9. Netia Off Camera – Closet monster

W Closet monster (2015) dojrzewanie wyrasta niemal do rangi horroru. Przybiera formę ciągłego stawania przed wyborami ważącymi na całym przyszłym życiu. Żeby jednak nie było zbyt poważnie, Stephen Dunn prezentuje inicjację z właściwą nastolatkom ironią, infantylnością i zadziornością, a jednocześnie – pomimo zaledwie dwudziestu sześciu wiosen na karku – udowadnia osiągnięcie niezwykłej dojrzałości artystycznej.

Oscara Madly’ego (w dziecko wciela się Jack Fulton, a nastolatka Connor Jessup) poznajemy jako kilkuletniego chłopca, mającego dobre kontakty z ojcem Peterem (Aaron Abrams) i nieco gorsze z matką Brin (Joanne Kelly), postanawiającą opuścić rodzinę. Na dalsze życie młodego protagonisty cień rzuca brutalny atak na homoseksualistę, którego był świadkiem. Wspomnienie tego wydarzenia prześladuje go jeszcze podczas okresu dojrzewania, kiedy aplikując do szkoły charakteryzacji w Nowym Jorku, walczy z własną seksualnością i próbuje stłumić pociąg do kolegi z pracy – Wildera (Aliocha Schneider).

Tematyka LGBT chociaż stanowi główną oś narracyjną, przybiera raczej formę niewypowiedzianego przekleństwa. Owszem, nasze podejrzenia co do orientacji poszczególnych postaci zostają potwierdzone bądź zanegowane, ale nieraz jesteśmy prowadzeni na manowce. Reżyser uniwersalizuje historię, czyniąc ukłony ku czystemu coming of age. Martyrologiczny dramat osoby muszącej skrywać swoje skłonności przed nieprzychylnym społeczeństwem od początku niwelowany jest dużymi pokładami humoru. Chociaż bohater nieustannie walczy o samoświadomość i próbuje dopasować się do panujących konwenansów, to wciąż pozwala dochodzić do głosu wewnętrznemu dziecku. Prowokuje tym samym wiele zabawnych sytuacji, rozładowujących napięcie za każdym razem, kiedy opowieść mogłaby wejść na poważniejsze tony. I tak Oscar idzie do szkoły z przyczepionymi rogami, krzyczy na widok nagiej partnerki ojca, rzuca kąśliwymi uwagami w stronę nowej rodziny matki, czy oświadcza pracodawcy, że jest pod wpływem narkotyków.

Za najwierniejszego przyjaciela obrał sobie najbardziej błyskotliwą postać w filmie, a może i nawet najlepiej napisaną postać chomika w historii kinematografii. Gryzoń od najmłodszych lat prowadzi z bohaterem rozmowy na wszystkie nurtujące nastolatka tematy. Kiedy trzeba przyjmuje postawę pocieszyciela, a nieraz uchodzi za jego sumienie i służy dobrą radą. Jest też niczym alter ego dorastającego chłopca, co zostaje nam podane kiedy postaci zastanawiają się nad płcią zwierzaka, a ten (ta?) dopasowuje swój tembr do odkrytego przez nich penisa. Dzięki obdarzeniu go świadomością w sposób tyleż zadziorny, co zabawny, komentowane są kolejne wydarzenia. Dodatkowy smaczek stanowi głos Isabelli Rossellini, prowadzącej program na youtube Green Porn, gdzie przedstawia zwyczaje seksualne fauny, będąc przebraną za przedstawiciela danego gatunku i wizualizując to o czym mówi (stworzyła odcinek o chomikach). Takie obsadzenie aktorki znanej przede wszystkim z występów u Davida Lyncha w Blue Velvet (1986) i Dzikośći serca (1990), można więc uznać za autoironiczny komentarz co do jej poza wielkoekranowej działalności. A skoro już jesteśmy przy decyzjach castingowych, to na marginesie napomknę, że Aliocha Schneider gra tutaj rolę do złudzenia przypominającą kreację jego starszego brata Nielsa w Wyśnionych miłościach (2010) Xaviera Dolana.

Bez przerwy zachęcani jesteśmy do alegorycznego odczytywania filmu. Już nawet sam tytuł nawiązuje do angielskiego idiomu to come out of the closet oznaczającego przecież ujawnienie swojej orientacji, będącej tutaj tym potworem. Na miejsce akcji wybrano Nową Fundlandię (tam urodził się reżyser). Według powszechnej opinii wyspa położona u wybrzeży Ameryki Północnej i będąca częścią kanadyjskiej prowincji leży pośrodku Atlantyku, co nie ma pokrycia w rzeczywistości. Funkcjonuje u Dunna jako nieco mityczna, odcięta od reszty świata strefa. Mieszkańcy to ludzie raczej prości i wierzący w przesądy. Na protagoniście swoje piętno odbije przekonanie, że sposób spoglądania na paznokcie determinuje seksualność mężczyzny. Kadry wypełniają piękne pejzaże, które w obiektywie Bobby’ego Shore’a nadają produkcji sznytu magicznego realizmu. Elementy fantastyczne co prawda sprawnie wymieszane są z tymi mocno zakorzenionymi w rzeczywistości, ale podczas gdy te pierwsze stanowią ładny ornament, te drugie przez subtelniejsze tropy interpretacyjne są bardziej interesujące. Toporne i łopatologiczne metafory wręcz oślepiają. Uderza nas w twarz metalowy pręt, zalewają śruby zastępujące wymiociny, a wrzucenie ojca do szafy, może być zbyt dosadną sugestią czytania jego postaci jako ukrytego pod maską homofobii homoseksualisty.

Stephen Dunn z dużą dawką empatii przedstawia wchodzenie w dorosłość. Jest przy tym szczery do bólu i to chyba największa zaleta jego debiutu. Z tyłu głowy pobrzmiewają echa Gregga Arakiego, a wałkowany na wszelkie sposoby we współczesnym kinie temat nabiera drugiego, odżywczego oddechu, przez co łatwo przymknąć oko na wszechobecny chaos. W Closet monster koherentność opowieści zanika co chwilę; jedne wątki są przerywane, ich miejsce zajmują nowe, równie szybko ucinane i powracające w wygodnym momencie. Komedia miesza się z thrillerem, nieraz niewiele brakuje do horroru, a czasami wszystko przytłacza romans. Ale takie właśnie jest dojrzewanie, prawda? Pełne śmiechu, strachu, wpadek, naładowane hormonami i nieco surrealistyczne.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: