Aferim!

Rumuńskie filmy przedostające się do świadomości przeciętnego Kowalskiego zwykle poruszają ważkie społeczne problemy. I tak Cristian Mungiu, Radu Muntean czy Florin Şerban pokazują codzienność zwykłych ludzi, analizując sytuację i kondycję mieszkańców państwa położonego na północ od Dunaju. Produkcje, których cechą charakterystyczną jest asceza formalna, to często smutne, poważne, krytyczne i bolesne eseje podejmujące niewygodne, ale jakże aktualne tematy.

Co powstanie po skrzyżowaniu Polaka i Rumuna? – Dziecko zbyt leniwe, aby kraść.

okDwa poprzednie pełnometrażowe filmy zrealizowane przez Radu Jude łatwo przypisać do tej samej grupy, co dzieła wymienionych wyżej reżyserów. Tematy porusza podobne, jednak podchodzi do nich zupełnie inaczej. Twórca Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie (2009) dał się poznać jako kpiarz, który z empatią dla swoich bohaterów, ale też z dużą dozą ironii traktuje przedstawiane, często dramatyczne, wydarzenia. W swoim wspomnianym debiucie pokazywał delikatność marzeń, ich przegrywanie w starciu z rzeczywistością i to, jak relacje międzyludzkie determinowane są posiadanymi dobrami materialnymi. We Wszyscy w naszej rodzinie (2012) uchwycił kondycję współczesnej rodziny, efekty wrogiego nastawienia do jednostki domagającej się własnych praw, wymierzając jednocześnie oskarżycielski palec w stronę wadliwie działającego systemu. Zmusił Mariusa (Şerban Pavlu) do podjęcia desperackich kroków i zrobił z niego przestępcę, a wszystko przez to, że mężczyzna chciał wyjechać z córką nad morze. Ta pełna zwrotów akcji czarna komedia, chociaż utrzymana w lekkim tonie, do lekkich nie należy. Co prawda wywołuje śmiech, ale niezwyczajny, tylko jego specyficzny typ, podobny do tego, jaki ogarnął Franza Kafkę i słuchających go ludzi, podczas jednego z publicznych czytań Procesu.

Jak określić Cygana bez rąk? – Godnym zaufania.

Enigmatyczny dla Polaka tytuł trzeciej produkcji Jude, czyli Aferim! (2015) to ottomańsko-tureckie określenie oznaczające brawa. Słowo często pada w trakcie projekcji, ale używane jest z ironią. Sarkastyczny wydźwięk podkreśla, że tak naprawdę powodów do śmiechu nie ma. Bo twórca znowu z właściwą sobie wrażliwością odkrywa kolejne, zdawałoby się, wymagające poważniejszego zachowania obszary. Źródła problemów współczesnych mieszkańców Rumunii poszukuje w historii narodu. Akcja nie bez kozery osadzona została w 1835 roku. W tym czasie państwo formalnie wciąż należało do Imperium Osmańskiego, jednak kontrolowane było przez Rosję. Cyganie byli wtedy najniższą grupą społeczną; sprzedawano ich na targach za psie pieniądze, a ich właściciel mógł robić z niewolnikami wszystko, na co miał tylko ochotę. Wszyscy niemo wyrażali zgodę na takowy status quo.

Potocznie o księżach mówi się „czarni” nie ze względu na kolor strojów, lecz dlatego, że statystycznie popełniają przestępstwa seksualne kilkadziesiąt razy częściej niż reszta społeczeństwa.

Utrzymana w duchu awanturniczej opowieści przygodowej historia ubrana została w konwencję westernu, czy bardziej adekwatnie według wielu recenzentów –­ easternu. Naturalny tryb życia mieszkańców Wołoszczyzny zostaje zakłócony, kiedy jeden z Cyganów ucieka z dworu Bojara. W pościg za nim wyrusza policmajster Costandin (Teodor Corban) i jego syn, nastoletni Ionita (Mihai Comănoiu). Podczas swej podróży bohaterowie spotkają różne osobistości, ojciec zadba o inicjację seksualną podopiecznego, a także przekaże mu wiele życiowych mądrości. Fabuła i cała intryga to tylko pretekst, aby przedstawiać kolejne żarty. I chociaż wiele z sytuacji autentycznie bawi, to wiadomo, czemu mają służyć. Nagromadzenie anegdot odbiera się jako krytykę zaściankowej mentalności ówczesnych Rumunów. Homofobia, seksizm, antysemityzm, rasizm, nienawiść do duchownych – wszystkiego tego podczas seansu można smakować do przejedzenia.

Opowiedziałbym kawał o żydach, ale boję się że go spalę.

Czy po niemal dwustu latach coś uległo zmianie? Czy naród poszedł po rozum do głowy? Według Jude nie. Kończy film obowiązkową sceną odejścia głównych postaci w siną dal, zostawiając widza w zawieszeniu. Jakby wzorem Costandina zastanawiał się, czy ludzie po dłuższym czasie będą pamiętać jak było w XIX stuleciu, czy wyciągną odpowiednie wnioski. Bo chociaż bohaterowie chcą dobrze, ich działania nie przynoszą oczekiwanych skutków. Bojar wciąż robi, co chce, a Cyganie pozostają czyjąś niewiele wartą własnością. Protagoniści podczas podróży zmienili swoje podejście do panującej wokół sytuacji, o czym świadczy ostatni dialog, ale czy inni pójdą w ich ślady? Nic na to nie wskazuje.

Co jest gorszego od żyda? – Żydowski pedał.

Prócz bezkompromisowego humoru (podobny jemu poziom reprezentują z uporem maniaka wrzucane między akapity przez autora kolejne suchary) wielkie wrażenie robią zdjęcia Mariusa Panduru. Świat przedstawiony został sfotografowany na 35-milimetrowej monochromatycznej taśmie, dzięki czemu twórcy unikają kolorowego kiczu związanego ze strojami pewnych bohaterów. Opowieść utrzymana została w kluczu powagi i kolejne, nawet wizualne żarty, podawane są z pokerową miną, co nawet te nieśmieszne czyni zabawnymi. Czerń i biel nadają również onirycznej aury; otoczeni krajobrazem dawnej Wołoszczyzny śnimy kolejne sceny, które gładko przepływają z jednej do drugiej. Brak barw dodaje też pewnej surowości, jakby film był dopiero szkicem czekającym na wykończenie, co również można uznać za dowód teorii, że do dzisiaj niewiele się zmieniło.

Jaka jest najmądrzejsza komórka w ciele kobiety? – Plemnik.

Określanie „rumuński western” jest na tyle kuriozalne, że chyba nie ma potrzeby dalej zachęcać do obejrzenia tego dzieła. Kierowany ciekawością, nieobeznany z rumuńskim kinem wspomniany na początku Kowalski z pewnością prędzej czy później trafi do odpowiedniej sali. Prawdopodobnie będzie czerpał taką samą przyjemność (jeśli nie większą) z projekcji, jak krytyk potrafiący o północy recytować wszystkie tytuły sygnowane nazwiskiem wspomnianych na początku Mungiu, Munteana, czy Şerbana. O nagrodzie za reżyserię na tegorocznym festiwalu w Berlinie również chyba nie ma już powodu wspominać. Film broni się sam. Koniec końców produkcję najlepiej podsumować, używając jej tytułu, bo (pozbawione ironii) owacje na stojąco należy złożyć reżyserowi. Aferim, Radu Jude, Aferim!

Uprasza się, żeby przedstawiciele wymienionych mniejszości, którzy poczuli się obrażeni nie wysyłali autorowi przesyłek zawierających materiały wybuchowe, a co najwyżej kulturalne listy z pogróżkami.

Za seans dziękuję

ars

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: