Wolverine: Geneza II – Kieron Gillen i Adam Kubert

origin 2Co sprawia, że superbohaterowie ubierają trykoty i postanawiają zbawić świat używając swoich nieprzeciętnych mocy? Jednym z czynników jest doświadczenie osobistej tragedii. I tak Bruce Wayne stracił rodziców, Peter Parker wujka, a planeta Clarka Kenta została zniszczona. Przykładów można mnożyć bez liku. Są jednak miliony fanów, którzy przez wiele lat jedynie snuli domysły co do przeszłych wydarzeń i okoliczności w jakich Logan stał się cynicznym, chamskim, sarkastycznym twardzielem z metalowymi szponami.

Postać stworzona przez Lena Weina i Johna Romitę pierwszy raz zagościła na kartach komiksu już w 1974 roku. Aby ktoś rzucił światło na pochodzenie najpopularniejszego X-mena trzeba było czekać do pierwszych lat XXI wieku. Zadania podjęli się Bill Jemas, Joe Quesada i Paul Jenkins, o rysunki zadbał Andy Kubert, a o kolory Richard Isanove. I chociaż prawdopodobnie ich motywacje były głównie komercyjne, to Wolverine: Genezie nie można nic zarzucić także pod względem artystycznym. Twórcy pokazali jak pod koniec XIX stulecia chorowity i wątły młodzieniec, syn kanadyjskiego plantatora James Howlett stał się mężczyzną; odkrył swoje niezwykłe zdolności, zaznał nieszczęśliwej miłości i w wyniku tragicznego splotu wydarzeń został zmuszony do ucieczki z rodzinnego domu i poznania życia w spartańskich warunkach, bez czuwającego nad jego bezpieczeństwem ojca.

Po latach do historii mutanta powrócili Kieron Gillen i Adam Kubert. Zbieżność nazwisk rysowników nie jest przypadkowa – Andy i Adam są rodzeństwem. Rysunki starszego Kuberta z pewnością nie przewyższają, a nawet nie dorównują poziomem oryginałowi – niemal każdy z kadrów pierwszej części mógłby zostać przeniesiony na płótno i zawieszony nad kominkiem. Nie ma jednak powodów do wstydu. Jest na czym oko zawiesić, a na kontrastach wydobytych z zestawienia czerwieni i bieli nawet zatrzymać. Przynajmniej na tym polu udało się utrzymać ducha pierwszej Genezy.

Z kolei Gillen próbując dorównać oryginałowi na poziomie scenariusza poniósł sromotną porażkę. Akcja Wolverine: Geneza II osadzona została kilka miesięcy po wydarzeniach przedstawionych w szóstym zeszycie pierwszej miniserii. Logan ponownie traci swoją rodzinę (tym razem wilków), zostaje schwytany przez cyrkowców, pewien naukowiec imieniem Nathaniel Essex (przyszły Sinister) chciałby zrobić z niego bezmyślnego żołnierza, a jakby tego było mało gdzieś tam przemyka widmo Nemezis protagonisty czyli Sabertootha. Autor pragnąc zadowolić fanów zawiera w zaledwie pięciu zeszytach wszystko co uwielbiają w ikonografii opowieści o tym niepokornym mutancie. Podkreśla często obecny w narracjach superbohaterskich fatatalizm. W retrospekcjach wraca do tragicznych wydarzeń z poprzedzających zeszytów, ale tym samym czyni niektóre z fabularnych twistów łatwymi do przewidzenia. Przy użyciu w pierwszym i ostatnim zeszycie paneli narracyjnych przedstawia uczucia i myśli targające bohaterem, czyniąc swoją opowieść tautologiczną w stosunku do widocznych plansz. W trzech środkowych rozdziałach rezygnuje z tego zabiegu, co akurat chyba wyszło na dobre. Nie zmienia to faktu, że przez taki brak konsekwencji i oryginalności prowadzona opowieść rozpada się niczym domek z kart i sprawia wrażenie zupełnie niepotrzebnego rozdziału w historii Wolverine’a.

Logan jest dokładnie taki, jakim go znamy i kochamy, przez co goszcząca na okładce geneza to obietnica nieznajdująca pokrycia w treści. Treści będącej niezwykle sztampową i banalną, o czym świadczy chociażby rzucany czytelnikowi w twarz morał, jakoby ludzie byli bardziej dzicy niż zwierzęta. Pomimo wad komiks na pewno znajdzie swoje miejsce na półkach zagorzałych wielbicieli postaci. Jednak nawet – a może właśnie szczególnie oni – słysząc speców od marketingu krzyczących, że powstała kontynuacja kultowego tytułu powinni szeptać: nie.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: