Jurassic World

Powstały w latach 80. ubiegłego wieku nurt cyberpunku skupiony jest na kontaktach człowieka z maszyną. W filmach do niego zaliczanych wydźwięk zwykle jest pesymistyczny. Arogancki człowiek podczas zabawy w boga musi ponieść klęskę, której efektem będzie eksterminacja ludzkości, a garstka ocalałych zmierzy się z robotami w Matrixie. W 1993 roku na filmy pokroju Łowcy Androidów (R. Scott, 1982) czy Terminatora (J. Cameron, 1984) odpowiedział Steven Spielberg za sprawą adaptacji książki Michaela Crichtona. Przypomniał on, że istnieje coś jeszcze bardziej niszczycielskiego niż sztuczna inteligencja. Ale schemat był podobny. Oto człowiek podczas igraszek z naturą skazuje samego siebie na zagładę. Nadmierna ambicja, chciwość, próżność zasługują na największą z możliwych kar.

jw1Kiedy Avengersi kończą Czas Ultrona (J. Whedon, 2015), Chappie (N. Bloomkamp, 2015) uczy się zła od ludzi, a Ex Machina (A. Garland, 2015) rozpoczyna podbój świata, wypada ponownie przypomnieć o największej z możliwych sił. Niestworzonej przez człowieka, niemożliwej do opanowania jak sztuczna inteligencja – natury, przeszłości, stworzeń władających światem na długo przed naszym przybyciem. Tym bardziej że kino nowej przygody przeżywa kolejną młodość, o czym świadczą powroty do tytułów sprzed kilku dekad. Colin Trevorrow składa hołd zapoczątkowanej przez Spielberga serii, okazując pokorę i bijąc pokłony potędze przyrody. W Jurassic World sięga po formułę, którą już widzieliśmy dwadzieścia dwa lata temu, nie zapominając również o dwóch kontynuacjach Parku Jurajskiego.

Naukowcy stworzyli nowy rodzaj dinozaura, aby do parku rozrywki położonego na wyspie, gdzie zwiedzający mogą zobaczyć prehistoryczne gady, przyciągnąć jeszcze więcej turystów. Mieszanka genów różnych zwierząt pozwoliła na powstanie Indominusa Rexa, który jest większy od Tyranozaura i bardziej drapieżny niż Raptor. Szybko okazuje się, że sztuczny gatunek jest nie do okiełznania. Ucieka z niewoli i pożera wszystkich, których napotka na swojej drodze. W te wydarzenia wpisana zostaje historia braci Graya (Ty Simpkins) i Zacha (Nick Robinson), a także romans mający swoje początki w obopólnej nienawiści między Owenem (Chris Pratt) i ciocią chłopców Claire (Bryce Howard).

Perypetie rodzeństwa nasuwają silne skojarzenia z częścią pierwszą, a jednocześnie trzecią, do której łatwiej jednak dopasować wątek uczucia między mężczyzną i kobietą. Niemniej i młodsi i starsi będą musieli poznać siłę więzów rodzinnych, wychwalane w trójce przez reżysera Joe Johnstona. Dodatkowo poszukiwany jest pierwiastek ludzki w tym, dla czego oglądamy każdą kolejną część – dinozaurach. Nawet Raptory poznają wartość przyjaźni, przez co finał to apoteoza współpracy, całkiem przyjemna dzięki poziomowi absurdu w niej zawartym. Reżyser serwuje wiele uniwersalnych, moralizatorskich prawd, ale na szczęście jednocześnie na swój sposób je wyśmiewa. Bawi się przyzwyczajeniami widza i kiedy jesteśmy pewni, że nastąpi pocałunek i będziemy robić głośne „oouch”, nagle ustaje łzawa muzyka i chłopak zostaje odepchnięty, a nam pozostaje ironiczny uśmiech.

Chociaż dzięki naiwnym rozwiązaniom zostaje utrzymany pozytywny i infantylny wydźwięk, wydaje się to na swój sposób przewrotne. Zachowanie właściwe gatunkowi ludzkiemu zostaje przypisane Indominusowi. Zabija on nie tylko dla pożywienia, ale również dla przyjemności. Koniec końców największym potworem w Jurassic World jest człowiek. W pierwszej powieści Crichtona John Hammond był jednoznacznie zły. Przedstawiony został jako cyniczny kapitalistyczny biznesmen. Spielberg w swojej adaptacji wybielił jego postać, dodając mu pasji i umiłowania do pradawnych zwierząt, jednocześnie czyniąc go bohaterem tragicznym. Trevorrow również zrzuca winę za zamieszanie na właściciela parku rozrywki Simona Masraniego (Irrfan Khan) i odnosi się do niego ciepło. Co innego jeśli chodzi o Vica Hoskinsa (Vincent D’Onofrio), który od początku do końca napędzany jest chęcią zarobienia większych pieniędzy i nie liczy się z konsekwencjami ani uczuciami Raptorów. Koło zostaje więc domknięte. Sens wniosku najlepiej oddają słowa Iana Malcolma (Jeff Goldblum) z pierwszej części: „Bóg tworzy dinozaury, Bóg zabija dinozaury, Bóg tworzy człowieka, człowiek zabija Boga, człowiek tworzy dinozaury”. Cytat dopełnia padające chwilę później zdanie wypowiedziane przez Ellie Sattler (Laura Dern) „Dinozaury zjadają mężczyzn (…)”.To już fait accompli. Nasze zachowanie doprowadziło nas do zagłady, jesteśmy jedynie za głupi, żeby to zrozumieć.

Film nasiąknięty jest sentymentalizmem czy nawet bardziej melancholią, bo pozostaje nam już tylko żałoba. W niemal każdej scenie atakuje nas tęsknota za tym, co było, próba zatrzymania, wręcz cofnięcia czasu. Idealizacja tego, co minęło, miała również miejsce w poprzednim filmie reżysera Na własne ryzyko (2012), gdzie przeszłość bohaterów była dla nich utopią nie do odzyskania. Niemal każdy z nich kiedyś kogoś stracił, dlatego budowany przez Kennetha (Mark Duplass) wehikuł czasu był jedyną możliwością na przywrócenie szczęśliwych dni, zapobiegnięcie katastrofie. Oczywiście nie wszystkim było to na rękę. W Jurassic World na naprawę błędów jest już za późno. Raptor może próbować walczyć z hologramem, ale to będzie donkichotowska walka z wiatrakami.

Taką z góry przegraną wojnę prowadzi najbardziej barwna postać, czyli Owen. Twardziel w starym stylu, lubiący zarzucić żartem i stanąć na straży wyznawanych wartości. Analogowy człowiek w cyfrowym świecie. Kiedy słyszy o nowym gatunku będącym „jeszcze bardziej czadowym”, stwierdza, że dinozaury są „wystarczająco czadowe”. Kreujący go Chris Pratt ponownie rozbija bank. Ponownie, bo po karierze międzygwiezdnego złodzieja współpracującego z gadającym szopem i wyjątkowo elokwentnym drzewem w Strażnikach Galaktyki (J. Gunn, 2014) zmienił branżę i został trenerem Raptorów. Jest nie mniej cool niż w poprzedniej roli, do której również podchodził z odpowiednim dystansem. Granica lekkiego przerysowania i karykatury jest cienka, a on nigdy jej nie przekracza. Wie, kiedy może sobie pozwolić na wyegzaltowanie emocji i kiedy lepiej zbliżyć się do psychologicznego realizmu. Kontruje i uzupełnia Bryce Howard, stopniowo przechodzącej z wizerunku bezwzględnej bizneswoman do troskliwej dziewczyny. W miarę rozwoju akcji jest coraz bardziej ludzka i ciepła.

Colin Trevorrow zrezygnował z suspensu charakteryzującego poprzednie części na rzecz zabawy. Z tego powodu efekty komputerowe rażą w oczy. Animacje są piękne i kolorowe, ale pewnie szybko zaczną trącić myszką i będzie się to oglądać jako kampową ciekawostkę. Jurassic World przypomina tematyczny park rozrywki dla całej rodziny, ale można również wyczuć pewien pazur, bo nie jest całkowicie familijnie i nie brakuje krwawych scen. Z wycieczki na wyspę dinozaurów zadowoleni będą młodsi (nie najmłodsi) i starsi widzowie. Finałowa walka swoim rozmachem i epickością przypomina Pacific Rim (G. del Toro, 2013), czy ostatnią Godzillę (G. Edwards, 2014), a może nawet je przebija. Od seansu sypiam spokojniej, wiedząc, że gdzieś tam rozlega się ryk Tyranozaura, gotowego do walki o swoją władzę na świecie. Co tam sztuczne inteligencje i roboty; don’t fuck with nature.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za seans dziękuję sieci kin

cc

 

 

 

Reklamy

One comment

  1. Gratulacje ! Zostałaś nominowana przeze mnie do Liebster Blog Award. Więcej szczegółów znajdziesz tutaj :http://siemovie.blogspot.com/. Zapraszam 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: