Gość – Recenzja wydania DVD

Trzy wizyty w kinie w ciągu kilku tygodni okazały się niewystarczające. Moja fascynacja Gościem trwała jeszcze długo po zdjęciu go z repertuaru. Znajomi mieli dość monotematyczności, ciągłego zachwalania filmu Adama Wingarda. I chociaż ostatnio zachwyt trochę ucichł (premiera była w Halloween), to dzięki M2 Films mogłem przypomnieć sobie o mojej ulubionej produkcji zeszłego roku.

Wszystko, co miałem do powiedzenia na temat Gościa, wylałem z siebie w recenzji, która ukazała się niedługo po premierze. Wciąż podtrzymuję swoją opinię. Jedyne, co mógłbym zmienić po kolejnym obejrzeniu, to ocena. Podniósłbym ją do maksymalnej, bo ta gatunkowa przejażdżka rollercoasterem jest za każdym razem tak samo szalona jak za pierwszym. Nawet jeśli już nie zadaję sobie pytania o tożsamość tajemniczego Davida, to i tak czerpię radość z prezentowanych absurdalnych sytuacji.

Bo postać grana przez Dana Stevensa jest po prostu cool. Chociaż nie tańczy przed złojeniem kilku tyłków w barze, to jest tak samo cool jak Jean-Claude Van Damme w Kickboxerze. Chociaż nie ma na sobie garnituru i nie pali cygara podczas seksu, jest tak samo cool jak Nicolas Cage w Piekielnej zemście. Chociaż nie pędzi na złamanie karku podczas jazdy samochodem, jest tak samo cool jak Ryan Gosling w Drive. Kiedy strzela w stopę przeciwnikowi, jest tak samo cool jak Bruce Willis w Szklanej pułapce. I w końcu kiedy wyciąga kciuk w górę, jest tak samo cool jak Arnold Schwarzenegger w Terminatorze 2. Akrobacje i walki w wykonaniu szlachcica z serialu Downton Abbey to sama w sobie przyjemność dla oczu. Patrzyłem, pozwoliłem umysłowi odpocząć, a i tak uznaję to za jedno z najlepszych doświadczeń, jakie dane mi było przeżyć na sali kinowej i na kanapie przed telewizorem z kinem domowym.

Zdaję sobie sprawę, że technologia poszła naprzód i efekty specjalne sprawdzają się lepiej, kiedy jesteśmy otoczeni pięcioma głośnikami. Niemniej gdyby film powstał dwadzieścia lat temu, gdybyśmy wrócili na chwilę do czasów, kiedy magnetowid zajmował honorowe miejsce w każdym domu, VHS z Gościem trafiłby do niejednej kolekcji między podobne akcyjniaki czy to ze Stallonem, Willisem, czy Van Dammem. W moim przypadku DVD spocznie obok Strażników Galaktyki, może ze względu na pewne analogie co do klimatu piosenek. Wingard wraz ze scenarzystą Simonem Berrettem pozwolili mi na niecałe dwie godziny wrócić do lat 80. Swoją opowieść utrzymali w estetyce popularnej w czasie dekady kiczu i z pewnością mieli niezły ubaw podczas zdjęć.

Nieraz dystrybutorzy umieszczają na płycie DVD wiele dodatków, żeby zachęcić do zakupu wątpliwej jakości dzieła. W omawianym wydawnictwie nie ma to miejsca. Prócz samego filmu dostajemy jedynie jego trailer plus zwiastuny dwóch innych produkcji. Oczywiście chętnie obejrzałbym materiały z planu, wycięte sceny czy chociażby wywiady z twórcami. Jednak wcale mi tego nie brakowało. Same perypetie Davida i rodziny Petersonów okazują się wystarczająco rozrywkowe, aby nie żałować wydanych pieniędzy.

Posiadanie Gościa na DVD z pewnością uprzyjemni wieczór przy piwku ze znajomymi, pomoże znieść nudne rozmowy rodziny, która akurat wpadła nieproszona, a nawet poprawi humor w samotne, pochmurne dni. Na okładce możemy przeczytać opinię Piotra Plucińskiego, autora bloga Z górnej półki, jakoby był to „najlepszy gatunkowiec roku”. Na zakończenie tekstu mogę jedynie podpisać się pod tym zdaniem i zachęcić, abyście wpuścili Davida do swojego domu. Twórca powiedzenia gość w dom, Bóg w dom, z pewnością miał na myśli właśnie ten film.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: