Jessica Jones: Alias – Brian Michael Bendis I Michael Gaydos

Alias zapoczątkowało daleko idące zmiany w uniwersum Marvela. Seria zainicjowała imprint Max, czyli szereg tytułów przeznaczonych dla dorosłego czytelnika. Chociaż wydawnictwo już wcześniej próbowało zerwać z dotychczasowym systemem ratingowym (wystarczy wspomnieć imprint Epic Comics), dopiero w 2001 po raz pierwszy postanowiono przedstawiać historie dostosowane wyłącznie do dojrzałych osób. Oznaczało to zerwanie z obowiązującymi regulacjami określanymi przez kodeks komiksowy z 1954 roku. Fredric Wertham, który miał wpływ na jego powstanie i wieścił potrzebę cenzury mediów masowych, pewnie przewraca się w grobie odkąd powołano do życia Jessicę Jones. Natomiast na twarzy Roberta Crumba – czołowego przedstawiciela amerykańskiego komiksu undergroundowego – prawdopodobnie wciąż gości ironiczny uśmieszek.

Twórcy wzięli sobie do serca misję jaką im powierzono i już z pierwszych kadrów dopadają nas bluzgi. W świecie przedstawionym żadna z postaci nie stroni od rzucania soczystymi przekleństwami i nikt nie próbuje ich ukryć pod irytującymi, $&#@! znaczkami. Jessicę Jones poznajemy jako twardą panią detektyw spuszczającą łomot swojemu klientowi. Z czasem odkrywamy jej bogatą przeszłość. Brian Michael Bendis rozpoczyna swoją opowieść w momencie, w którym komiksy z trykociarzami zwykle się kończą. Bohaterka zakładała obcisłe kostiumy i walczyła z przestępczością wraz z Avengersami. Życie herosa ma już dawno za sobą i nie chce do niego wracać. Teraz prowadzi własną jednoosobową agencję i tropi zdradzających współmałżonków bądź zaginione osoby. Zawiązanie akcji następuje, kiedy do jej drzwi puka klientka z pozornie niewinnym zleceniem. Protagonistka szybko zrozumie, że została wmieszana w większą aferę z zakulisowym udziałem znaczącego polityka.

Jones chociaż funkcjonuje w świadomości czytelników dopiero kilkanaście lat, zyskała sobie wierne grono fanów, o czym świadczy wyprodukowany przez platformę Netflix serial na podstawie Alias, któremu niestety daleko do oryginału. W przedmowie do wydania zbiorczego szef oddziału telewizyjnego Marvela nazywa Bendisa rewolucjonistą i przypisuje jego dzieło do gatunku noir. Wystarczy spojrzeć na dorobek artystyczny Jepha Loeba (chociażby trylogia będąca kontynuacją Batmana: Roku pierwszego Franka Millera stworzona wraz z Timem Sale’m), aby uwierzyć mu na słowo. Nowy Jork jest tutaj brudny, wyniszcza swoich mieszkańców i nikogo nie oszczędza. Pełno w nim ciemnych, nieprzyjaznych zaułków. Wszędzie czai się niebezpieczeństwo. Wszyscy mają coś za uszami i toną w bagnie nazywanym przez siebie życiem. To samo dotyczy protagonistki. Papieros stanowi niemalże nieodłączny rekwizyt w jej rękach. Jest zmęczona, zrezygnowana i próbuje uciec przed własną przeszłością, ale ta nie ma zamiaru jej opuścić. Ciągle ją prześladuje. Pani detektyw nie pasuje do zwyczajowego profilu herosa, nie chcielibyśmy by to ona stała na straży porządku.

Następuje demitologizacja superbohaterskiego toposu. Maski wkładają nie tylko osoby pozbawione skaz i gotowe oddać życie w imię zasad (i Ameryki), ale również ludzie pełni wad i wątpliwości, nieraz pozbawieni nadziei oraz ochoty na cokolwiek. Nie interesują ich losy świata i mają własne potrzeby (protagonistka przyznaje, że poszła do łóżka z Luke’iem Cage’em, gdyż chciała żeby ją sponiewierał). Może nawet są niezrównoważeni, co zdaje się sugerować postać Ricka Jonesa (a raczej korzystającego z jego tożsamości pozbawionego talentu piosenkarza), byłego pomocnika Kapitana Ameryki i Hulka. Motyw tracenia zdrowych zmysłów bardziej podkreślony został w serii The Pulse również sygnowanej nazwiskiem Bendisa, będącej niejako kontynuacją Alias (D-Man żyje w kanałach i w stroju podobnym do kostiumu Daredevila walczy ze złodziejami, jednocześnie samemu okradając dane sklepy). W epizodycznych rolach występują znane i zasłużone dla uniwersum postaci. Nieraz w kąśliwym komentarzu są też wspominani w dialogach. Scenarzysta wyśmiewa całą mitologię komiksową, z której czerpie pełnymi garściami. Jakby chciał wprowadzić nieco rozsądku do często pozbawionych logiki historii i zrzucić bogów z piedestału, zedrzeć z nich przebrania i zobaczyć co kryją pod spodem.

Ciężar i powaga czarnego kryminału równoważona jest przez lekki ton, co widać przede wszystkim w oprawie graficznej. Michael Gaydos kreśli na twarzach całe gamy emocji. Raz zauważamy wszelkie zmarszczki, zmęczenie, gniew, niemoc, a niekiedy portrety są rozmazane, niedokładne, ale to zamierzony efekt. Rysy sprawiają wrażenie stopniowo wchłanianych przez otoczenie, jakby miasto pożerało ludzi po kawałku. Cień padający na bohaterów, czy to rzucany przez dawne błędy i decyzje, czy też mający podkreślić aktualne zagrożenie, odziera kolejne sylwetki z życia. Dychotomiczną naturę Nowego Jorku Matt Hollingsworth podkreśla kolorami. Budynki nie zachęcają do odwiedzin, a skąpany w jasnej czerwieni policyjny pokój przesłuchań wygląda jak wyjęty z sennego koszmaru. Metropolia bywa brudna, obskurna i pochłonięta przez mrok nocy. Z drugiej jednak strony nieraz atakuje nas jej radośniejsze oblicze. Intensywne barwy wręcz oślepiają i kontrastują z pesymistycznymi pointami w treści.

Marvel postanowił uwieść dorosłych czytelników, pokazując własną dojrzałość. Brian Michael Bendis cały dotychczasowy romantyzm związany z byciem nieustraszonym zbawcą świata wrzuca do kosza, podważając sens istnienia superbohaterów. Takiemu podejściu z pewnością przyklasnąłby nienawidzący Spider-Mana Jonah Jameson (będący jedną z kluczowych postaci we wspomnianym The Pulse). Scenarzysty nie interesuje heros, a człowiek i co bycie etatowym trykociarzem może z nim zrobić. Wszelkie odpowiedzi podaje bez patosu i na gorzko. Alias jako wstęp do dłuższej historii sprawdza się doskonale. Pierwsze wydanie zbiorcze przygód Jessici Jones zawierające dziewięć z dwudziestu ośmiu zeszytów całej serii, nie jest pozbawione wad (szczególnie kuleje dramaturgia), ale twórcy potrafią rozbudzić apetyt, wywołując entuzjazm w oczekiwaniu na kolejny tom.

Teks opublikowany również na łamach portalu

rg

Za egzemplarz recenzencki dziękuję

mc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: