Fatale: Modlitwa o deszcz – Ed Brubaker i Sean Phillips

Ed Brubaker i Sean Phillips są coraz bliżej końca swojej opowieści. Fatale już dawno nabrało rumieńców, teraz jest rozpalone do czerwoności. I nawet jeśli tytułowa Modlitwa o deszcz okaże się skuteczna, to woda nie jest w stanie ugasić pożaru podsycanego przez kobietę fatalną. Zgniecie ona kolejnych mężczyzn pod swoim obcasem, chociaż nie zna nawet własnego imienia.

W Seattle 1995 roku pada niemal bez przerwy. Początkowo deszcz stanowi zasłonę oddzielającą świadomość od nieświadomości. Czwarta randka z femme fatale rozpoczyna się od  znalezienia jej na środku ulicy, przykrytej zakrwawionym prześcieradłem. Ponad dwie dekady oddzielające wydarzenia przedstawione w Diabelskim interesie od tych mających miejsce w czwartym tomie, stanowią białą plamę w biografii Jo. Nie pamięta swojej przeszłości, nie ma pojęcia kim jest, dlatego przyjmuje imię Jane Doe, którego w Stanach Zjednoczonych używa się do określenia kobiet o nieustalonej tożsamości. Zapomniała jakie posiada zdolności i wbrew sobie doprowadza mężczyzn do obłędu. Wykorzystuje swoją seksualność, nie do końca wiedząc jakie przyniesie to efekty, ale konsekwencje jej nie interesują. Sama mówi, że nie należy do nikogo, więc może robić co zechce.

Ed Brubaker igra z wizerunkiem tytułowej kobiety fatalnej, jaki do tej pory stworzył. O ile wcześniej była samoświadomym wampem i co najwyżej udawała nieporadną, tak teraz sprawia wrażenie rzeczywiście bezbronnej i zagubionej; szczególnie kiedy spaceruje nago między drzewami pozwalając, aby woda obmywała jej ciało. Nieustannie padające z nieba krople to także zapowiedź zniszczenia, jakie sprowadzi na płeć przeciwną, gdy już odzyska pamięć. Deszcz nie stanowi wyłącznie ornamentu upiększającego akcję główną, a, tak jak upał w Żarze ciała, jest pełnoprawnym bohaterem opowieści. Twórcy wykorzystują jego bogatą symbolikę, aby przedstawić szereg stanów wewnętrznych protagonistki – od zagubienia, poprzez odzyskiwanie równowagi, aż do żądzy zemsty. Ulewa nie spełnia swojej funkcji oczyszczenia, a prawdopodobnie właśnie o nią modlą się postaci. Josephine trafiając do domu zespołu rockowego wprawia w ruch spiralę kolejnych zbrodni, grzechów, tajemnic i zazdrości.

Twórcy ponownie rysują portret minionej epoki. Wykorzystują muzyków jako synekdochę społeczności lat 90. Grunge zyskał wtedy największą popularność, więc grupę Amsterdam można uznać za zaginiony element tak zwanej Wielkiej Czwórki z Seattle, w skład której wchodzi Nirvana, Alice in Chains, Pearl Jam oraz Soundgarden, a Josephine to upersonifikowane fatum ciążące nad wokalistami pokroju Kurta Cobaina czy Layne’a Staleya. Po piętach depcze jej Wulf, tajemniczy policjant z rozdwojeniem jaźni. Więził ją u siebie w piwnicy i miała być jego kolejną rytualną ofiarą. Ponieważ Bishop odszedł na chwilę w cień, to za sprawą psychopatycznego mordercy w mundurze do intrygi wplątana zostaje groza. Lovecraftowski horror zastąpił thriller psychologiczny. Fani macek nie będą zadowoleni, ale osoby sięgające po komiks dla czarnego kryminału z pewnością zapieją z zachwytu.

Po interludium w postaci Na zachód od piekła wracają również wątki współczesne. Nicholas Lash jest zdeterminowany w poszukiwaniach Jo, pomaga mu teraz nieznajomy długowłosy staruszek. Nie jest tym za kogo się podaje, ale z pewnością miał do czynienia z kobietą. Jego tożsamość szybko przestaje być tajemnicą, gdyż już nas nauczono, że obie linie czasowe są ze sobą bardzo mocno powiązane. Mimo to zaskoczeń nie brakuje. Cliffhanger kończący zbiór chwyta za gardło i nie puści prawdopodobnie do poznania finału. Femme fatale – chociaż nieobecna, wciąż sprowadza kłopoty na mężczyznę. Kilka krótkich spotkań z Josephine zrujnowało mu życie, a on wciąż pragnie kolejnych. Zresztą jako czytelnik czuję to samo. Z każdym tomem narasta chęć stania się jej następną ofiarą, najwidoczniej zabójczy urok działa również poza diegezą.

Ed Brubaker i Sean Phillips na wzór jednej z animacji Ralpha Bakshiego tworzą kompleksowy pejzaż Ameryki na przestrzeni dziejów. W American Pop przewodnikiem po zmianach społecznych byli potomkowie rosyjskiego emigranta, w komiksie pretekstem do podróży przez kolejne epoki jest długowieczność protagonistki. Na swej drodze nie spotyka ona prawdziwych osób, a archetypy mocno związane z daną dekadą. W latach 50. był to dziennikarz, w czasach kontestacji pragnący sławy aktor, a w ostatniej dekadzie XX wieku muzyk grunge’owy. Odyseja Josephine dobiega końca, chociaż wciąż niewiele o niej wiemy. Niedopowiedzenia, elipsy i tajemnice podsycają ciekawość na tyle, że wyjście z labiryntu umysłu bohaterki wcale nie jest pożądane. Znajomość z najbardziej fatalną kobietą w kulturze popularnej mogłaby trwać w nieskończoność. Dopiero teraz mamy okazję zobaczyć ją nago, co będzie powodem mokrych snów męskiej części czytelników. Kreska się nie zmieniła – dbałość o szczegóły, gra cieni, mrok pochłaniający świat, skrywający różne warstwy, już znamy – a jednak wciąż cieszy oczy. Poziom osiągnięty w pierwszym zbiorze, z każdym kolejnym jest podnoszony. Modlitwa o deszcz to godna kontynuacja swoich poprzedników, podbijającą oczekiwania związane z Klątwą dla demona. Czy jak dumnie głosi napis na okładce jest to najbardziej ekscytująca część serii? Lekka przesada, gdyż to po prostu kolejna część serii Fatale. Większej zachęty nie potrzeba.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: