Wyspa Śmierci – Wydanie Blu-ray

Wpisanie Wyspy śmierci (1976) w latach 80. na listę „Video Nasty”, czyli filmów zakazanych w Wielkiej Brytanii i ostra cenzura wydają się jak najbardziej uzasadnione. Nie szukając daleko, wystarczy spojrzeć na tytuły, pod jakimi była dystrybuowana: Devils in Mykonos (Grecja, Niemcy, Japonia), Cruel Destinations (Włochy), A Craving for Lust (UK), Killing Daylight (USA) czy Isle of Perversion (USA). Każdy z nich oddaje charakter greckiego klasyka kina eksploatacji. Produkcja wzbudzała wiele kontrowersji i nawet dzisiaj może szokować brutalnością i wyuzdanym erotyzmem. Nico Mastorakis zabiera nas na wycieczkę do raju, ale ma zamiar przekształcić go w piekło.

iodPrzedstawiane Mykeny to mekka dla zboczeńców i degeneratów. Homoseksualiści, starsza kobieta polująca na młodszych facetów (tzw. cougar), hipisi gwałciciele czy francuski artysta myślący głównie o jednym to kilku przedstawicieli osób przebywających tam dłużej lub krócej. Pocztówkowy raj wydaje się Sodomą i Gomorą lat 70. ubiegłego wieku. Spędzająca wakacje na tej greckiej wyspie młoda para postanawia zaprowadzić porządek i uchronić niewinnych mieszkańców od otaczających ich perwersji.

Szybko wychodzi na jaw, że ci uważający się za narzędzie w rękach Boga z biblijną misją, są tak naprawdę gorsi od ludzi, którymi gardzą. Przede wszystkim dwójka protagonistów nie jest tym, za kogo się podaje. Łączy ich coś zupełnie innego niż przysięga małżeńska. Kim są, a za kogo uchodzą to jakby odwrotność wymyślonych i prawdziwych tożsamości morderców Raymonda Fernandeza i Marthy Beck, którzy w połowie ubiegłego wieku urządzili sobie krwawą wycieczkę po Stanach Zjednoczonych wprost na krzesło elektryczne. Przyjdzie nam trochę poczekać, zanim poznamy prawdziwą tożsamość bohaterów, a do tego czasu reżyser wprowadza niemałe zamieszanie w tym temacie. Raz słyszymy, że są parą, a innym razem –kuzynostwem. Ich zażyłe relacje intymne nakazują racjonalnemu umysłowi wykluczyć więzy krwi. Christopher (Robert Behling) i Ceila (Jane Lyle) uprawiają seks w scenie mogącej uchodzić za inspirację do analogicznej w Prawdziwym romansie (T. Scott, 1993). Matka nie jest zadowolona z telefonu, który do niej wykonują w trakcie stosunku, za to policjant (Gerard Gonalons) obserwujący jej dom w Wielkiej Brytanii jest wniebowzięty. Czarnoskóry przedstawiciel prawa rusza za nimi w pościg.

On, jak większość innych postaci, zostaje wprowadzony tylko po to, aby szybko zginąć. I jeśli wszyscy wymienieni bohaterowie trącili wam sztampą, to bardzo słusznie. Twórca ma dryg do wykorzystywania stereotypów i tworzenia z nich kliszowatych karykatur. Tę zdolność udowodni jeszcze nie raz, ale osiągnie ona apogeum w dwanaście lat późniejszej komedii. W Ninja Academy (1988) dojdzie do spotkania charakterów z różnych gatunków. Od eleganckiego szpiega, przez najlepsze przyjaciółki i rednecka, do rozpieszczonego synalka i małomównego mima.

Dla twórcy nie istnieje żadne sacrum. Grek urządza sobie krwawą jatkę ze świętych symboli. Christopher idący z małą kozą na rękach nasuwa skojarzenia z chrześcijańską ikoną, na której Jezus trzyma baranka. I jest to wstęp do najsłynniejszej chyba sceny z filmu, czyli gwałtu na zwierzęciu, a następnie poderżnięciu mu gardła. Można szukać kolejnych odniesień do religii, ale raczej nie ma to większego sensu. Bo tak naprawdę nie liczy się zwięzła fabuła czy przesłanie, ale fantazyjne sposoby morderstw. One stanowią sedno zabawy w tym B-klasowym greckim protoslasherze. Wątki przyszłych trupów w Wyspie śmierci pojawiają się i znikają, kiedy reżyserowi wygodnie. Podczas scen usuwania kolejnych osób z kadru Mastorakis prezentuje swoją chorą wyobraźnię w pełnej krasie. Czekają nas smaczki pod postacią ukrzyżowania, nietypowej dekapitacji czy fellatio wykonanego na lufie broni, z której wystrzelona kula rozpryska mózg homoseksualisty na ścianie (podobna scenę można zobaczyć w Poza doliną lalek [R. Meyer, 1970] i prawdopodobnie jedna z nich stanowiła inspirację dla analogicznej w Spring Breakers [H. Korine, 2012]). A to tylko kilka smaczków. Sam twórca przyznaje, że motorem napędowym do zrealizowania filmu nie były motywacje artystyczne, a chęć zarobienia pieniędzy. Inspirację stanowił sukces Teksańskiej masakry piłą mechaniczną (1974) Tobe’a Hoopera. Skoro już jesteśmy przy inspiracjach, to możliwe, że jedną z nich była panująca w tamtych czasach w kinematografii greckiej moda na softcorowe porno. Powstały wtedy między innymi Diamonds on her naked flesh (1972), Girl of passion (1974) – oba zrealizowane przez Omirosa Efstratiadisa i jak sami widzicie posiadające cudowne tytuły. Wszystkie były prowokacyjne, ale to jednak Wyspa śmierci wiedzie prym w brutalności i erotyzmie, a przedrostek soft z pewnością do niej nie pasuje.

Zamiast szukać jakiejkolwiek głębi i sensu przedstawianych wydarzeń, lepiej czerpać z nich perwersyjną przyjemność. Śmiech w najbardziej krwawych scenach czy podczas „złotego deszczu” jest jak najbardziej uzasadniony i nie powinien wywoływać wyrzutów sumienia. Ilość absurdów, dewiacji i innych atrakcji w połączeniu z B-klasowymi dialogami („właściwym sposobem na uśmiercenie sprośnej lesby jest jej spalenie”) – nieszczególnie posuwającymi akcję do przodu, ale wypowiadanych ku naszej uciesze – uzasadnia kultowy status tego filmu.

Podobnie jak muzyka. W Wyspie śmierci możemy posłuchać łatwo wpadających w ucho, przyjemnych piosenek jak Destination Understanding czy Can You Call It Love? stworzonych przez Nikosa Lavranosa (w drugiej swojego głosu użyczyła Millie Karali). Utwory nadają się do nucenia i podśpiewywania pod prysznicem, co zdążyłem już sprawdzić. Twórca nieraz udowodnił, że ma doskonałe wyczucie jeśli chodzi o ścieżki dźwiękowe. Niektóre z jego późniejszych produkcji zasługują na uwagę głównie ze względu na ten element. Wystarczy wymienić The Zero Boys (1986) czy Terminal Exposure (1987), gdzie usłyszymy wczesne prace Hanza Zimmera (reżyser współpracował z kompozytorem łącznie przy czterech filmach, prócz wymienionych są to The Wind [1986] i Koszmar w południe [1988]).

Nico Mastorakis nigdy już nie powtórzył sukcesu swojego drugiego po Death Has Blue Eyes (1976) kinowego filmu (w 1972 roku stworzył jeszcze telewizyjne The Chase). Żaden z kolejnych nie uzyskał takiego statusu jak omawiany. W pracach Greka można wyróżnić kilka nurtów, ale jak sam mówi najbliższym mu gatunkiem są thrillery. Nie dał się zaszufladkować i sięgał jeszcze do komedii i akcji, nieraz je mieszając i czasami dodając elementy science-fiction. W oglądanych przeze mnie produkcjach nie znalazłem już niezwykłego wyczucia tego, co obrzydliwe i jednocześnie śmieszne. Jakby stracił pazur, próbując budować suspens, co widać na przykładzie Blind Date (1984) czy The Zero Boys. Większość jego produkcji jest po prostu nie najlepsza, natomiast Wyspa śmierci sprawia wrażenie tak złej, że aż dobrej. Idealnie nadaje się do oglądania przy piwie z kumplami. Taki seans z pewnością zaowocuje długą rozmową na temat filmu, a świat może być już inny niż wcześniej. Cytując wypowiedź reżysera z podlinkowanego wyżej wywiadu: „W prawdziwym życiu tego typu rzeczy nie zdarzają się w przedstawianym natężeniu, ale się zdarzają”. I z tą myślą was zostawię.

Wydanie Blu-Ray

Arrow Film śmieje się w twarz cenzurze i do filmu wróciły wycięte niegdyś sceny. Dołożono również wszelkich starań, aby pozwolić widzowi przeżyć te krwawe doznania w jak najlepszej jakości. Oryginalny negatyw został zeskanowany w jakości 2K. Jednak nie zdziwcie się, jeśli w około połowie projekcji jakość kilku minut będzie odstawać od reszty. Piąta rolka była uszkodzona i nie znaleziono żadnych materiałów mogących stanowić substytut. Nie przeszkadza to w czerpaniu przyjemności z prezentowanych wydarzeń. Napisy początkowe zaginęły, a te, które trafiły do wydania, zostały odtworzone z jak największą dokładnością. Oryginalna ścieżka dźwiękowa nagrana w mono została przetransferowana i trzeba przyznać, że zarówno format, jak i niektóre nieczystości dodają klimatu podczas wycieczki na Wyspę śmierci. Nie przegapicie ani jednego padającego słowa, bo dostępne są angielskie napisy.

W dodatkach znajdziemy:

  • Wideoesej, w którym historyk filmu Stephen Thrower opowiada o powstaniu kultowego klasyka.
  • Film, w którym reżyser powraca na Mykeny i pokazuje oryginalne lokacje.
  • Wywiad z reżyserem.
  • Alternatywne napisy początkowe (z niektórych tytułów wymienionych na początku recenzji).
  • Pięć piosenek ze ścieżki dźwiękowej.
  • Oryginalny zwiastun.
  • Nico Mastorakis Trailer Reel – zbiór zwiastunów do filmów reżysera.

Na szczególną uwagę w dodatkach zasługuje czteroczęściowy dokument poświęcony filmom reżysera. W The Films of Nico Mastorakis sam twórca opowiada o wszystkich swoich produkcjach, toczy opowieść o tym, co rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami na planie. Co nim kierowało, gdy zajął się danym projektem, który z kogo zrobił gwiazdę, a z kogo nie etc. Szczególnie panów powinno zainteresować, że w pierwszej części można zobaczyć scenę erotyczną z filmu Blind Date z Kirstie Alley, kiedy jeszcze była niezłą laską.

Oprócz tego wydanie oferuje dwustronną okładkę i booklet z informacjami dotyczącymi procesu restaurowania materiału, a także esej Johnny’ego Walkera na temat historii i spuścizny Wyspy śmierci.  

Film można zakupić klikając w poniższy link. Uwaga! Film  w wersji angielskiej, bez polskich napisów!

http://www.arrowfilms.co.uk/shop/index.php?route=product/product&keyword=island&product_id=534%22

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Arrow Films & Video.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: