Headless

Pojęcia grindhouse do późnych lat 60. ubiegłego stulecia używano głównie w odniesieniu do kin stosujących tak zwane grind policy. Oznacza to, że w ciągu jednego dnia wielokrotnie pokazywano ten sam tytuł, co skutkowało coraz większym zniszczeniem nagranego materiału i z każdą projekcją obraz był bardziej zanieczyszczony. Repertuar tych kojarzonych z tanią rozrywką przybytków obfitował w niskobudżetowe produkcje powstałe na obrzeżach Hollywood lub nawet poza nim. W połowie lat 90. magnetowidy i rynek VHS wyparły tego typu miejsca z mapy Stanów Zjednoczonych.

Zanim to jednak nastąpiło, termin zagościł w świadomości widzów również jako nadrzędne określenie różnych odmian filmów spod znaku eksploatacji. O ich poetyce za sprawą dylogii Grindhouse (2007) próbowali przypomnieć w XXI wieku Quentin Tarantino i Robert Rodriguez. Od tamtej pory z różnym skutkiem coraz więcej twórców stylizuje swoje dzieła na „kultowe klasyki” pochodzące z lat 70. i 80.

Już samo powstanie Headless krzyczy o uznanie za kultowe. W Found (2012) protagonista trafia na kasetę video o tym intrygującym tytule. Po jakimś czasie od premiery filmu Scotta Schirmera widzowie upomnieli się o tajemniczą, brutalną produkcję, odpowiedzialną za problemy z psychiką nastoletniego Marty’ego (Gavin Brown). Nie trzeba było długo czekać, aby twórcy rozpoczęli crowdfundingową akcję mająca na celu zrealizowanie pełnometrażowej wersji. Uzbierano kilka tysięcy więcej niż potrzebowano i w 2015 roku Arthur Cullipher, współtworzący efekty specjalne we wspomnianym niezależnym horrorze, przedstawił rzekomy „zaginiony slasher z 1978 roku”.

Filmy nawiązujące do postklasycznego kina eksploatacji określa się mianem retrosploitation. Tęsknota za grindhouse’ową poetyką przybiera w nich różne formy. Twórcy z jednej strony odnoszą się do przeszłości z nostalgią, a z drugiej – z ironią, podkreślając absurdy rządzące gatunkiem, a tym samym go wyśmiewają. Pretekst, aby reżyser przyjął postawę ironisty, daje sztampowy scenariusz napisany przez Nathana Erdela i Todda Rigneya. Obeznani z gatunkiem widzowie znajdą tutaj mnóstwo klisz. Jess (Kelsey Carlisle) bez przerwy narzeka na swojego chłopaka Pete’a (Dave Parker), któremu dni upływają na paleniu marihuany z kolegami z zespołu. Wokalista The Dead Bugs jest stereotypowym fanem cięższej muzyki z tendencjami buntowniczymi. Współpracowniczka głównej bohaterki Betsy (Ellie Church) to typowa puszczalska koleżanka. Nie mogło też zabraknąć obleśnego szefa obu kobiet, prowadzącego wrotowisko Vica (Brian Williams), który rzuca do swoich podwładnych seksualnymi aluzjami. Do tego wszystkiego dochodzą dialogi napisane z prostotą wymaganą przez tego typu opowieści. Aktorzy wypowiadają swoje kwestie, jakby opowiadali przydługi i niezbyt zabawny żart. Na tym poziomie jedynie Kelsey Carlisle przejawia jakiekolwiek umiejętności. W każdej scenie kradnie całe przedstawienie nie tylko dzięki ładnej buzi.

Chociaż postaci są jednowymiarowe i widzieliśmy je wielokrotnie, scenarzyści pozwalają sobie na ambiwalencję co do podawanych tropów interpretacyjnych. Wszelkie niuanse mogą jednak zostać przytłoczone przez serwowane obrzydliwości. Jak mówi Marty, broniąc obejrzanego horroru w Found, slashery nie potrzebują fabuły. I koniec końców poznajemy wspomnianych bohaterów tylko po to, żeby nie wszystkie latające głowy były anonimowe.

Sercem filmu jest historia zabójcy (Shane Beasley) noszącego maskę czaszki. Podglądamy go podczas polowania na swoje ofiary, a także znęcania się nad nimi. Świat przedstawiony zamieszkują powabne przedstawicielki płci pięknej, których jedynym zadaniem jest zginąć w wymyślny sposób. Edukacyjny wymiar kina eksploatacji zostaje zachowany, gdyż niemal wszystkie prezentowane są jako istoty upadłe. Prowadzą rozwiązły tryb życia bądź nadużywają narkotyków. Nihilistyczny wydźwięk opowieści wzmacniają wszechobecne elementy gore. Twórcy wykazali się sporą pomysłowością, jeśli chodzi o sposoby tortur. Kobiety głośno krzyczą podczas odcinania kończyn i brutalnych gwałtów, posoka nieraz zalewa ekran, a morderca zjada gałki oczne, pozwalając, aby płyn w nich zawarty powoli spływał mu po brodzie.

Przy tych praktykach towarzyszy mu kilkunastoletni chłopiec z czaszką zamiast głowy (Kaden Miller). Twórcy poszukują przyczyn obecnego zachowania zabójcy, ale nie są przy tym zbyt oryginalni. Ponownie nie chodzi o interesującą historię, tylko egzaltację obrzydliwości. Wraz z główną linią fabularną rozwijany jest wątek dotyczący dzieciństwa protagonisty. Spędził je zamknięty w klatce, słuchając wyzwisk siostry i matki oskarżającej go o odejście ojca. Nienawiść do płci przeciwnej usprawiedliwiona zostaje cierpieniem zadanym mu przez krewnych. Skullboy jest więc personifikacją młodzieńczych lat, nakazującą mścić się za doznane w czasie dorastania krzywdy.

Chociaż ironia i nostalgia uważane są za pojęcia przeciwstawne, David Church w książce Grindhouse Nostalgia dowodzi, że wśród fanów wcale nie muszą oznaczać różnych biegunów. Headless jest tego idealnym przykładem. Arthur Cullipher niekiedy pozwala sobie na małe dawki ironii. Swojemu protagoniście każe udawać kota albo w jednej ze scen na wrotowisku wykorzystuje ilustrację muzyczną antycypującą nadchodzące wydarzenia w postaci piosenki Heads Will Roll (On The Dancefloor) wykonywanej przez Victorię D. i Andy’ego D. Pomimo żartów nikomu nie jest do śmiechu.

Reżyser nasącza swoją opowieść nostalgiczną tęsknotą za postklasycznym kinem eksploatacji. Wszelkie okropności prezentowane są z kamienną twarzą. Nie uświadczymy CGI, wszystkie efekty specjalne zostały zrobione w starym dobrym stylu, przez co sztuczne flaki wyglądają autentycznie. Nic nie jest w stanie wyrwać nas z koszmaru obcowania z psychiką mordercy. Produkcja została nakręcona współczesnymi metodami, jednak wygląda jakby rzeczywiście pochodziła z 1978 roku i gościła w grindhouse’owym repertuarze. Kolejnym ujęciom towarzyszą zanieczyszczenia obrazu nasilane wraz ze zbliżającym się momentem zmiany taśmy przez operatora projektora. Utrzymany w duchu „złego smaku” scenariusz i pozornie marnej jakości materiał pozwalają widzowi chociaż na chwilę przenieść się kilka dekad wstecz. Uczucie siedzenia na niewygodnym fotelu w tanim kinie wspomaga prezentowany przed filmem właściwym zwiastun nieistniejącego Wolf Baby. Trailer jest jednak tylko fałszywą obietnicą taniej rozrywki i salw śmiechu wywołanych tandetą.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Reklamy

One comment

  1. Mateusz Nowakowski · · Odpowiedz

    Nie sądziłem, że będę musiał walczyć w internecie, w dodatku z zawodnikiem z tej samej drużyny. Ponadto w filmie są cycki, więc co ja robię? Jeszcze pozwalam sobie skomentować film przed przeczytaniem powyższego tekstu, widząc twój entuzjazm (ocenę) na filmwebie. Zanim zacznę pisać o minusach, skupię się na plusach, żeby szybko je wyczerpać. Przede wszystkim cały obraz ratuje muzyka. Bez niej film byłby niczym Troma próbująca zrobić coś ambitnego. Sam tytuł, okładka i czas trwania filmu do momentu pojawienia się napisów powinien wystarczyć, żeby ten,
    któremu przeszkadza pokazywanie na ekranie sadyzmu i zaspokajanie czyichś chorych potrzeb
    wbrew woli drugiego człowieka, przestał oglądać film. Dla mnie, jako wielbiciela gatunku, znalazłem w filmie kilka udanych elementów. Pokazanie krańcowego zła, które w zasadzie może istnieć w okrutniejszej postaci, zmusza do myślenia. Jednak realizacja i słabe aktorstwo niszczą zbyt wiele, żeby zachwyt nad fascynacją powrotu do lat siedemdziesiątych/osiemdziesiątych wziął górę. W zasadzie film nie ma kompleksów i powinien być oceniany jako dobra pozycja w kategorii B. W związku z tym, że mój komentarz jest zaledwie przytykiem do twojej oceny 8/10, moje zażalenia nie będą obowiązywać, kiedy filmweb wprowadzi ocenianie filmów z uwzględnieniem kategorii A, B, C,…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: