Fatale. Na zachód od piekła – Ed Brubaker i Sean Phillips

W objęciach Josephine.

fataleW trzecim tomie Fatale Ed Brubaker i Sean Phillips odkrywają kolejne tajemnice dotyczące tytułowej kobiety fatalnej. Do końca serii zostały zaledwie dwa albumy, a czytelnicy wciąż będą drapać się po głowie i zadawać te same pytania, co przy poprzednich zeszytach. Chociaż twórcy mówią coraz więcej, to wciąż nie mówią nic.

Brubaker zastopował akcję główną, zostawił w spokoju Nicholasa Lasha i postanowił zaprezentować przeszłość bohaterki zanim poznała Dominica Rainesa. Zmienił również formę. Każdy z czterech zebranych zeszytów stanowi zamkniętą opowieść. W pierwszej i ostatniej występuje dobrze nam znana Jo, a dzieją się kolejno niedługo przed wojną i w trakcie niej.

Na zachód od piekła otwiera Sprawa Alfreda Ravenscrofta. Już tytułowe imię nasuwa skojarzenia z Hitchcockiem. Jest to pełna suspensu opowieść o pewnym pisarzu (nazwisko to połączenie tytułu wiersza Edgara Allana Poe z końcówką nazwiska Lovecraft), który w jednym ze swoich opowiadań opisał znanego Jo potwora. Protagonistka odnajduje autora, ale spotkanie zakończy się zupełnie inaczej niżby sobie tego życzyła. Finałowy twist jest jak chluśnięcie zimnej wody w twarz. Pozostawia w oszołomieniu i nakazuje pomyśleć chwilę nad tym co widzieliśmy, aby dojść do wniosku że był to, tylko a nawet aż, błyskotliwy żart twórców. Dobrze wiedzą czego od nich oczekuje czytelnik i igrają z jego przyzwyczajeniami. Wciąż łączą noir z lovecraftowskim horrorem, tworząc mieszankę wybuchową i dodają do niej również inne konwencje.

I tak w ostatniej opowieści O jedno spojrzenie stąd Brubaker odsyła nas do pierwszego tomu i relacji między Jo a Walterem Bookerem. Mamy okazję zobaczyć jak wyglądały początki późniejszego romansu i jak zdobyli śmiertelnego wroga, znanego skądinąd, Bishopa. Fani historii wojennych przyprawionych wątkami okultystycznymi z pewnością będą zadowoleni. Z trzeciego spotkania z Josephine wychodzimy z wielką pompą.

W klamrę stworzoną z historii z Jo w roli głównej wzięte zostały perypetie Mathildy – średniowiecznego wcielenia protagonistki – i Czarnej Bonnie – wyjętej spod prawa femme fatale przemierzającej Dziki Zachód. Cudowny rodzaj śmierci rozpoczyna się od palenia czarownicy na stosie. Mieszkańcy wioski obarczyli ją winą za podniesione libido mężczyzn i częstsze niż wcześniej zamieszki. Nie wiedzą, że w ten sposób nie są w stanie zabić bohaterki, bo nie jest zwyczajną czarownicą. Znajdzie ona sprzymierzeńca pod postacią byłego zakonnika, obecnie pustelnika. Spokój, którego zazna będzie jednak tylko pozorny, bo ktoś ciągle dybie na jej życie.

We Wzdłuż najmroczniejszego szlaku Bonnie chociaż ma problemy z celnością, nie powstrzymuje jej to od zabijania kolejnych mężczyzn. Korzysta ze swojego uroku, aż w końcu trafia na Indnianina, który potrafi jej się oprzeć. Kobieta znajduje w nim sprzymierzeńca. W tych dwóch opowieściach scenarzysta za sprawą przeniesienia akcji do innych wieków pozwala poznać poprzedniczki głównej bohaterki. Paradoksalnie to one mówią o jej darze więcej niż historie stricte poświęcone Josephine. Poznajemy jej ograniczenia i słabości. Powstaje rysa na tym portrecie bogini swoją obecnością każącą mężczyzn, jednocześnie nadając jej bardziej ludzkiego wymiaru. Nie jest już jedyną, a jedną z przynajmniej kilku.

Seria niebezpiecznie zaczyna przypominać swoją protagonistkę. Jest coraz bardziej tajemnicza, fascynująca, nie wiadomo jak daleko sięgają jej początki i nie można oderwać od niej wzroku. Jesteśmy zgniatani jej obcasem. Przerzucając kolejne strony możemy próbować zaczerpnąć oddechu, ale duszna atmosfera na to nie pozwoli. Jedyne chwile wytchnienia zdarzają się kiedy scenarzysta zaczyna kolejną opowieść. Nie trwa to długo, bo bardzo szybko ponownie łapie nas w swoje macki i każe czcić swoją pomysłowość.

Z jego opowieściami korespondują rysunki Phillipsa. Tak naprawdę powinienem napisać, że trzeba je zobaczyć i na tym skończyć. Rysownik kładzie nacisk na szczegóły. Powołuje świat przedstawiony i bohaterów do życia. Kadry potrafią udźwignąć niezwykły ciężar znaczeń. Dialogi są zbędne. Zresztą już przelotne spojrzenie na Jo będzie powodem mokrych snów męskiej części czytelników. Seks wręcz wypływa z kartek, szaleństwo samców w diegezie jest jak najbardziej zrozumiałe. Na kompletne oderwanie od rzeczywistości pozwalają wyraziste kolory nałożone przez Elizabeth Bretweiser i Dave’a Stewarta. Cienie pochłaniają kolejne plansze, tworząc aurę mroku. Nad każdą ze scen unosi się poczucie niepokoju, niepewności co czeka nas na kolejnej stronie. Ciekawość toczy nieustanną walkę z chęcią ucieczki. Nieraz byłem bliski krzyczeniu do postaci żeby czegoś nie robiły, bądź wręcz przeciwnie. Niektórym kadrom poświęciłem więcej uwagi, a inne przeskakiwałem z przerażeniem, czekając na rozwiązanie. Zamiast upragnionej ulgi na barki spadał większy ciężar.

Sidła zastawione już w pierwszym zeszycie serii zaciskają się jeszcze bardziej. Między ścianami labiryntu stworzonego przez Eda Brubakera i Seana Phillipsa została już tylko malutka szczelina. I chociaż powoli widać z niego wyjście to wciąż czuć czyjś oddech na szyi. Na zachód od piekła jest godnym następcą swoich poprzedników. Poprzeczka wciąż idzie w górę, a twórcy nie zamierzają jej opuszczać. Jo pozostawia po sobie coraz więcej trupów, a jej historia nabiera epickich rozmiarów. Trzeci tom Fatale daje odpowiedzi na niektóre z pytań, ale rodzi wiele nowych. Mętlik myśli towarzyszący lekturze pozostaje z czytelnikiem jeszcze długo po niej.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: