Sex: Supercool – Joe Casey, Piotr Kowalski

Z jednej strony Letnie uniesienia hipnotyzowały stroną graficzną – rysunkami stworzonymi przez Piotra Kowalskiego i sposobem wykorzystania barw Brada Simpsona – ale z drugiej, autor scenariusza Joe Casey nie miał wiele do powiedzenia. Był to przykład nadmiernego przerostu formy nad treścią. Nie czekałem więc specjalnie na drugi tom Sexu, ale wiedziałem, że go przeczytam. Wpadł w moje ręce kiedy niemal całkowicie zapomniałem o Saturn City i pochłaniającej miasto deprawacji.

ssCasey filtrował z podejmowanymi tematami. Zarysowywał wątki i bardziej niż konkretne postaci definiował świat przedstawiony, przez co temu brakowało charakteru. Teraz twórca zawęża obszar swoich zainteresowań. Saturn City staje się miastem zamieszkanym przez pełnokrwistych bohaterów. Simon Cook nie jest już niezdecydowanym (pozbawionym uroku) zdziecinniałym mężczyzną, a sprawia wrażenie dojrzalszego. Jakby pomiędzy ósmym (ostatnim Letnich uniesień), a dziewiątym (pierwszym Supercool) zeszytem przeszedł inicjację. Zdaje sobie sprawę z obowiązków wobec swojej firmy i ciążącej na nim odpowiedzialności. Próbuje odciąć się od przeszłości, wciąż tęskni za swoją mentorką Quinn, ale pogrzebał już Świętego w pancerzu na dobre.

Ponownie konwencja komiksu superbohaterskiego zostaje odwrócona do góry nogami. Tendencja do uczłowieczania herosów nabiera ekstremalnych rozmiarów. Chociaż Święty w pancerzu często wspominany jest w dialogach, nie zobaczymy go w całej okazałości. Twórcy na złość czytelnikom ciągle unikają zaprezentowania stróża porządku, skupiając się na rozterkach Simona. Rzucają nieco więcej światła na jego historię. Szkoda tylko, że nie rozwijają romansu z Annabelle Lagravenese. W Letnich uniesieniach para prowadziła podwójną grę niemal jak Bruce Wayne i Selina Kyle. W Supercool kobieta zepchana została na margines. Nie poświęcono jej wiele miejsca i nie rozwinięto rysu psychologicznego, przez co zabrakło osłody w postaci uczucia w tym pochłoniętym obsesją na punkcie seksu świecie.

Pornografia wciąż gra w opowieści pierwsze skrzypce i chociaż często służy jedynie wywoływaniu szoku, to jej rola została nieco sfunkcjonalizowana. Rozmowy prowadzone są przez postaci w trakcie stosunku bez żadnego zażenowania, przez co można czytać opowieść jako krytykę hedonistycznego stylu życia. Życia pochłoniętego przez cielesne przyjemności, stanowiące wartość samą w sobie. Seks przestał być czymś zakazanym, niedostępnym, a stał się wszechobecnym aspektem naszej egzystencji. Spaja ze sobą kolejne epizody, a także stanowi wspólny mianownik w prezentowaniu charakterystyki mieszkańców Saturn City. Każdy wykorzystuje go w innym celu. Jego podstawowe zadanie, przedłużenie gatunku, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, a nawet sprowadzone zostało do przekleństwa. W świecie przedstawionym kojarzony jest zarówno z przyjemnością, jak i bólem. Granice tego co podniecające są ciągle przesuwane. Preferencje prawnika Warrena Azoffa odwróciły się o sto osiemdziesiąt stopni. Polubił to, do czego wcześniej był zmuszany. Deprawacja i dewiacja sięga poziomu prezentowanemu w Kaznodziei Gartha Ennisa i Steve’a Dillona.

W Supercool twórcy częściej kłaniają się w stronę brutalności. Wątek dotyczący byłego współpracownika protagonisty nasączono przemocą charakteryzującą opowieści superbohaterskie. Sam początek stanowi niezłe mięso gatunkowe. Keenan Wade podczas stosunku z dziewczyną wraca myślami do czasów, kiedy wraz ze swoim mentorem walczył z przestępczością. Plansze wypełnione są akcją. Pamiętając nastrój i tempo prezentowanych w pierwszym zbiorze wydarzeń, epizod jest jakby wyjęty z zupełnie innej opowieści. Czarnoskóry bohater kontynuuje oczyszczanie miasta z przestępców, zapoczątkowane przez Świętego w pancerzu. Infiltruje gang Łamignatów, co usprawiedliwia częste prezentowanie mordobić.

Ewoluował również portret miasta. Plansze aż kipią od klimatu noir. Możemy przyjrzeć się Saturn City z bliska. W kadrach dominują wąskie plany, więcej akcji osadzono w nocy, co przytępiło jaskrawe barwy Brada Simpsona. Wciąż atakuje nas kolorami podkreślającymi temperaturę wydarzeń, ale tym razem osiąga dużo mroczniejszy efekt. Miasto jawi się jako złowrogi, samoistny byt, zarażający mieszkańców nihilizmem i dekadencją. W Letnich uniesieniach mogliśmy odpocząć od jego dusznej atmosfery i zyskać dystansu spoglądając na nie w całej okazałości (co stanowiło atut). W drugim zbiorze twórcy wpuszczają nas w ciemne zakamarki, ale nie dają nawet chwili na oddech. Kolanem wgniatają naszą twarz w brudny chodnik, każą brodzić w rynsztoku, zaciskają pętlę na szyi coraz bardziej.

Mimo rozwinięcia stylu Joe Casey i Piotr Kowalski roszczą sobie więcej pretensji niż rzeczywiście mają czegoś do powiedzenia. Eksperymentują z wytworami swoich wyobraźni, ale przypomina to raczej ekstatyczną zabawę z samym sobą. Tytuł poprzedniego tomu był jak najbardziej adekwatny do zawartości, gdyż uniesienia to jedyne, co oferował. W przypadku Supercool nazwa to obietnica bez pokrycia, ale album stoi na wyższym poziomie niż poprzednik. Peeting został zakończony, do penetracji jednak jeszcze daleko i na razie musimy zadowolić się masturbacją. Kolejne plansze kontynuacji Sexu wręcz krzyczą, aby wyrazić uznanie dla geniuszu i poczucia humoru autorów. Pod tym hałasem wciąż ukryta jest pustka, ale zeszyty od dziewiątego do czternastego zawierają w sobie coś fascynującego i niepozwalającego na oderwanie od lektury. Kawał solidnej rozrywki tylko dla pełnoletnich.

Tekst opublikowany również na łamach portalu

rz

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: