Sąsiedzi 2

Nicholas Stoller początkowo poruszał się po obszarach dokładnie zbadanych przez Hollywood i chociaż nie pomijał żadnych klisz, to jego komedie romantyczne stanowiły odżywczy powiew w przeżartym sztampą i często pozbawionym pomysłowości oraz humoru gatunku. Temperament artystyczny zapożyczył od Judda Apatowa, który był producentem jego pierwszych trzech filmów, a bohaterowie sprawiali wrażenie żywcem wyjętych z wyobraźni reżysera Wpadki (2007). Dodatkowo scenariusze Jasona Segela (Chłopaki też płaczą <2008> i Jeszcze dłuższe zaręczyny <2012>), znanego bardziej jako Marshall z Jak poznałem waszą matkę (C. Bays, C. Thomas, 2005-2014), zapewniały posmak kina niezależnego.

Rozstanie z Apatowem i Segelem zaowocowało Sąsiadami (2014). Jak to już wcześniej u Stollera bywało, protagoniści byli nastolatkami uwięzionymi w ciałach dorosłych, powtarzano klisze, ale nowość stanowiły wszelkie głupoty, obrzydliwości i absurd osiągające rangę wartości samej w sobie. Slapstickowy humor i walka na dilda śmieszyły do łez. Liczyła się dobra zabawa, a wszelkie inne kwestie schodziły na drugi plan. Powtórkę z rozrywki i obietnicę, że (jak na kontynuację przystało) będzie więcej, szybciej oraz bardziej niegrzecznie, zapowiada nie tylko pobieżne spojrzenie na fabułę, ale również pierwsza scena sequelu. Oto Kelly (Rose Byrne) ujeżdżając Maca (Seth Rogen) z właściwym sobie wdziękiem wymiotuje partnerowi na twarz.

W Sąsiadach 2 (2016) Radnerowie są dokładnie takimi rodzicami, jak można by oczekiwać: nieporadnymi i nieodpowiedzialnymi; niemającymi problemu z rzucaniem „fucków” przy kilkuletniej Stelli (Elise Vargas), gdyż „jest dzieckiem i nic jej z tego nie zostanie”. Mimo to wydają się być pogodzeni ze swoim wiekiem i już nie próbują przypodobać się młodzieży, a raczej przyjmują postawę mentorów. Właśnie zakupili nowy dom na przedmieściach i znaleźli chętnych na swój aktualny. Problemem natomiast jest okres próbny, podczas którego potencjalni nabywcy mogą przychodzić kiedy chcą i sprawdzać czy wszystko im odpowiada, a w razie czego zerwać umowę bez żadnych konsekwencji. Bractwa w sąsiedztwie już nie ma, ale stojący obok przybytek postanawiają wynająć trzy studentki niestroniące od alkoholu i narkotyków. Wybucha kolejna wojna między młodzieżą, a pokoleniem starszym.

Po stronie dziewczyn staje początkowo dawne nemezis protagonistów, czyli Teddy Sanders (Zac Efron). Do dawnego domu przywodzi go potrzeba wyprowadzki z obecnego lokum, gdy Pete (Dave Franco) postanawia wziąć ślub ze swoim chłopakiem. Kiedy jednak Shelby (Chloë Grace Moretz) wraz z koleżankami przestaną potrzebować jego pomocy, zamieszka u Maca i Kelly, próbując wraz z nimi pozbyć się studentek. W ten sposób podkreślone zostaje zawieszenie bohatera między dorosłością a byciem nastolatkiem. Jest on postacią umiejscowioną gdzieś pośrodku konfliktu; dorośli i młodzi są niczym anioł i diabeł na jego ramieniu, namawiający do przyjęcia konkretnej postawy. W czasie kiedy koledzy z bractwa osiągnęli sukces w życiu, on wciąż szuka swojego powołania, trwoniąc czas na zabawę i konsekwentnie stawiając opór wszelkim zmianom. Pierwszym etapem obowiązkowego dojrzewania w tym wypadku będzie uznanie płci pięknej za pełnowartościowe osoby i zaprzestanie traktowania ich jak „suczki”. Paradując w przebraniu Hilary Clinton odkryje swoją kobiecą naturę i zauważy wszechobecną niesprawiedliwość społeczną.

Polski dystrybutor zrezygnował z wprowadzenia podtytułu, brzmiącego w oryginale Sorority Rising, zapowiadającego podejmowany temat i sugerującego feministyczny klucz czytania opowieści. Ponieważ Stoller już w poprzedniku stworzył swój komediowy manifest i udowodnił buntowniczą naturę dając prztyczka w nos wszystkim, którzy podejrzewali go o bycie jedynie naśladowcą, tym razem postanowił poruszyć ważkie kwestie społeczne. Oskarżycielski palec wyciąga w stronę seksistowskich struktur organizacji uniwersyteckich. Widzowie zaznajomieni z dokumentem Pole walki (K. Dick, 2015) z nominowaną do Oscara piosenką Lady Gagi wiedzą jak to wygląda i święcące na znaku hasło „nie znaczy tak” będzie dla nich niewygodnie znajome. Według przepisów (jak zostaje powiedziane wprost: prawdziwych) żeńskie korporacje (określenie to wymysł tłumacza, nie autora tekstu), w przeciwieństwie do bractw nie mogą urządzać własnych imprez, a jedynie bawić się na włościach męskich, czego nieodłączne elementy stanowią odurzenie i niechciany stosunek (zapamiętać słowa Teddy’ego i nigdy, pod żadnym pozorem nie pić ponczu!).

Sprawa jak najbardziej słuszna i zasługująca na uwagę, jednak reżyser utyka w pułapce i traktuje bohaterki nieco protekcjonalnie. Są one pozbawione wyrazu i mocniejszego charakteru; humor osiągany jest przez zachowywanie pozornie negowanych stereotypów. Ekipa Shelby robi wszystko, aby dorównać pomysłowością i bezkompromisowością bractwu Teddy’ego w dręczeniu zgorzkniałych sąsiadów. Prócz rzucania w okna zużytymi tamponami i urządzeniu na ich ogródku parady piękności w połączeniu z myjnią samochodową, nie mają wiele do zaoferowania. Jakby tego było mało, bez pomocy wspomnianego przystojniaka nie znalazłyby sposobu, aby wynająć upragniony dom. Postaci znane z oryginału też nie zostają lepiej rozwinięte, co ogranicza aktorom pole do popisu. Koniec końców Moretz ma ładnie wyglądać, Efron prezentować swój sześciopak na brzuchu, a Rogen i Byrne robić z siebie głupków. Zakończenie natomiast to deus ex machina, tak rażąca i nachalna jak widoczny w niektórych scenach green screen i tandetne efekty komputerowe. Z pomocą na szczęście przychodzą poduszki powietrzne i znane z poprzednika gagi nabierające formy autotematycznej zgrywy.

Łzy w oczach ze śmiechu ponownie zakrywają wszelkie niedociągnięcia i płycizny, przez co sequelowi można wiele wybaczyć. Reżyser wyciąga absurdy naszego życia, na które nie zwracamy uwagi podczas codziennych czynności (jak gotowanie jajek na twardo) i prowadzi często udaną grę z gatunkową sztampą. Świat przedstawiony poszerza o nowe konteksty, czyniąc go bardziej zróżnicowanym niż w części pierwszej. Siła Sąsiadów 2 leży w remiksowaniu starych żartów i zwracaniu uwagi na ich powtarzalność. Granica dobrego smaku nieraz zostaje przekroczona, ale Nicholas Stoller dobrze wie na ile może sobie pozwolić, a co powinien zmarginalizować. Podchodzi do swoich bohaterów z dużymi pokładami empatii. Tym samym unika czystego prostactwa, a seans przypomina spotkanie z dobrymi, aczkolwiek dawno niewidzianymi przyjaciółmi.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za seans dziękuję sieci kin

cc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: