Velvet: U kresu – Ed Brubaker i Steve Epting

Sięgając po pierwszy tom serii Velvet należy pamiętać, że U kresu jest opowieścią szpiegowską. Prócz tego trzeba wziąć pod uwagę nazwisko scenarzysty – Brubaker. Ed Brubaker.

Elementy układanki fabularnej są nam doskonale znane i już od początku musimy podjąć z góry przegraną grę. Wodzeni jesteśmy za nos i co chwilę twórcy dają nam w niego pstryczka. Punkt wyjścia stanowi śmierć pozującego na protagonistę najlepszego szpiega na świecie, a pozycję głównej bohaterki zajmuje sekretarka szefa agencji wywiadowczej tak tajnej, że nawet inne agencje nie mają pojęcia o jej istnieniu. Velvet Templeton nie jest jednak zwyczajną paniusią od wklepywania literek do komputera. Kiedy zostaje wrobiona w morderstwo wykazuje się zdolnościami godnych samego Jamesa Bonda.

Jak przyznaje Brubaker; gdyby miał opowiedzieć historię o agencie 007, rola narratora przypadłaby pannie Moneypenny. „Ale innej niż ta, którą znamy z filmów. Moja sekretarka skrywałaby pewną tajemnicę.”  Wielu recenzentów przede mną przywoływało powyższy cytat w tej czy bardziej pełnej formie. I chociaż chciałbym być oryginalny i nie iść w ich ślady, ciężko znaleźć słowa lepiej oddające sposób w jaki scenarzysta igra z klasycznymi historiami szpiegowskimi. Oczywiście znajdziemy tu gatunkowe evergreeny i z pewnością nie zabraknie dreszczyku emocji. Fani pościgów, mordobić, strzelanin i wymyślnych gadżetów będą zadowoleni. Akcja ma miejsce w różnych zakątkach naszej planety, a za sprawą wspomnień panny Templeton ciągnie się na przestrzeni kilku dekad. Główna oś narracyjna snuta jest w latach 70. ubiegłego wieku, a więc w okresie zimnej wojny. Natomiast ostatni zeszyt w zbiorze niemal w całości dotyczy przeszłości bohaterki. Wraca w nim myślami do czasów swojego szkolenia, mówi o autorytetach i przywołuje ostatnie chwile z mężem.

Scenarzysta z właściwą sobie łatwością i wyczuciem miesza wszystkie linie czasowe. Nie inaczej obchodzi się z gatunkami. Na szpiegowski thriller nałożona zostaje mroczna kurtyna noir. Miasta, chociaż tak od siebie różne, są tak samo nieprzyjazne i nieprzerwanie spowite mrokiem nocy. Sprawiają wrażenie żywych organizmów pragnących pochłonąć Velvet. Natomiast przeszłość przypomina demona depczącego jej po piętach. Była agentka nie może go pokonać i musi zmierzyć się z nim w najmniej odpowiednich momentach. W ten sposób podkreślony zostaje ciążący nad nią fatalizm. Jej los przesiąknięty jest cierpieniem i utratą najbliższych. I tak jak wszystkie inne postaci jest już zmęczona; ma dość ciągłych ucieczek. Bo każdy tutaj przed czymś ucieka, czy to stróżami prawa, zabójcami, byłymi pracodawcami czy wspomnieniami. Dzięki temu świat przedstawiony żyje i zamieszkują go prawdziwe osoby, a nie rysunkowe sylwetki.

Od razu widać, że bardziej od bezmyślnej akcji Brubakera interesuje pogłębianie portretów psychologicznych. W U kresu znajdziemy wiele charakterystycznych elementów z innych pozycji sygnowanych jego nazwiskiem. Na pierwszy plan wysuwa się zafascynowanie figurą femme fatale, obecne w Female of the species z serii Criminal, czy (przede wszystkim) Fatale (gdzie pod płaszczem noir ukrył akurat lovecraftowski horror). Templeton jest silna, twarda i świadoma własnej seksualności. Wykorzystuje swoje wdzięki aby niszczyć przedstawicieli płci przeciwnej. Wyszkolenie i zwinne pięści pozwalają stawić czoła każdemu kto wejdzie jej w drogę, ale jak mówi najbardziej lubi walki trwające jedną sekundę, kiedy tylko ona zdaje sobie z nich sprawę. Jeśli chodzi o motywy szpiegowskie, również nie są scenarzyście obce. Zaraz po tym jak wraz z późniejszym rysownikiem Velvet Steve’em Eptingiem narobił niezłego bałaganu w komiksowym uniwersum Marvela wplótł je do Kapitana Ameryki: Zimowego Żołnierza, przy którym z kolei współpracował z Elizabeth Breitweiser nakładającą kolory również w omawianym tytule.

Już po przelotnym spojrzeniu na okładkę widać jak boleśnie realistyczna oprawa graficzna czeka na nas w środku. Na twarzach postaci zauważamy każdą zmarszczkę, zmęczenie i cierpienie. W przypadku protagonistki kontrastuje to z akcją mającą miejsce w przeszłości, kiedy była szczęśliwa i pełna życia. W obu wypadkach bohaterka będzie powodem wielu mokrych snów geeków, bo pomimo ponad czterdziestu lat na karku wygląda morderczo seksownie. Twórcy dbają, aby stroje podkreślały jej krągłości i nawet ubrana w balową suknię z wielkim wdziękiem spuszcza bandziorom łomot. Kolory są jak żywe. Krew na nas tryska, musimy uchylać się przed kulami, a czerń jest jednocześnie nęcąca i odpychająca; skrywa tajemnice, które niekoniecznie powinniśmy odkryć. Może nie całość, ale pewne sceny, czy też same plansze stanowią przykład najwyższej klasy opowiadania obrazem. Przez to podczas lektury bardzo łatwo odnieść wrażenie, że oglądamy film, a nie czytamy komiks.

Ba, twórcy nie stronią od zabiegów znanych z ekranów kinowych. Warto wspomnieć chociażby ten stosowany kiedy Templeton spogląda na pewne osoby, a my widzimy je zaznaczone okręgiem z odpowiednim podpisem zdradzającym, czym się zajmują. Z tego powodu ciężko nie wpisać Velvet w zauważalną we współczesnej kinematografii tendencję dotyczącą gatunku szpiegowskiego. W ostatnich latach, po serii filmów realistycznych (Syriana, Skyfall – gdzie uczłowieczono agenta 007 – i nawet trylogia o Jasonie Bournie) nadszedł czas na mniej lub bardziej udane pastisze (Kingsman, Kryptonim U.N.C.L.E.) oraz kolejne części znanych franczyz, również w dużym stopniu będące pastiszami (Mission: Impossible – Rogue Nation, Spectre). Ed Brubaker składa hołd klasyce i łączy dwa wymienione podejścia. Jego postaci – może nawet paradoksalnie i przekornie – są mniej przerysowane niż chociażby ostatnie wcielenia Ethana Hunta, czy Jamesa Bonda. Aby z kart nie bił niezamierzony kicz, równie powściągliwi są Steve Epting i Elizabeth Breitweiser. Stworzony przez nich świat pochłania bez reszty. U kresu to podszyta feminizmem mieszanka wybuchowa, po lekturze której można być wstrząśniętym, ale nie zmieszanym.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Za egzemplarz recenzencki dziękuję

mucha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: