Przebudzenie – Scott Snyder, Sean Murphy

Scott Snyder w Severed: Pożeracz marzeń (scenariusz współtworzył Scott Tuft) osadzał opowieść w konkretnych realiach: zakorzenił ją w Stanach Zjednoczonych lat 20. ubiegłego wieku. W starszych czytelnikach wzbudzał na nowo przerażenie towarzyszące każdej małoletniej osobie, dzięki czemu wraz z rysownikiem Attilą Futakim powołali do życia ukrywającego się za twarzą miłego staruszka, żądnego krwi dzieci boogeymana. W Przebudzeniu scenarzysta i Sean Murphy rezygnują z realizmu, czyniąc ukłon w stronę fantazji, ciągłego przekraczania granic wyobraźni. Zamykają nas w metalowej puszce i wysyłają na dno otchłani swoich umysłów.

the wakePrzypisanie Przebudzenia do jednego tylko gatunku (pierwszym strzałem z pewnością byłby horror) byłoby leniwym unikiem, próbą umniejszenia kuriozalnej zagadki, jaką stanowią zebrane w jednym tomie zeszyty miniserii Snydera i Murphy’ego. Może po części właśnie z lenistwa, ale kierowany głównie pragnieniem, żeby nie popsuć zabawy czytelnikowi, który po lekturze tekstu będzie na tyle zachęcony, aby sięgnąć po komiks, nie poświęcę zagadnieniu tropów gatunkowych wiele miejsca. Każdy, kto czytał współtworzonego ze Stephenem Kingiem Amerykańskiego wampira, wie, że dla scenarzysty konwencje i oczekiwania czytelników są wodą na jego młyn, lalką, której niczym wredne, pozbawione empatii dziecko wyrywa kończyny, zamieniając je miejscami, a potem wręcza zapłakanej dziewczynce. Zresztą rysownik pogrywa sobie z nami wcale niezgorzej. Album nieraz trzeba odwracać, przewracać, przesuwać, skakać wzrokiem z jednej strony na drugą, aby znaleźć odpowiedni chronologicznie kadr i chmurkę z kwestią. Kolejne rozdziały to bezczelna, zmuszająca szare komórki do wytężonej pracy, zabawa z naszymi przyzwyczajeniami, emocjami, sympatią do danej postaci. Dzięki temu ­ chociaż wszystko już gdzieś było ­ czuć pragnienie odkrycia nietkniętych artystyczną stopą terenów albo wzniesienia tych tkniętych na nowy poziom.

Snyder pełnymi garściami czerpie ze znanych fabuł. Pierwsza część Przebudzenia przypomina przeniesioną na ekran w 1998 roku przez Barry’ego Levinsona powieść Michaela Crichtona Kula. Ot pani cetolog zostaje zwerbowana, aby dołączyć do grupy naukowców zebranych w łodzi podwodnej. Razem mają rozwikłać zagadkę, czym jest tajemnicze, przypominające syrenę stworzenie z głębin. Kolejne rozdziały przywodzą na myśl Otchłań Jamesa Camerona, ale pozbawioną irytujących (przynajmniej mnie) wad. Dokładnie tak, jak autorzy komiksu zakończyli ten etap opowieści, chciałem, aby skończyła się podmorska podróż z późniejszym twórcą Titanica.

W drugiej części zasady gry ulegają zmianie. Ba, świat przedstawiony zostaje odwrócony do góry nogami, i to dosłownie. Przeniesieni zostajemy na przypominający ten z Wodnego świata ląd i doświadczamy postapokaliptycznego spektaklu. Skojarzenia i odniesienia oczywiście można mnożyć, a odnajdywanie każdego kolejnego sprawia niemałą frajdę.

Podobnie jak zgłębianie budowanej na naszych oczach nowej mitologii złożonej z wielu znanych motywów. Teoria ewolucji Darwina nasiąka koncepcjami Ericha von Danikena, a gdzieś w tle pobrzmiewa możliwość istnienia innych, równoległych wymiarów. Aż dziwne, że cała opowieść nie rozpada się niczym domek z kart. Jest to raczej kolejka pędząca po wyznaczonym, przemyślanym torze. Podawane nam są strzępki informacji, folklorysta podrzuca enigmatyczne tropy, przedstawiając przychodzące mu na myśl mity. Powoli poznajemy coraz więcej tajemnic z prehistorii, a wszystko to ma nas doprowadzić do szalonej, sennej impresji, stanowiącej wymyśloną historię ludzkości. I chociaż całość utrzymana jest w mrocznym, pesymistycznym tonie, na koniec możemy złapać oddech, bo wydźwięk jest optymistyczny. „Wszystko jest przygodą” ­ krzyczy protagonistka na jednej z ostatnich plansz i wtedy można zrozumieć, co twórcy mają nam do przekazania.

Scott Snyder i Sean Murphy na poziomie fabularnym eksplorują bezdenne otchłanie głębin. Na poziomie znaczeniowym zanurzają się w człowieka, jego psychikę, poszukują ludzkich granic wytrzymałości, namawiają nas jednocześnie do ich przekraczania i ciągłego poszukiwania nowych doświadczeń. Brzmi banalnie? Może, ale podane jest w arcyciekawej oprawie. Większość kadrów nasączono dusznym, klaustrofobicznym klimatem i jeśli nie potraficie pływać czy wstrzymywać na długo oddechu, lepiej omijajcie tę lekturę z daleka. Przebudzenie to podróż, którą można odbyć szczęśliwie, jedynie akceptując zasady, jakie proponują twórcy.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: