W głowie się nie mieści

Bajka dla dzieci otrzymała na ostatnim festiwalu w Cannes owacje na stojąco. Animacja ze studia Pixar już podczas otwarcia zarobiła ponad dziewięćdziesiąt milionów dolarów. Podbija serca widzów i krytyków na całym świecie. Co takiego może być w opowieści o małych żyjątkach egzystujących w naszych głowach, zwanych emocjami? Może odpowiedź pada już w zadanym pytaniu.

plakatioEmocja według Wikipedii to: „Stan znacznego poruszenia umysłu. (…) Procesy emocjonalne to procesy psychiczne, które poznaniu i czynnościom podmiotu nadają jakość oraz określają znaczenie, jakie mają dla niego będące źródłem emocji przedmioty, zjawiska, inni ludzie, a także własna osoba, czyli wartościują stymulację”. Brzmi to jak próba wyjaśnienia czegoś niewytłumaczalnego. Z pomocą zrozumienia, czym są emocje, przychodzi odpowiedzialny za Odlot (2009) i Potwory i spółka (2001) reżyser Pete Docter, który w swojej najnowszej animacji odwołuje się do tych najbardziej prymitywnych kierujących życiem człowieka. Dzięki temu jest w stanie manipulować naszymi uczuciami według własnego uznania.

Z założenia główne postaci są jednowymiarowe. Radość wygląda jak wróżka, jest ciągle uśmiechnięta i przemawia głosem Małgorzaty Sochy. Smutek to taka kujonka, którą wszystko wpędza w depresję – co znakomicie intonuje swoim głosem Kinga Preis. Odraza to zielona, wyniosła, gardząca wszystkim dookoła popularna dziewczyna, a przemawia przez nią Maja Ostaszewska. Strach wygląda, jakby właśnie stracił pracę w korporacji i bardzo chciał ją odzyskać, a Cezary Pazura miał mu w tym pomóc. Natomiast Gniew to czerwony wulkan energii podekscytowany nowymi przekleństwami zasłyszanymi od Szymona Kuśmidera. Taka piątka mieszka w głowie jedenastoletniej Riley, optymistycznie nastawionej do świata dziewczynki.

Sytuacja ulega zmianie, gdy do tej pory nadzorująca pozostałą czwórkę Radość wraz ze Smutkiem dzięki nieszczęśliwemu zbiegowi okoliczności zostaje wysłana poza centrum dowodzenia. Dwie niepotrafiące się dogadać bohaterki będą musiały odnaleźć drogę powrotną przez odmęty umysłu nastolatki, której osobowość dopiero się kształtuje. W pewnym momencie dołączy do nich obowiązkowy w bajkowym świecie przygłupi towarzysz Bing Bong z głową słonia, ciałem z waty cukrowej i mający w sobie coś z delfina (najbardziej absurdalny żart w całym filmie). Historia wyimaginowanego przyjaciela Riley z głosem Michała Pieli sprawia, że nawet Smutek jest smutny i próbuje go pocieszyć. We troje będą odkrywać kolejne szufladki w głowie dziewczynki. Rozwiążą tajemnicę, dlaczego w każdej chwili możemy zaśpiewać piosenkę słyszaną kilka lat wcześniej, a nie potrafimy sobie przypomnieć, co wyczytaliśmy w podręczniku w zeszły wieczór. Znajdą fabrykę snów, odwiedzą marzenia o idealnym partnerze i pokój abstrakcyjnych fantazji. W ten sposób otrzymujemy inicjacyjną opowieść z infantylnym morałem o sile przyjaźni, szczęściu w równowadze między radością a smutkiem etc. Nie jest to historia o ludziach, a o emocjach nimi targającymi, której epizody tworzą swego rodzaju, może trochę pokrętną, metaforę dorastania – czy nawet bycia człowiekiem. Jednym słowem bajka bawi i uczy.

Uczy przede wszystkim najmłodszych, bo starsi już się tego nasłuchali w czasie swojego dzieciństwa. Za to bawi obie grupy wiekowe. Co ciekawe, dorosłych nie przez odniesienia, które tylko oni mogą zrozumieć (tych również nie brakuje; patrz: parafraza słynnego onelinera z Chinatown [R. Polański, 1974]), ale dokładnie tym samym co dzieci. Kolorowym światem, zabawnymi perypetiami i tekstami, smutnym losem Smutku, optymistycznym nastawieniem Radości, wybuchami gniewu Gniewu, strachem Strachu i odrazą Odrazy. Dlatego też oryginalny tytuł Inside Out (2015) uważam za bardziej adekwatny niż nasz, co prawda sprawny i ładny: W głowie się nie mieści. Bo w animacji to, co wewnątrz, szybko wychodzi na zewnątrz. Jest to proste, infantylne, ale doskonale spełnia swoje zadanie.

Nie chciałbym, żebyście wyciągnęli błędne wnioski, że jest to opowieść płytka, powierzchowna, a wręcz głupia. Co to, to nie! Szare komórki dostaną odpowiedni wycisk. Docter podchodzi do swojej widowni z odpowiednim szacunkiem i wszystkich traktuje poważnie. Cały czas dba, żeby nie popaść w bełkot czy tautologię. Gra stereotypami, aby było przejrzyście, ale nie przekracza granicy dobrego smaku. Humor nie jest też uzyskiwany (na co panuje ostatnio częsta tendencja) żartami fekalnymi. Uważa, abyśmy nie zgubili się w świecie przedstawionym, chociaż ma pole do popisu, jeśli chodzi o rozwijanie fabuły, mnożenie bohaterów i wchodzenie do głowy innych postaci (wykorzystuje to w scenie wspólnej rodzinnej kolacji i pod sam koniec, a my odkrywamy, że w umyśle każdego stworzenia siedzą podobne stworki). Jakby twórca podczas tworzenia filmu wykorzystywał swoje dotychczasowe doświadczenie, a jednocześnie otrzymał szansę na powrót do lat dziecięcych i zamknięcie się z ulubionymi zabawkami w jednym pokoju. Wszelka infantylność ginie pod sprawną ręką do opowiadania historii.

W głowie się nie mieści nie jest bajką, która obudzi w was dziecko. Ona przeistoczy was w dziecko. Wszystko to, co dusicie zwykle na seansach wewnątrz siebie – jak nagłe ryki śmiechu, głośne łkanie – wbrew wam wyjdzie na wierzch. Ale nie obawiajcie się, bo ludzie obok będą czuli to samo. Na blisko dwie godziny znika różnica wieku między najmłodszym, a tymi starszymi najmłodszymi. Pete Docter sprawi, że odpuścicie myślenie o problemach, bo przecież to miasto chmur… Przepraszam, bajka.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za seans dziękuję sieci kin

cc

 

Reklamy

2 Komentarze

  1. Świetnie się czyta, pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. tsirhcify · · Odpowiedz

      Dziękuję za miłe słowa:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: