Performer

Artysta przeklęty. Artysta w depresji. Artysta w spirali autodestrukcji. Artysta pijący. Artysta bez przyszłości. Artysta biedny. Artysta krytykujący. Artysta nieobecny. Artysta przepraszający. Artysta cierpiący. Artysta w świecie komercji. Artysta kreujący artystę.

plakatWłaśnie taki portret Oskara Dawickiego (Oskar Dawicki) przedstawia duet reżyserski złożony z zawodowego filmowca Macieja Sobieszczańskiego i kuratora muzealnego Łukasza Rondudy. Tylko wszyscy znamy proponowany archetyp artysty. Co ciekawego twórcy mogą dodać do tematu? Przecież jak mówi jedna z postaci musicalu Rent (C. Colombus, 2005), bohema jest martwa. Na przekór wszystkiemu Performer (2015), chociaż gra na kliszach, jest dziełem oryginalnym.

Cały film opiera się na tego typu paradoksach. Jego najmocniejsza zaleta jest jednocześnie największą wadą. Reżyserzy, tworząc eksperyment wizualny, stosują tradycyjną narrację. Kiedy jedną ze scen rozbijają na kilka części i zaburzają chronologię, wprowadzają widza w konfuzję – jakby zostało to wyjęte z innej produkcji. Pierwsza z jej fragmentów zaprezentowana na samym początku może nasuwać skojarzenia z Człowiekiem z marmuru. I chociaż w zupełnie inny sposób, to tak jak Andrzej Wajda w 1976 roku twórcy poszukują prawdy o człowieku. Co próbuje ukryć za wizerunkiem

Opowieść złożona jest z filmowych interpretacji twórczości artysty zakładającego na występy świecącą błękitną marynarkę. Czeka nas spora dawka anarchii. Banknoty będą zatykać cieknący kran (fotografia Przelew), bohater będzie krążył między miejscami, krytykując wszystko, co napotka. Nawet własne podwórko, jak w scenie, w której artyści przerzucają się pomysłami, a protagonista powtarza jedynie „było”. Siedzi wtedy odwrócony do kolegów po fachu plecami i popija wódkę za zmarłą sztukę, wcześniej ją podpalając – jak Zbigniew Cybulski honorujący pamięć poległych towarzyszy w Popiele i diamencie (A. Wajda, 1958). Na zbliżeniach możemy kontemplować jego zmęczoną życiem twarz. Widać na niej skutki działania alkoholu i prawie nieodłącznego rekwizytu w ustach, jakim jest papieros.

Każdej scenie towarzyszy poczucie nieuchronnego końca. Po mieszkaniu walają się nekrologi z lekko przeinaczonymi nazwiskami słynnych osób (Koniec świata przez pomyłkę). Chwile depresji przeplatane są z przypadkowymi chwilami ekstazy. Mieć toczy nieustanną walkę z być, a życie ze śmiercią. Jego Mistrz Warpechowski (Zbigniew Warpechowski) umiera, a wraz z nim ledwo dycha prawdziwa sztuka. Dlatego protagonista przychodzi do szpitala i składa mu hołd, puszczając owację z dyktafonu.

Taka osoba jak przedstawiany Dawicki żeby żyć, musi umrzeć. Inaczej; żeby zdobyć pieniądze, musi umrzeć. Kolekcjonera (Jakub Gierszał) nie interesuje los twórcy, pragnie wręcz jego śmierci, gdyż wtedy dzieło zwiększy swoją wartość. Nie ma miejsca dla prawdziwych artystów, oni są już na cmentarzu. A swego rodzaju cmentarzem jest kino, które zabiera rzeczonego artystę rzeczywistości i przenosi go w świat fikcji, w świat autokreacji, dając dużo większe możliwości wyrażenia siebie. Pozwala na przekroczenie wszelkich granic, zmianę rzeczywistości jak to zrobiła Anna Odell w Zjeździe Absolwentów (2013).

Ronduda po raz drugi sięga po narzędzie fikcji, aby opowiedzieć o Dawickim. Wcześniej wraz z Łukaszem Gorczycą napisał książkę W połowie puste, gdzie za pomocą motywów zaczerpniętych z jego życia i działalności eksploruje, jak napisał Jakub Marmurek w recenzji dla Filmwebu[1], „ironiczną i prześmiewczą twarz” jego sztuki. W filmie zwraca się ku jej „mrocznej, melancholijnej i depresyjnej stronie”.

Nie jestem fanem sztuki nowoczesnej. Nawet więcej – jestem jej przeciwnikiem. Jestem dyletantem gardzącym tematem, o którym nie mam pojęcia. I jako taki chylę czoła przed Oskarem Dawickim; tym, co reprezentuje sobą jako twórca i jako osoba. Nie mogę jednak jednoznacznie ocenić Performera. Spojrzenie na to dzieło jako na film urągałoby performansowi, jakim jest, a spojrzenie jak na performans urągałoby filmowi, jakim jest. Maciej Sobieszczański i Łukasz Ronduda nie stawiają się ponad laikami nieznającymi wcześniej ich głównego bohatera. Prowadzą widza za rączkę przez wykreowany świat, pozwalając czerpać przyjemność z seansu nie tylko osobom zaznajomionym z twórczością artysty.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

[1] J. Majmurek, Ocalić gest; tekst dostępny w internecie: http://www.filmweb.pl/reviews/Ocali%C4%87+gest-17900 [dostęp: 23.10.2015].

Za seans dziękuję

Krakowskie Centrum Kinowe Ars

Krakowskie Centrum Kinowe Ars

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: