W samym sercu morza – wydanie DVD

W samym sercu morza nie jest ekranizacją Moby Dicka, a zapisu tragedii statku Essex Nathaniela Philbricka pod tym samym co film tytułem, ale Ron Howard korzysta zarówno z faktów jak i fikcji, aby stworzyć wysokobudżetowe hollywoodzkie widowisko.

Herman Mellville (Ben Whishaw) wiedziony potrzebą napisania swojego opus magnum nachodzi Toma Nickersona (Brendan Gleeson). Prosi ostatniego żyjącego członka załogi, aby ten opowiedział mu o wydarzeniach, jakie miały miejsce podczas feralnego rejsu. Pod batutą niedoświadczonego, acz posiadającego znaczące w branży nazwisko kapitana George’a Pollarda (Benjamin Walker) wielu żeglarzy wypłynęło w swoją ostatnią podróż, a niedoceniony i oszukany przez armatorów pierwszy oficer Owen Chase (Chris Hemsworth) stanął oko w oko z największym oraz najbardziej mściwym kaszalotem w swoim życiu.

Walka z naturą, przekraczanie ludzkich granic i cena ponoszona za przetrwanie w ekstremalnych warunkach pozostają głównie w domenie książek Melville’a i Philbricka. Głównie; ponieważ w produkcji również są obecne, ale przez lwią część fabuły twórcy co najwyżej subtelnie sugerują wymienione motywy. Dopiero w ostatnich kilkudziesięciu minutach robi się interesująco, gdyż rozpoczynamy podróż do serca mrocznej natury ludzkiej, trwającą niestety zbyt krótko. Niemniej strach przez mocami przewyższającymi nasze pojmowanie jest wtedy rzeczywisty i odczuwalny, podobnie jak przerażająca perspektywa odrzucenia własnego człowieczeństwa. Okraszenie głównej historii ramą narracyjną pod postacią rozmowy pisarza z Nickersonem kieruje naszą uwagę na temat relatywizmu prawdy. Podkreślone zostaje, że przedstawiana opowieść, nie była wcześniej potwierdzana przez naocznych świadków, a raczej krążyła pod postacią plotek. Do tego dochodzi prośba zwierzchników wielorybników, aby kłamali podczas przesłuchań, gdyż wyjście na jaw rzeczywistych kłopotów jakie ich spotkały mogłoby zagrozić całemu przemysłowi. Howard jakby wprost stwierdza, że nie podaje faktów, a jedynie schlebia naszym komercyjnym gustom i chce sprostać oczekiwaniom co do tego typu kina.

Nadmiar podejmowanych wątków sprawia, że większość z nich nie zostaje rozwinięte w satysfakcjonującym stopniu, a epizody z Essexem połączone są ze sobą na słowo honoru i każdy mógłby zostać zrealizowany przez kogoś innego. W kolejnych sekwencjach rozgrywanych na morzu nie chodzi o związek ideologiczny, czy przyczynowo skutkowy. Konflikty zostają sztucznie i nagle zażegnane, natomiast walka pierwszego oficera z „moby dickiem” zostaje potraktowana po macoszemu. Nie fabuła jest jednak tutaj najważniejsza, a zaimponowanie oglądającemu; przyśpieszenie bicia jego serca, wprawienie w oniemienie i danie mu posmakować słonej wody w ustach. Zdjęcia Anthonyego Doda Mantle’a, współpracującego już z reżyserem przy okazji Wyścigu, rzeczywiście to zapewniają. Operator nieustannie próbuje nam pokazać najciekawszy punkt widzenia; nieraz schodzimy w morskie głębiny, aby przyjąć perspektywę pływających stworzeń. Wszelkie ruchy i trzęsienia kamery przenoszą nas w środek akcji, pozwalając odczuć to co bohaterowie. Nie przeszkadza nawet wszechobecne CGI. Wygenerowane komputerowo kaszaloty wyglądają jak prawdziwe i majestatycznie zasłaniają płetwą ogonową cały ekran. Estetycznie filmowi bliżej do kolorystycznego miszmaszu Piratów z Karaibów, niż stonowanemu pod tym względem Panowi i władcy: Na krańcu świata.

Z produkcji można było wyciągnąć wiele więcej niż ekscytującą przygodę, ale potrzeba by bardziej artystycznej ręki niż ta rzemieślnicza Rona Howarda. Opowieść prowadzona jest poprawnie bez większych uniesień czy błędów. Dziwnie, a wręcz głupio wygląda próba uwspółcześnienia historii, poprzez wprowadzenie wątków ekologicznych; wielorybnicy z 1820 roku debatujący nad słusznością swoich poczynań nie są zbyt wiarygodni. Uniwersalizacja opowieści – zwrócenie naszej uwagi na jej podobieństwa ze współczesnością również poprzez Nickersona podekscytowanego znalezieniem oleju w ziemi – nie zmusza do konsternacji, a raczej bawi. W samym sercu morza zakotwiczone zostało gdzieś w środku przeciętności. Oryginalne teksty, na których jest oparte pożarły dostojne walenie, ale na szczęście nie odbiło im się to czkawką.

Na wydaniu DVD od Galapagos Films w dodatkach znajdziemy wypowiedzi twórców i aktorów dotyczące realizacji filmu. Tematem przewodnim jest konflikt między Owenem Chase’em i George’em Pollardem. Odtwórcy głównych ról mówią o swoich postaciach i tłumaczą ich psychologię, co z pewnością rzuci nieco światła na niektóre ze zwrotów akcji, gdyż nie wszystko jest możliwe do odczytania z samej fabuły. W CHASE i POLLARD: arogancja i odwaga zawarta jest także podpowiedź na co zwrócić uwagę podczas oglądania, przez co warto to zobaczyć przed właściwym seansem. Przeniesienie z kanapy w mieszkaniu W samo serce morza możliwe jest za sprawą dźwięku w systemie Dolby Digital 5.1 i ostrym jak brzytwa obrazem. Ta przygoda na środku oceanu nie wywoła chęci włożenia marynarskiego stroju i zaciągnięcia się w roli majtka na statek, a co najwyżej potaplania w wannie. Nie mniej zapewnionych przez aspekty techniczne emocji nie zabraknie.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: