Daredevil: Żółty – Jeph Loeb i Tim Sale

Jak wyglądały początki kariery Daredevila? Jedną z wersji mogliśmy poznać niedawno dzięki serialowi Netflixa. Jeph Loeb i Tim Sale w swoim Daredevil: Żółty piszą zupełnie inną mitologię nieustraszonego diabła. Co w przypadku bohaterów Marvela nie jest przecież unikatową praktyką, zwykle alternatyw jest wiele. „Wiele osób w moim życiu opowiadało ją na liczne sposoby” – mówi Matt o swojej historii na jednej z ostatnich plansz komiksu, po czym dodaje: „Ale właśnie tak chcę ciebie zapamiętać”. Kogo?

ddPodobnie jak w przypadku Spider-Man: Niebieski autorzy opowiadają o szczęśliwych początkach tragicznie zakończonego romansu. Jednocześnie opowieść ponownie z powodzeniem mogłaby nie być o tym, jak mężczyzna i kobieta zakochali się w sobie, ale – cytując człowieka pająka ze wspomnianego komiksu – o tym, jak prawie się w sobie nie zakochali. Twórcy pozwolili bohaterowi wyrzucić z siebie uczucia, jakie żywi do swojej dawnej sekretarki. Zamienili ikoniczny czerwony kostium niewidomego herosa na żółty, a podstawowym znaczeniem stroju o tej barwie jest: „wysłuchaj mnie”, „muszę z tobą porozmawiać”, „potrzebuję cię”, „nie chcę być sam”.

Każdy z sześciu zeszytów zebranych w albumie to jeden z listów napisanych przez protagonistę do swojej ukochanej. Za sprawą tego typu narracji wszystkie karty nasączone są melancholią. Najbliżsi bohatera odeszli w sposób tragiczny. Ojciec został zabity przez współpracownika swojego trenera. Z jego żółtego szlafroku Matt uszyje sobie strój, w którym będzie walczył z przestępczością, dopóki Karen nie namówi go do zmiany barwy na czerwoną. Swoją kobietę również straci, ale jak? Tego nie będzie nam dane poznać na planszach komiksu.

Matt pogrąża się w żałobie, jest za późno, aby mógł odnaleźć szczęście w ramionach wybranki. Ten sentymentalny nastrój kontrastuje z właściwą akcją, czyli wydarzeniami z początku działalności kancelarii Nelson&Murdock i pierwszymi spotkaniami z Karen Page. Są one zamknięte ramą kompozycyjną. Na początku i na końcu świat pokrywa monochromatyzm, a barwny jest jedynie czerwony już strój Daredevila. W obu epizodach na twarzy protagonisty gości zmęczenie, pokrywa ją zarost. Patrząc na jej wesołą wersję na kolorowych planszach, aż ciężko uwierzyć w nieuchronny upadek bohatera. Prolog i epilog są jak kleszcze zgniatające szczęśliwe chwile. Dodatkowo nagromadzenie w listach zwrotów typu: „Nigdy już do mnie nie wrócisz” wzmaga poczucie krążącego nad jego losem fatum. Bo niewidomy heros od początku sprawia wrażenie przeklętego.

Protagonista wraca w swoich listach do przeszłości, bo ma nadzieję na rozwiązanie w ten sposób swoich aktualnych problemów. Poszukuje „człowieka, który nie zna strachu”. To określenie tak naprawdę nigdy do niego nie pasowało, bo odkąd przywdział kostium, żył w ciągłej obawie, że utraci Karen. Na ich szczęście nie pozwalali przestępcy. Daredevilowi przyszło ratować ukochaną z rąk Owla czy Purple Mana. Poza tym zawsze był przecież jeszcze ktoś. Ostatnim z kątów miłosnego trójkąta (czy biorąc pod uwagę alter ego Matta – czworokąta) był Foggy. On również od początku czuł miętę do swojej protegowanej i nawet postanowił się jej oświadczyć. Tak jak w Spider-Man: Niebieski kolor oznaczał przyjaźń i obserwowaliśmy rozwój znajomości między Peterem Parkerem a Harrym Osbornem, tak tutaj w kontakty między partnerami wchodzi zazdrość, symbolizowana właśnie przez żółty. W ten sposób – prócz zmiany stroju bohatera – twórcy uzasadniają wybór dominującej barwy.

Żółty atakuje nas z kolejnych plansz, wypełniając tło kadrów. A kojarzona również z życiodajnym słońcem i radością barwa wzmaga melancholijny sposób narracji. Jakby kolor dawał znać, że radosne dni już przeminęły, a szczęścia nie można odzyskać. Tęsknota za dawnymi, lepszymi czasami objawia się jeszcze na innych poziomach. „Kiedyś przestępcy to chyba w ogóle nie zabijali” – pisze w jednym z listów Matt. Nieraz wygłasza podobne apoteozy przeszłości. Przez odczuwaną tęsknotę idealizuje minione dni, pragnie do nich wrócić. Kiedyś wszystko było łatwiejsze, a przynajmniej takie odnosi wrażenie, bo miał przy sobie ukochane osoby, które zawsze przy nim stały.

Ale chyba mnie poniosło. Starczy tych sentymentów, bo twórcy nie chcą wpędzić czytelników w depresję. Wykazują olbrzymie pokłady poczucia humoru. Chociażby w scenie, kiedy swoje cameo zalicza Fantastyczna Czwórka, a Coś wbija swoją głowę w ścianę kancelarii Nelson&Murdock. Liczyłem na gościnny występ również innych postaci z marvelowskiego uniwersum, ale musiałem obyć się smakiem i wspomnieniem między innymi Spider-Mana w dialogach. Autorzy puszczają oczka fanom wydawnictwa, z którego pochodzi bohater, stąd można oczekiwać kilku znajomych nazwisk czy twarzy.

Jeph Loeb i Tim Sale po kontynuowaniu dzieła Franka Millera i przedstawieniu początków kariery Batmana w Długim Halloween i Mrocznym Zwycięstwie (wydanych oryginalnie kolejno w 1996 i 1999 roku) wracają do przeszłości stworzonego przez Stana Lee i Billa Everetta niewidomego stróża prawa w masce diabła (omawiana miniseria wydawana była w 2001 roku). I podobnie jak w przypadku historii o człowieku nietoperzu, snują opowieść nie tyle o superbohaterze, ile o tym, co próbuje ukryć pod maską. Nie znaczy to, że brakuje akcji. Potyczek z przeciwnikami jest sporo. Schodzą one jednak na drugi plan. Dużo więcej uwagi poświęcono romansowi, poszukiwaniu powodów, dla których Matt Murdock stał się Daredevilem, temu, jak kolorowy świat został zastąpiony przez wyjałowiony czarno-biały krajobraz, jak poradzić sobie ze stratą, jak przezwyciężyć fatum. Nie znajdują jednak odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Daredevil: Żółty pozostawia czytelnika z niedosytem, w zawieszeniu, z poczuciem nieuchronności i niemożnością zmiany swojego losu, ale i z drobną iskierką nadziei na lepsze jutro.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: