Focus

Focus (2015) to pełen zaskakujących twistów caper film; twórcy spychają kryminalną intrygę na dalszy plan, a większy nacisk kładą na inne elementy i wątki – eksponują między innymi humor i śmiałość postaci. Dla głównego bohatera nie ma rzeczy niemożliwych, otacza go luksus, a on dąży do ciągłego wzbogacania się. Czegoś mu jednak brakuje i nie zdaje sobie z tego sprawy, dopóki jest już za późno. Glenn Ficarra i John Requa poszukują ciepła w świecie wyzutym z wszelkich uczuć i skrupułów.

focusoPodobnie jak w swoich poprzednich filmach prezentują historię miłości w okolicznościach, w jakich nie miała ona prawa zaistnieć. W I love you Phillip Morris (2009) Steven (Jim Carrey) znalazł swoją drugą połówkę w więzieniu. W Kocha, lubi, szanuje (2011) tych romansów było kilka i każdy na swój sposób zakazany: czy to randki z córką nowego kumpla, czy zauroczenie nastolatki o wiele starszym mężczyzną. W Focusie uczucie rozwija się między mentorem a uczennicą. W swoim fachu nie mogą sobie na to pozwolić. Bardziej niż na spójnej opowieści reżyserom zależy na przedstawieniu kolejnych etapów związku.

Akcję można podzielić na trzy części rozgrywane w różnych miastach. Glenn Ficarra i John Requa oddzielają je od siebie elipsą, a o upływie czasu i zmianie miejsca informuje nas napis. Każdy z rozdziałów mógłby być osobną etiudą bądź krótkim metrażem opowiadającym o robionym przez postaci przekręcie. Posiadają własny wstęp, rozwinięcie i zakończenie razem z punktem kulminacyjnym i obowiązkowym elementem zaskoczenia. W pierwszym akcie poznajemy bohaterów, kiedy jedno próbuje oszukać drugie w ekskluzywnej restauracji na Manhattanie. On to stary wyga, znający się na swojej robocie oszust, w którego rodzinie zawód ten przekazywany jest z ojca na syna. Ona to nowicjuszka, sierota z wzruszającą historią dzieciństwa (brakuje jedynie molestowania), próbująca znaleźć swoje miejsce w złowrogim świecie. Jess (Margot Robbie) namawia Nicky’ego (Will Smith), aby nauczył ją fachu. Dzięki determinacji kobieta dołącza do zespołu złodziei mających w planach ograbienie z kosztowności fanów futbolu odwiedzających Nowy Orlean, aby obejrzeć mistrzostwa (nie Superbowl) w obiekcie potocznie zwanym Superdome.

Oczywiście nie będzie to takie proste. W końcu oszuści nie potrafią być uczciwi nawet między sobą. Zasady w świecie przedstawionym są proste. Kłam, ale nie pozwól się okłamać; manipuluj wszystkimi, nawet najbliższymi; zawsze bądź krok przed przeciwnikiem; nie miej skrupułów; miłość to słabość, a słabość oznacza koniec kariery. Jesteśmy świadkami pojedynku między Nickiem a Jess, przypominającego wojnę Milesa (George Clooney) i Marylin (Catherine Zeta-Jones) z Okrucieństwa nie do przyjęcia (2003) braci Coen.

Walka z poziomu fabularnego przeistacza się w pojedynek aktorski. Will Smith po niezbyt trafionych decyzjach zawodowych próbuje wyjść z dołka, w który wpadł, grając w produkcjach niereprezentujących większych wartości artystycznych. Książę z Bel-Air w końcu poszedł na ugodę ze swoim wiekiem i na swój sposób w końcu dorósł. Wciąż jest czarusiem, ale już po przejściach, pełniejszym pokory, z coraz mniejszą dozą chłopięcości. Jakby pewna przedstawicielka płci pięknej złamała serce Hitchowi: Najlepszemu doradcy przeciętnego faceta (A. Tennant, 2005), przez co postanowił zmienić branżę i naukę podrywu samotnych facetów zastąpił szkoleniem oszustów. Smith kreuje Nicky’ego na świadomego własnych słabości wrażliwego przestępcę. Postać od ojca otrzymała przydomek mellow, czyli ‘łagodny, miękki’, a jednocześnie ‘dojrzały’. Jego przeciwieństwem jest Margot Robbie, będąca ucieleśnieniem seksu. Kusi swoją kobiecością, niczym w pamiętnej scenie z Wilka z Wall Street (M. Scorsese, 2013), gdzie bez majtek rozkładała nogi przed Belfortem (Leonardo DiCaprio), aby pokazać mu, czego już nie dostanie. Australijka zadziera nosa (w pozytywnym sensie) i ma do tego jak największe prawo. Jess w jej wykonaniu to pewna siebie, pozbawiona skrupułów kobieta, ale tylko do pewnego momentu – kiedy w końcu z uniżoną głową przyjmuje swój los. Z urokiem odbiera nawet autotematyczny żart: przytyk rzucony przez partnera w stronę jej rodaków. Aktorzy stanowią swoje uzupełnienie i jedno jest kontrapunktem drugiego. Taka wojna to przyjemność dla oczu!

Podkreśla ją tonacja utrzymywana przez Xaviera Grobeta. Współpracował z reżyserami przy ich pierwszym pełnym metrażu, wspominanym I love you Phillip Morris. Autor zdjęć eksponuje barwy ciepłe i zimne. Zestawia je ze sobą, jakby toczyły nieustanną walkę o dominację, jakby odcienie czerwieni próbowały stłamsić niebieski chłód świata przedstawionego związany z fachem bohaterów. Nie sposób uniknąć skojarzeń z pracą Elliota Davisa w Co z oczu to z serca (1998). Tym bardziej że to nie jedyny element, w którym można doszukiwać się inspiracji filmem Stevena Soderbergha. Wystarczy chociażby porównać przedstawienie spotkania Nicky’ego i Jess w manhattańskiej restauracji ze sceną inscenizowanej randki Jacka Foleya (George Clooney) i Karen Sisco (Jennifer Lopez).

Podobnie jak bohaterowie siebie nawzajem, tak Glenn Ficarra i John Requa próbują oszukać publiczność. Tak jak często twórcy filmów poruszających tematykę oszustw rezygnują z suspensu na rzecz zaskoczenia. Manipulują naszą uwagą, nie podając tropów mających naprowadzić nas na rozwiązanie; wiemy niewiele więcej niż ofiary przestępstw. W pierwszym akcie wieszają strzelbę Czechowa na ścianie, w drugim o niej napomykają po to, żeby w trzecim w końcu wystrzeliła. Podważają wiarygodność bohatera, wokół którego ogniskują narracje, już wtedy gdy odkrywają przed nami jego zawód. Potem powtarzają zabieg, prezentując jego zdolność do machinacji. Nie wzięli pod uwagę, że to oręż obusieczny, a widz w przeciwieństwie do postaci w końcu uodparnia się na ich sztuczki. Mogą nas nabrać raz, drugi, ale ze względu na podobną budowę rozdziałów opowieść pomimo częstych zwrotów akcji jest przewidywalna i wtórna. Aż trudno oprzeć się pokusie, aby wykrzyczeć na koniec znane powiedzenie: bujać to my, ale nie nas.

Reżyserzy przykuwają nas przed ekran na wszelkie możliwe sposoby, ale podobnie jak w dwóch swoich poprzednich produkcjach nie dają rady utrzymać naszej koncentracji na śledzeniu losów bohaterów. Ich wszystkie sztuczki biorą w końcu w łeb, a zaskoczenie zastępuje nuda. Pomimo tego Focus jest przyjemnym oderwaniem od rzeczywistości. Pozwala na niecałe dwie godziny zapomnieć o dręczących nas problemach, wejść w skórę ludzi otoczonych luksusem, mogących być kim tylko chcą, żyjących na pełnych obrotach, przekazując w ten sposób tandetną prawdę, że pieniądze szczęścia nie dają.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za seans dziękuję

cc

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: