Rozumiemy się bez słów – 8. PKO OFF Camera

Siła Nietykalnych (O. Nakache, E. Toledano) tkwiła w prezentowaniu niepełnosprawności, nie jako przeszkody w prowadzeniu normalnego życia, a jako czegoś zupełnie naturalnego. Zarażająca optymizmem francuska komedia z 2011 roku podbiła serca zarówno widzów jak i krytyków. Paraliż jednego z bohaterów był pretekstem do żartów. Pragnął on poczucia normalności, a nie współczucia ze strony innych. W Rozumiemy się bez słów (2014) Eric Lartigau posunął się jeszcze o krok dalej. Brak słuchu jest wręcz powodem do dumy dla rodziny Bélier.

rpGłuchoniemi rodzice nastoletniej Pauli (Louane Emera), która urodziła się bez wady, potrafią wprawić ją w zakłopotanie jak wszyscy inni swoje dzieci, a nawet bardziej. W jednej ze scen rozmawiają z seksuologiem, a córka musi tłumaczyć ich gesty lekarzowi. Migają do siebie bez skrępowania na temat swojego pożycia i sprawiają wrażenie nawet bardziej napędzanych hormonami niż niepełnosprawni bohaterowie Hasta la vista (G. Enthoven, 2011). Matka Gigi (Karin Viard) nie ma problemu z obiecaniem mężowi Rodolphe’owi (Francois Damiens) wieczornego fellatio, a ojciec potrafi rozmawiać z innymi jak gdyby nigdy nic trzymając rękę w odbycie hodowanej krowy.

Protagonistka jest łącznikiem swojej rodziny ze światem słyszących. Jej całe życie było podporządkowane pomocy im w normalnym funkcjonowaniu. Kiedy odkrywa w sobie talent do śpiewu, jej najbliżsi uważają to za największe przekleństwo. Konstrukcja fabularna przywodzi na myśl Billy’ego Elliota (2000). Tak jak grany przez Jamiego Bella chłopak w komediodramacie Stephena Daldry’ego, nastolatka musi ukrywać swoją pasję. Pojawiają się nawet wątki społeczne. Z wiadomych względów (jesteśmy we Francji) nie jest to krytyka rządów Lady Margaret Thatcher, ale Rodolphe zdenerwowany na panującego wójta, postanawia wziąć udział w nadchodzących wyborach.

Lartigau nawet nie próbuje udawać, że nie gra na niskich emocjach. Wykorzystuje znaną i lubianą konwencję. Historia nas nie zaskoczy, wszystkie zwroty akcji są dokładnie takie jakich się spodziewamy i mają miejsce w oczekiwanym czasie. Jest to kolejna opowieść o poszukiwaniu siebie, odkrywaniu własnej tożsamości, walce z przeciwnościami losu, etc. Reżyser świadomie powiela schematy, nie mówi nic oryginalnego, jednocześnie doprowadzając kliszowate postacie do ekstremum, czyniąc je jeszcze bardziej urzekającymi. Zbieranina oryginałów jaką jest rodzina Bélier kiedy akurat nie rozbawia do łez, do łez wzrusza.

Aktorzy kreują swoich bohaterów z odpowiednią dozą dystansu, zdając sobie sprawę z ich przerysowania. Wyrazista mimika zastępuje słowa, nie pozostawiając wątpliwości co do danych emocji. Kontrastuje z nimi gra nagrodzonej za tę rolę Cezarem dla Najbardziej Obiecującej Aktorki Louane’y Emera’y. Jest jakby wyjęta z zupełnie innej bajki, nie pasuje ani do świata niesłyszących, ani słyszących, a jednocześnie odnajduje się w każdym z nich. Kiedy rozmawia z rodzicami potrafi wpaść w przerysowaną histerię wykorzystując swoje możliwości wokalne. Podczas konwersacji ze znajomymi jest bardziej stonowana, jakby próbowała ukryć swoje uczucia. Koniec końców jest typową nastolatką z nietypową rodziną.

Na uwagę zasługuje również postać nauczyciela śpiewu Fabiena (Eric Elmosnino). Podczas seansu wydawał mi się idealnym odzwierciedleniem całego filmu. Na początku nie wzbudza sympatii, zdobywa ją jednak z czasem. Bo chociaż bywa niemiły, ciągle ma pretensje do wszystkich, obwinia innych za swoje porażki, to w ogólnym rozrachunku jest bohaterem pozytywnym. Fascynuje nas jego zachowanie. Widzieliśmy go już wiele razy, ale wciąż nas bawi i w takiej odsłonie może go oglądać w kółko.

Rozumiemy się bez słów powinien obejrzeć każdy, kto kiedykolwiek myślał, że jego rodzice są „obciachowi”. Będzie wtedy wdzięczny losowi za posiadanie całkiem normalnych krewnych, bo matka nigdy nie podkładała zakrwawionych podczas pierwszej miesiączki jeansów pod nos chłopakowi, w którym córka była zakochana. I jeśli po opisie pewnych scen byliście zniesmaczeni, to niesłusznie. Produkcja posiada niezwykły urok, jest ciepła i wprawia w optymistyczny nastrój. Eric Lartigau zamienia wszelkie obrzydliwości w przyjemne gagi, bo dla bliskich sobie osób nie ma tematów tabu.

Tekst ukazał się również na łamach portalu noircafe.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: