Świetlista Brygada – Peter J. Tomasi i Peter Snejbjerg

Świetlista Brygada to komiks, który trzeba mieć!” Ciężko stwierdzić na ile atakująca nas z okładki opinia Gartha Ennisa kierowana jest rzeczywistym zachwytem, a na ile (nawet jeśli nieświadomym) narcyzmem. W omawianym tytule znajdziemy wiele paraleli z sygnowanym jego nazwiskiem Kaznodzieją. Pewne sytuacje i nazwiska wydają się dziwnie znajome, a zastanawia jedynie pointa gwałcąca nachodzące po przeczytaniu perypetii Jesse’ego Custera przemyślenia.

Akcja rozpoczyna się 17 grudnia 1944 roku w St. Vith. Dokładnie tego dnia w belgijskim miasteczku doszło do walk pomiędzy siłami amerykańskimi i niemieckimi. Starszy szeregowy Chris Stavros otrzymuje telegram informujący o śmiertelnym wypadku, jakiemu uległa jego żona i kilkuletnim synu oddanym pod opiekę babci. Żołnierz podczas próby dezercji napotyka na swej drodze kilkusetosobowy oddział nazistów, co zmusi go do powrotu w okopy. Kule nie ranią „fryców”, którzy pomimo ciężkich obrażeń wciąż prą naprzód, a kiedy odpada im jakaś część ciała są w stanie szybko wyhodować sobie nową. Nie służą Hitlerowi, a ostatniemu z Grigori, czyli zbuntowanemu aniołowi. Ocalała grupka wojsk alianckich trafiła w sam środek prowadzonej od czasów biblijnego potopu wojny, a jej wynik zależy od powodzenia powierzonej im misji. Peter J. Tomasi łączy wątki historyczne z tymi zaczerpniętymi z mitologii chrześcijańskiej, wszystkie traktując bardzo swobodnie.

Z tego powodu świat przedstawiony podzielony jest na dwie sfery. Początkowo dominuje ludzka i zapowiada się historia w stylu Złota dla zuchwałych. Bohaterów poznajemy jako celebrujących amerykański styl życia i każdy jest chodzącym stereotypem z jedną wyegzaltowaną cechą. Chociaż wiele z nich – jak obsesja na punkcie sportu – zostanie wprost wyśmiane, to okaże się, że w czasie starć mogą uratować życie. Akcje w wykonaniu postaci są brawurowe, a ich śmierci podszyte patosem. Na chwilę przed wyzionięciem ducha prowadzą dialogi bądź wygłaszają monologi mające uwydatnić ich bohaterstwo. Znaczącą rolę odgrywa też kultura popularna. Odnajdywanie kolejnych tropów, odniesień, czy nawet oczywistych cytatów stanowi niemałą frajdę.

W miarę upływu akcji wątki wojenne wypierane są przez mityczne. Przewodnikiem po sferze duchowej jest Mark, a tak naprawdę legendarny centurion, który przebił bok Jezusa, gdy ten wisiał na krzyżu. Jego wiedza pozwala utrzymywać dogmaty, tłumaczy żołnierzom znaczenie kolejnych relikwii. Postaci „po raz pierwszy czują, że nie poruszają się na oślep” dzięki odnalezieniu sensu w boju jaki przyjdzie im stoczyć. Drżą przed wszechmogącym, a przeświadczenie o istnieniu zaświatów zmienia ich nastawienie. Potrzeba wiele, nomen omen, wiary aby przyjąć przedstawiane wydarzenia. Marcus Longinus w imieniu Boga prowadzi krucjatę przeciwko nieposłusznym sługom. Jako żołnierz przyjął symptomatyczne, a może wręcz ironiczne nazwisko Custer. Stwórca umył ręce i zrzucił odpowiedzialność na barki innych, kiedy jego nieomylność została podważona. Co prawda nie zostaje on upersonifikowany, ale tak samo jak w Kaznodziei zasługuje na skopanie tyłka.

Gdyby Ennis komiks z Jesse’m Custerem połączył z Opowieściami wojennymi otrzymalibyśmy coś na kształt Świetlistej Brygady. Wojenna przygoda nabiera tutaj metafizycznych wymiarów, a wplatanie mistycyzmu nieraz razi tautologią. Do sporów na poziomie fabularnym dochodzi toczona na poziomie znaczeniowym walka o duszę pozbawionego wiary protagonisty. Ponieważ większa radość płynie z jednego nawróconego grzesznika, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, to on odegra znaczącą rolę w ostatecznej bitwie. Jego decyzje determinowane są raczej scenariuszem, niż rzeczywiście umotywowane psychologicznie. Próżno szukać oryginalności w fabule, która stanowi jedynie pretekst do prezentowania kolejnych scen batalistycznych i nieskrępowanej wyobraźni twórców.

Chociaż rysownik z pochodzenia jest Duńczykiem to jego prace idealnie wpasowują się w styl prowadzonej historii. Można je wręcz uznać za największy atut komiksu. Rysy nieogolonych żołnierzy przypominają twarze aktorów z klasycznego okresu Hollywood, a testosteron wypływa z kadrów. Fani efektownych eksplozji (nic tak nie rozświetla mroku nocy jak wybuch) i gore (w jednej z recenzji znalazłem określenie, że jest to połączenie Tylko dla orłów z Martwym złem) z pewnością będą zadowoleni. „Brud” podkreślający bezsens wojny paradoksalnie obdziera ją z romantyzmu nadawanego przez fabułę. Oprawa graficzna jest dzika, inwazyjna, pochłaniająca całą uwagę. Swoją o wiele bardziej subtelną stronę zaprezentował Peter Snejbjerg pięć lat później współpracując z Ennisem przy okazji mini serii Drogi Billy, z którym pokazali konflikt zbrojny z kobiecego punktu widzenia.

Autorzy snują pulpową opowieść i czasami (szczególnie widać to u Tomasiego) chcieliby mieć do powiedzenia coś więcej. Po lekturze szybko przechodzi się do codziennej rzeczywistości, a w pamięci pozostaje maksymalnie kilka cytatów. Także wypada sparafrazować i rozwinąć przytoczoną na początku tekstu opinię i powiedzieć, że Świetlista Brygada to komiks, który nie tyle musisz mieć, co ładnie będzie wyglądał na półce i może kiedyś do niego wrócisz, chyba że wcześniej „życie cię zabije”.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: