9. Netia Off Camera – Fear itself

Światła gasną. W kinie jesteś ty i kilkoro innych osób. Czujecie więź emocjonalną, gdyż wszyscy trafiliście tam w jednym celu. Chcecie zobaczyć jak kolejni ludzie zostają ofiarami psychopatycznego mordercy, bądź morderczej opony. Nieważne kto zabija; ma być dużo przemocy, krwi lub osiągającego niebotyczne rozmiary napięcia i poczucia zagrożenia. Nie macie pojęcia dlaczego lubicie się bać, ale jesteście już uzależnieni od dreszczyku emocji. Na detoks jest o wiele za późno. Twórca Fear itself (2015) zdaje sobie z tego sprawę i chciałby wam naukowo, ale przystępnie wyjaśnić co dzieje się w waszym wnętrzu kiedy oglądacie horrory.

Charlie Lyne zgodnie z tytułem próbuje przeanalizować funkcje strachu, odkryć odpowiedź na pytanie czemu wciąż wracamy do dreszczowców i co tak uwielbiamy w stanie przerażenia. W tym celu pokazuje ujęcia ze znanych i lubianych pozycji szeroko rozumianego kina grozy. Zakres tytułów jest imponujący; reżyser sięga w równym stopniu po klasyki typu Frankenstein (J. Whale, 1931) czy Psychoza (A. Hitchcock, 1960), jak i co bardziej współczesne produkcje oraz te, których wybór jest nieco zaskakujący, jak Kod nieznany (M. Haneke, 2000). Fanom gatunku ciężko będzie oderwać oczy od pełnych suspensu scen. Szybko jednak zauważą, że są one połączone ze sobą raczej w przypadkowy sposób, niż rzeczywiście mający na celu prześledzenie ewolucji pewnego fenomenu. Brak tutaj przemyślanej kompozycji charakteryzującej Panie, panowie – ostatnie cięcie (2012), gdzie György Pálfi wykorzystał fragmenty setek filmów, aby przedstawić uniwersalną historię o miłości opowiadaną tyle razy przez Hollywood na niezliczoną ilość sposobów.

Ciężar prowadzenia narracji spada na wypowiedzi Amy E. Watson. Film przybiera formę intymnego dziennika, w którym kobieta wpuszcza nas do najmroczniejszych odmętów swojej świadomości, chcąc przybliżyć własną fascynację strachem i metodami jego wywoływania przez rozmaitych twórców. Hipnotyzujący głos wprowadza w stan letargu, a może nawet usypia bardziej niż senny tembr Jeny Malone w Kontenerze (L. Moodysson, 2006). Jesteśmy szantażowani emocjonalnie, gdyż aktorka nie dość, że odwołuje się do sytuacji znanych każdemu, to również wspomina o pasji właściwej miłośnikom filmowej grozy. Nie ma innego wyjścia jak poczuć z nią więź i przyklasnąć każdemu kolejnemu słowu. Analiza przerażenia ograniczona jest do podawania prawd oczywistych, a zakres tematyczny obejmuje zarówno psychoanalizę, jak i popularne rozwiązania fabularne oraz formalne. Dużo bardziej odkrywczy byli jednak Nancy Allen i Donald Pleasence w dokumencie Terror in the Aisles (A. Kuehn, 1984).

Film rości sobie pretensje do bycia obiektywnym i wnikliwym, popartym licznymi przykładami esejem. Reżyser wydaje się nie brać pod uwagę, że w epoce youtube’a videoeseiści zdążyli już przewałkować temat wielokrotnie, a co ważniejsze – przedstawiali go w o wiele ciekawszej i mniej nużącej formie. Twórca prowadzi z widzem rodzaj flirtu zadowalającego niestety tylko jedną stronę. Z dumą serwuje kolejne informacje i chce zaimponować pointą, jakoby strach od zawsze istniał w nas samych, a horrory tylko go uwalniały. Ani ona, ani żadna z podawanych zakulisowych ciekawostek z poszczególnych tytułów nie ma szans zaskoczyć odbiorcy nawet niezbyt obytego z kinem grozy. Ten u Lyne’a szukać może co najwyżej produkcji, których jeszcze nie widział, a żadne to wyzwanie, gdyż każdy fragment jest odpowiednio podpisany. To z kolei zabiera bardziej wyrafinowanym odbiorcom przyjemność z rozpoznawania kolejnych scen we własnym zakresie.

Fear itself mogłoby być godzinę krótsze, a Charlie Lyne i tak powiedziałby wszystko to, co mówi przez prawie dziewięćdziesiąt minut. Podobnie autor tego tekstu zamiast pisać wywód na półtorej strony mógłby zawrzeć swoją recenzję w następującym przedstawieniu ostatniego filmu reżysera: ponad dziesięciogodzinny dokument Paint drying (2016) prezentujący proces schnięcia farby ma przede wszystkim adekwatny do zawartości tytuł i równie adekwatny do założonego szczytnego celu czas trwania, a także zapowiada się bardziej interesująco, emocjonująco i przemyślanie niż omawiana, pozbawiona ładu i składu pozycja.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: