. Bękarty z południa to pulpowa opowieść o twardych mężczyznach, którzy wpadają w spiralę przemocy i nie mogą się z niej wydostać, nieważne jak bardzo by próbowali. Scenarzysta wraz Jasonem Latourem dokładają swoją cegiełkę do demitologizacji Stanów Zjednoczonych.  Jedno nie podlega wątpliwości. Jeśli raz wejdziemy do stworzonego przez nich świata, chęć ucieczki będzie toczyć przegraną walkę z pragnieniem spędzenia w nim więcej czasu. Jest zarazem odpychający i fascynujący. Twórcy uwodzą prezentowanym wizerunkiem bezkompromisowych mężczyzn biorących to, co – przynajmniej w ich opinii – powinno należeć do nich, ale jednocześnie wzbudzają obrzydzenie atawistyczną wizją amerykańskich peryferii. Na boisku chociaż niezbyt posuwa akcję główną do przodu, uzupełnia portret hrabstwa Craw, zaostrzając apetyt na kolejne wydanie zbiorcze, pozostawiając czytelnika w zawieszeniu i z większą ilością pytań niż odpowiedzi.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: