30 stopni w lutym – Wydanie DVD

Bohaterów 30 stopni w lutym (30 grader i februari, 2012) łączy jedno. Są nieszczęśliwi, samotni, pragną zmiany. Duszą się we własnej skórze, temperatura w Szwecji jest za niska, śnieg im przeszkadza, więc postanawiają opuścić rodzinny kraj. Wyjeżdżają do Tajlandii, licząc na rozpoczęcie nowego rozdziału w swoim życiu. Zamiast tego powinni zrezygnować z prób poprawienia warunków swojej egzystencji, bo jak mówi słynne powiedzenie – wyżej dupy nie podskoczysz.

30dvdMimo zmiany miejsca postaci trafiają do tego samego punktu, z którego próbowali uciec. Majlis (Lotta Tejle) nie może korzystać z atrakcji turystycznych przez zrzędliwego męża (Kjell Bergqvist) na wózku inwalidzkim, pragnącego tylko siedzieć w pokoju hotelowym. Glenn (Kjell Wilhelmsen) rzucił pracę dla poznanej przez internet Tajki. Ta go okradła, a jego poczucie własnej wartości spadło o kolejne kilka oczek. Wróciło życie w strachu przed samotnością i niepozostawieniu po sobie potomka. Kajsa (Maria Lundqvist) trafiła do szpitala z powodu wycieńczenia organizmu. Po kilku dniach odpoczynku w domku letniskowym z dwiema córkami ponownie oddaje się pracy. Obietnica złożona przez rajskie krajobrazy nie zostaje więc spełniona. Zamiast ucieczki od codzienności rutyna ponownie wszystkich dopada. My szybko odkrywamy, po czyjej stronie leży wina za nieszczęścia bohaterów. Ich egoizm, pracoholizm czy po prostu irytujący charakter nie pozwalają im na poprawę życia. Szkoda, że oni potrzebują dużo więcej czasu, aby do tego dojść. Oczywiście kiedyś zostaną zmuszeni do poznania swoich słabości (przynajmniej większość z nich), ale niewiele to da.

Jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z tak irytującymi protagonistami. Wybaczcie moje – z braku lepszego słowa – zwyrodnialstwo, któremu za chwilę dam wyraz. Po prostu nie mogę znieść oglądania bandy nieudaczników, coraz bardziej użalających się nad sobą. Przez dziesięć godzin patrzenia na nich błagałem twórców, żeby ich uśmiercili, a ci sadyści karmili mnie iskierkami nadziei. Kiedy jednak żyrandol nie wytrzymał ciężaru potencjalnego samobójcy, pistolet wystrzelił nie w tę stronę, co trzeba, czy oczyszczono organizm chłopaka z toksyn, ogarniał mnie smutek. Nawet kilkuletnia dziewczynka potrafiła wywołać moją niechęć swoimi absurdalnymi, zasłyszanymi od matki pomysłami. Nie byłem w stanie życzyć dobrze komukolwiek. Nikt z nich nie zasługiwał na szczęście. Kiedy Sara (Rebecka Hemse) próbowała pomóc Majlis, w głowie huczało mi pytanie: „Dlaczego? Kto by chciał mieć ją za przyjaciółkę?”. Nie mogłem słuchać stłamszonej przez męża kobiety, już sama jej twarz wzbudzała we mnie odrazę. Jej gadulstwo, ciągłe narzekanie i narzucanie innym swoich problemów prowadziło do odruchów wymiotnych.

A powinienem współczuć im wszystkim. Twórcy robią, co tylko mogą, abyśmy chcieli dla ich bohaterów jak najlepiej – próbują nas przekonać, że blondynka zasłużyła, aby nurkować, Glenn musi odnaleźć swoją drugą połówkę, Kajsa powinna odkryć nić porozumienia z Chanem (Thomas Chaanhing), a ich dzieci paść sobie w ramiona – i każą im ciągle płakać nad własnym losem. Jedna od trzech dekad dba o męża, a ten nie daje jej żyć, drugi chce dzieci i jest homofobem, a zakochał się w lasce z penisem, trzeci nie chce pozwolić na krzyżowanie ras etc. Nic z tego nie wynika i do niczego nie prowadzi, a trwa w nieskończoność.

Scenariusz nie stoi na wiele wyższym poziomie od naszych rodzimych produkcji telewizyjnych. Postaci utykają w sieciach własnych wad, tracą najbliższych, a poszczególne wątki zamiast łączyć, oddalają się od siebie coraz bardziej, po to, żeby w końcu na siłę jeden przeciął drugi, a drugi trzeci. Tylko wtedy jest już za późno, bo po dwóch odcinkach zainteresowanie dalszymi perypetiami postaci spada do zera. Fabuła budowana jest na ciągłych powtórzeniach, zmianie ulegają okoliczności, ale kolejna sytuacja niebezpiecznie przypomina poprzednią, a jeśli nie, to i tak jesteśmy w stanie przewidzieć jej zakończenie.

Anders Weidemann nie wziął pod uwagę, że aby stworzyć dobry serial potrzeba czegoś więcej niż pięknych widoków i napisanych na kolanie zarówno bohaterów, jak i ich perypetii. Tendencyjność uderza w oczy, przewidywalność wręcz boli, a zaskoczenie spowodowane kobietą sikającą na stojąco wcale nie jest zaskoczeniem ze względu na miejsce, do którego trafiamy. Może i twórcy dotykają aktualnego problemu emigracji Szwedów do Tajlandii, prezentują wszelkie zagrożenia związane z takim wyjazdem, ale nie potrafią niczym zainteresować. Na koniec przeistaczają swoją opowieść w apoteozę nieugiętego dążenia do celu, przezwyciężania swoich słabości i próbują przekonać, że każdy zasługuje na odrobinę szczęścia, czego nie dają rady udowodnić. 30 stopni w lutym powinno wywieźć się na drugi koniec świata i zakopać gdzieś głęboko. A Majlis i reszta niech szuka lepszego życia głęboko pod ziemią, a jeszcze lepiej na dnie oceanu i nie zawraca więcej głowy. Wbrew hasłu reklamowemu umieszczonemu na okładce wydania DVD historie składające się na fabułę serialu wcale nie są warte opowiedzenia.

stories <Ten o napis kłamie!

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Arrow Films & Video.

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: