SAGA. TOM TRZECI – BRIAN VAUGHAN I FIONA STAPLES

W kosmosie bez zmian.

SPamiętając zakończenie ostatniego rozdziału drugiego wydania zbiorczego Sagi, przebierałem nogami czekając na kolejny album, licząc, że twórcy znowu przyśpieszą tempo, a ja podczas lektury będę nieraz spadał z fotela. Brian Vaughan i Fiona Staples zamiast pójść naprzód postanowili ściągnąć nogę z gazu i cofnąć nieco w czasie swoją opowieść.

Narratorka, czyli Hazel będąca owocem zakazanej miłości między skrzydlatą a rogatym, snuje historię o tym jak z rodzicami i babcią trafiła na planetę Quietus, gdzie spotkali pisarza odpowiedzialnego za brak snu przywódców zwaśnionych ze sobą nacji. Coraz więcej osób życzy śmierci Markowi i Alanie. Pościg za nimi kontynuuje niezdecydowany do końca łowca nagród Uparty. Pomaga mu w tym była narzeczona protagonisty Gwendolyn, mająca osobiste porachunki z poszukiwanymi, a Robot IV chce złapać buntowników, aby móc wrócić na swoją planetę do czasu porodu brzemiennej żony. Wszystkie wątki w końcu się przetną, doprowadzając do ekstazy spragnionych akcji czytelników. Zanim jednak do tego dojdzie trzeba być przygotowanym na ich rozwijanie. Postaci są nam już bardzo bliskie. Nie obcujemy z wyimaginowanymi stworami, a z dobrymi przyjaciółmi. Twórcy są konsekwentni w ich przedstawianiu, skupiają się na zarysowanych wcześniej cechach, dodają nowe i tworzą trójwymiarowy wszechświat. Wciąż odwracają stereotypy. To kobiety są tutaj tą silną płcią. To one przejmują inicjatywę i proponują partnerowi spontaniczne fellatio, bądź okazują się większymi manipulatorkami. Mężczyźni nieraz są jedynie zabawkami w ich rękach. To samo spotyka czytelników. Nachodzą wątpliwości co do prawdziwości kwestii padających w dialogach.

Prócz znanych już mieszkańców świata przedstawionego zostaje wprowadzony szereg nowych postaci. Na trop bohaterów wpadają dziennikarze brukowca Upsher i Doff. Nie można opędzić się od porównania ich z Bobem Woodwardem i Carlem Bernsteinem, którzy przyłożyli swoją rękę do ujawnienia afery Watergate. Autorzy komiksu proponują nowe spojrzenie na ich relację. Potwierdzają moje podejrzenia padające podczas każdego seansu Wszystkich ludzi prezydenta.

Chociaż Vaughan i Staples mieszają ze sobą konwencje science fiction i fantasy, to ich opowieść jest mocno zakorzeniona w rzeczywistości. Wygłaszają kąśliwy komentarz do otaczającego nas świata, pełen ironii i satyry. Obrywa się zarówno przedstawicielom „gorszego” dziennikarstwa („Bo jedyni dziennikarze, którzy zasługują na śmierć , to ci sportowi”), jak i homofobom. Cały czas na pierwszy plan wychodzi nawoływanie do wzajemnej akceptacji i tolerancji. Swoją kolejną młodość przeżywa popularne w czasach kontestacji hasło „make love not war”.

Protagoniści wybrali sobie najgorszy z możliwych momentów na miłość. Przedstawiciele ich ras są w stanie wojny. Zagrożenie z niej płynące schodzi jednak na margines. Bohaterowie są ponad wszelkimi podziałami, pragną jedynie spokoju, cały konflikt ich nie dotyczy. Jednak właśnie niezajęcie zdecydowanego stanowiska jest tym, czego przywódcy zarówno Brzegu jak i Wieńca nie mogą zaakceptować. Trzeba opowiedzieć się po jednej, bądź drugiej stronie, obojętność nie wchodzi w grę. Hazel urasta do symbolu bezsensu prowadzonych walk.

Zeszyty zebrane w najnowszym tomie wydają się krokiem w tył tej obrazoburczości serii, ale to tylko pozory. Na koniec wylecicie w kosmos poznając prawdziwe przeciwieństwo wojny, gdyż nie jest to bynajmniej pokój. Ograniczenie scen walk i brak oszałamiającego tempa nie oznacza spokoju i nudy. Nie zobaczymy olbrzyma ze zwisającym przyrodzeniem, którego sylwetka zajmuje całą stronę, czy płonącego goryla pokazującego środkowy palec. Szaleństwo charakteryzujące poprzednie zeszyty zostało nieco zredukowane, chociaż stężenie absurdu na kadr wciąż jest wysokie. Twórcy odchodzą od zabawy i kładą większy nacisk na dramat. Wrażliwsi czytelnicy z pewnością nieraz uronią łezkę nad prezentowanymi wydarzeniami.

W dalszym ciągu oprawa graficzna Staples kontrastuje z dialogami i akcją właściwą. Kolory przyciągają uwagę, hipnotyzują i wyglądają jakby miały ilustrować opowieść dla dzieci. Tak jednak nie jest. Bohaterowie nie stronią od przekleństw, rzucają mięsem przy każdej możliwej okazji, a i nagości nie brakuje. W poprzednich zeszytach na monitorze Robota IV mogliśmy zobaczyć nawet kadr z gejowskiego porno. Teraz zastępuje go kobieta próbująca polizać własny sutek (czym jeszcze zaskoczy nas ta zboczona błękitnokrwista maszyna?).

W tej trzeciej już odsłonie fantastycznonaukowego spojrzenia na klasyczną historię Romea i Julii, chociaż z mniejszą pompą, to autorzy wciąż stawiają przede wszystkim na dobrą zabawę. Wystarczy przelotne spojrzenie na niektóre z plansz, aby docenić ich wyobraźnię i błyskotliwość żartów. Brian Vaughan i Fiona Staples kontynuują swoją gwiezdną Sagę ciągle rozpalając apetyt czytelnika. Siadając do lektury zapnijcie pasy, bo ta podróż robi się coraz ciekawsza i bardziej absurdalna.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rg

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: