Ex Machina

Alex Garland już po dwóch krótkich scenach zawiązuje akcję i zaprasza nas do willi właściciela korporacji typu Google, otoczonej sielskimi krajobrazami przywodzącymi na myśl Rajski Ogród. Tam rozgrywać się będzie biblijna historia z Księgi Rodzaju w fantastyczno-naukowej wersji, mogąca stanowić luźny wstęp do Matrixa (rodzeństwo Wachowskich, 1999).

exmStonowane barwy i przypominające hotelowe, ascetyczne wystroje wnętrz przyprawiają o zimne dreszcze. W Ex Machinie (2015) wszystko jest chłodne. Wypełniają ją geometryczne kompozycje wyjęte z 2001: Odysei Kosmicznej (1968) Stanleya Kubricka i czysta matematyka. Film sprawia wrażenie kalkulacji, reportażu obrazującego, w jakim kierunku zmierza technologia, równie bezlitosnego w swoich tezach jak serial Czarne lustro (C. Brooker, 2012–2013). Czas nie jest określony, ale bardziej niż niedokładne „w niedalekiej przyszłości” na miejscu byłoby „teraz”. Tutaj. Na naszym podwórku. Genialny szef komputerowej korporacji podczas zabawy w Boga posunął ewolucję naprzód, przyczyniając się do końca niedoskonałego człowieka.

Nathan – kreowany przez Oscara Isaaca na pewnego siebie ekscentrycznego bogacza – stworzył w tajemnicy przed światem robota i nadał mu świadomość. Ava na naszych oczach powoli przeistacza się w człowieka. Na początku obserwujemy mechaniczny szkielet, przez przezroczystą powłokę widać jej metaliczny kręgosłup, potem zakłada ubranie, jakby ze wstydem zakrywała swoje sztuczne ciało. Marketingowcy przekonują na plakacie filmu Nie ma nic bardziej ludzkiego niż wola przetrwania. Ale to cielesność, płeć, seksualność czyni z Avy człowieka. Nie jest to seksowny głos z filmu Ona (S. Jonze, 2013), w którym zakochuje się Theodore (Joaquin Phoenix), a raczej jego personifikacja posiadająca twarz Alicii Vikander, oscylującej swoją grą gdzieś między drapieżną Laurą (Scarlett Johansson) z Under the skin (J. Glazer, 2013) a cybernetycznym pinokiem Davidem (Haley Joel Osment) z A.I. Sztuczna inteligencja (S. Spielberg, 2001). Aktorka tańczyła w szwedzkim balecie przez dziewięć lat i z wdziękiem godnym najlepszych tancerek przechodzi z jednego wizerunku do drugiego – z tego przed kamerami dla swojego twórcy do tego, kiedy je wyłącza dla Caleba. Programista podobnie jak bajkowy Charlie na loterii wygrywa wycieczkę do willi swojego szefa, będącej nerdowską wersją fabryki czekolady Willy’ego Wonki i ma przeprowadzić na androidzie tak zwany test Turinga. W skrócie ma sprawdzić, czy maszyna może być uznana za istotę ludzką. Bohatera kreuje syn Irlandzkiego aktora Brendana Gleesona. Domhnall z odpowiednią dozą dystansu podchodzi do swojej postaci, i słusznie, bo mając w pamięci rolę w jednym z odcinków wspomnianego Czarnego lustra, jego występ można uznać za ironiczny. Drobnymi gestami rysuje portret psychologiczny Caleba z całą jego niepewnością i ciągłymi wątpliwościami przechodzącymi na widzów.

Kto tak naprawdę jest testowany? Protagonista sprawia wrażenie pacynki w rękach zarówno swojego szefa, jak i robota. Trafia do domu, gdzie wszystko jest zmechanizowane i podporządkowane woli jego „wszechwidzącego” właściciela, niemającego skrupułów przed włamaniem do bazy telekomunikacyjnej i kradzieży potrzebnych mu zdjęć ze wszystkich telefonów na świecie. Każdy, kto w jego królestwie sprzeciwi się poleceniom, poniesie najwyższą z kar. Caleb ląduje w samym środku wojny między ludzką a sztuczną inteligencją, między Amy (Rosamund Pike) a Nickiem (Ben Affleck) z Zaginionej dziewczyny (2014). Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, któremu muzyka Geoffa Barrowa i Ben Salisbury nie przypominała stworzonej przez Trenta Reznora i Atticusa Rossa. Jest sugestywna, pobudzająca, wchłaniająca, przerażająca etc. Nie wiem, czy twórcy rzeczywiście czerpali inspirację ze wspomnianego thrillera, ale skojarzeń jest więcej. Praca kamery i sposób kadrowania Roba Hardy’ego przywodzi na myśl zdjęcia Jeffa Cronenwetha z filmu Davida Finchera. To dzięki nim czuć opisywany na początku chłód. Dodatkowo operator podkreśla wzbudzane przez Garlanda wątpliwości. Podczas rozmów obserwujemy Caleba za szybą, niby w futurystycznym więzieniu, a Ava siedząc w bardziej otwartej przestrzeni, sprawia wrażenie tej wolnej, świadomej, jakby to ona była przyszłością ludzkości, a człowiek miał skończyć w klatce jako przedstawiciel wymarłego gatunku.

Reżyser pozwala pomału rozwijać się uczuciu między maszyną a człowiekiem. W przeciwieństwie do autora Podziemnego kręgu (1999) i jego ostatniej produkcji umożliwia nam nabranie pewnego dystansu do swojej historii. Gra niedopowiedzeniami, subtelnymi tropami, ale nie manipuluje naszą sympatią, nienawiścią, współczuciem, kierując je raz w jedną stronę, raz w drugą. Nie gra na niskich emocjach jak poruszający podobny temat Chappie (N. Blomkamp, 2015), gdzie robot był jak niemowlę i wywoływał uśmiech widowni. Ava głównie wzbudza podejrzenia co do swoich intencji. O ile sympatyczny metaliczny twór sprawiał wrażenie niewinnego, tak android jest dorosłą i zdolną do machinacji, wykorzystującą swoją (sztuczną) inteligencję kobietą. Kobietą, która trzyma zakazany owoc w rękach i kusi, abyśmy go skosztowali. Chociaż materiał mógłby posłużyć do bardziej stopniowego zaskakiwania widza, częstszych twistów, twórca zostawia je na koniec, każąc protagoniście wątpić w swoje człowieczeństwo, zwodząc nas co chwilę i zmuszając do reinterpretacji poprzedzających aktów, a tym samym naszego stanowiska na temat postaci. Prowokuje nasze umysły do wytężonej pracy, ale jednocześnie kumuluje wszystkie emocje, aż w końcu pozwala im wybuchnąć z pełną siłą w ostatnich scenach.

Alex Garland zadaje pytania charakterystyczne dla gatunku science-fiction. Zastanawia się nad świadomością robota, szuka istoty człowieczeństwa i tego, ile z niej zostało we współczesnym skomputeryzowanym świecie. Ex Machina to algorytm precyzyjnie ziszczający największy koszmar cyberpunkowców. Z Eurypidesowego pojęcia reżyser wyrzucił Boga. Zostawił maszynę, androida, który przestał marzyć o elektrycznych owcach, a zaczął o prawdziwych.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za seans dziękuję sieci kin

cc

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: