Grimsby

Nagi Sacha Baron Cohen wygina się w spazmatycznych ruchach, a na jego twarzy widać, że upragniony orgazm jest już blisko. Kiedy dojdzie do konkluzji, poinformuje sprzedawcę, że wraz ze swoją wybranką zainteresowany jest kupnem materaca, który właśnie splamił nie tylko płynem ustrojowym, ale również nieśmiesznym żartem. Jest to pierwsza scena filmu z nowym wcieleniem Borata, a jednocześnie ostatnia szansa dla widzów, aby opuścić kino, zaoszczędzić sobie czasu i zachować (na razie jeszcze tylko lekko nadszarpnięte) zdrowie psychiczne.

Nobby (Sacha Baron Cohen) ma lekką nadwagę, jedenaścioro dzieci i nową dziewczynę, kreowaną przez Rebel Wilson. Ali G mówiąc, że jego Julie (Kellie Bright) nie jest najpiękniejsza, bo nawet „pasztetom” daje szanse, pewnie nie oczekiwał takiego obrotu spraw. Australijka udaje Sharon Stone, zamieniając jedną z najseksowniejszych scen w historii kina w najmniej smaczny żart w dziejach kinematografii. Wracając jednak do mającego trudności z akcentem Anglika; jako stereotypowy przedstawiciel swojej nacji wlewa w siebie hektolitry piwa i kibicuje narodowej drużynie w nadchodzącym Mundialu. Pomimo biedy i braku pracy jest szczęśliwy, dręczy go jedynie tęsknota za bratem, z którym nie rozmawiał od dwudziestu ośmiu lat. Szansa na spotkanie pojawia się kiedy Sebastian (Mark Strong) jako tajny agent przybywa do Londynu, aby zapobiec zabójstwu ważnej persony. Pracownik MI6 nie jest zadowolony z pojednania, gdyż krewniak kompromituje jego akcję

Chociaż to pewnie i tak już jasne, podkreślę, że mamy do czynienia z opowieścią hołdującą braterstwu, wspólnocie, szanowaniu swojego pochodzenia i bliźnich oraz kilku innym banałom. Chyba nikt nie oczekiwał czegoś wyższych lotów od pomysłodawcy Bruna (L. Charles, 2009), ale tym razem Cohen przeszedł samego siebie. Grimsby (L. Leterrier, 2016) to niekończący ciąg obrzydliwości i suchych żartów. Jak na film ze szpiegowską podszewką przystało, akcja ma miejsce w różnych zakątkach świata. Bohaterowie podróżują po to, żeby: wejść do macicy słonicy, mającej zaplanowaną randkę ze stadem samców, zatkać kałem toaletę w hotelu i pójść do łóżka z Gabourey Sidibe. Nieszczęścia jakie ją spotykały w Hej, Skarbie (L. Daniels, 2009) to przy tym pikuś. Ilość skatologicznych żartów, mogąca zniesmaczyć nawet Johna Watersa, przyćmiewa główną intrygę, czyli próbę ocalenia hołoty przed śmiertelnym wirusem, a szkoda.

W fekaliach znika również potencjał obsadowy. Nie zawodzi Scott Adkins, czyli Boyka z serii Champion, czy współpracownik JCVD z Niezniszczalnych 2 (S. West, 2012), który z wielką gracją kopie tyłek protagoniście. Marnuje się za to Mark Strong notorycznie zmuszany do intymnych kontaktów. Próbuje grać na poważnie, ale z odpowiednim dystansem, co nie zawsze mu wychodzi. Pewny swego geniuszu Cohen jest jeszcze bardziej karykaturalny niż zwykle i chyba lepiej, żeby już zrezygnował z komedii. Znani aktorzy występujący w rolach epizodycznych sprawiają wrażenie jakby nie wiedzieli co robią na planie. Aż łzy lecą czytając w napisach końcowych nazwiska takie jak Penelope Cruz, Isla Fisher, czy Ian McShane.

Na pierwszy rzut oka widać, co tak naprawdę interesuje reżysera. Patrząc na dorobek Louisa Leterriera nie powinno dziwić, że chodzi o akcję. Twórca Transportera (2002) większą wagę niż do gagów z penisami i grubaskami w roli głównej przykłada do sekwencji z wybuchami i mordobiciem. Te wyróżniają się od reszty i nadają do oglądania. Ba, potrafią nawet wywołać zachwyt i szybsze bicie serca, gdyż nieraz przypominają komputerowe FPS-y. Żarty natomiast reżyser serwuje jakby od niechcenia, jakby mu nie zależało, albo nawet przepraszał za nie widzów. Klasyczny konflikt interesów na linii reżyser a scenarzysta (i odtwórca głównej roli) ma swoje konsekwencje w niskim poziomie produkcji. Podczas gdy ten pierwszy wydaje się zagubiony przy okazji scen „komicznych”, drugi chciałby prezentować swoją bezkompromisowość w przekraczaniu granicy dobrego smaku. Starcie wygrywa Sacha Baron Cohen i korzystając z narzuconej przez niego nomenklatury należy powiedzieć wprost: Grimsby ssie pałkę.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za seans dziękuję sieci kin

cc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: