Kick-Ass vol. 3 – Mark Millar, John Romita Jr

ka3„Zawsze byłem ciekaw, dlaczego nikt wcześniej tego nie zrobił. No bo w sumie, biorąc pod uwagę te wszystkie komiksy i seriale, można by przypuszczać, że przynajmniej jeden ekscentryczny samotnik uszyje sobie kostium. Czy codzienne życie naprawdę jest tak ekscytujące? Czy szkoły i biura są naprawdę tak emocjonujące, że tylko ja o tym marzyłem? Daj spokój. Nie oszukujmy się. Wszyscy w jakimś momencie naszego życia chcielibyśmy zostać superbohateramiˮ.

Takie słowa czytamy na planszach rozpoczynających i kończących historię Kick-Assa. Mark Millar i John Romita Jr zamykają swoją 23-zeszytową opowieść w klamrze i zaspokajają ciekawość głównego bohatera, narratora. W tym czasie Dave Lizewski ze zwykłego geeka i popychadła staje się prawdziwym superbohaterem oraz zyskuje pewność siebie, a nawet dziewczynę. Numery zebrane w trzecim tomie komiksów o „chłopaku w kostiumie nurka, dzieciaku walczącym z przestępcami za pomocą dwóch kijów”[1] dostarczają tyle samo emocji, co dwie wcześniejsze serie razem wzięte.

Tym razem autor nie rozpoczyna od stawiania bohatera w sytuacji bez wyjścia, który mówi nam, że powinien zacząć opowieść od początku. W pierwszej odsłonie Kick-Ass siedział na krześle z przewodami elektrycznymi przyczepionymi do jąder, a w kolejnej brał udział w finałowym starciu na Times Square. Pomimo zmiany, budowanie napięcia wychodzi nawet lepiej niż wcześniej. Jak na porządną kontynuację przystało, wszystkiego jest tutaj więcej. Łącznie z ilością kłopotów. Do tego, w przeciwieństwie do poprzednich perypetii, najbardziej doświadczona w walce z przestępcami ma związane ręce. Dosłownie i w przenośni.

Hit-Girl została aresztowana przez policję. Członkowie Kręgu Sprawiedliwości trenują, aby wydostać ją z więzienia. Gdy w końcu są gotowi na akcję ratowniczą i stają przed miejscem jej osadzenia, dopada ich strach. Uciekają i następne tygodnie spędzają na zbijaniu bąków. W międzyczasie do Nowego Jorku przybywa z Sycylii Rocco Genovese. Wujek Motherfuckera planuje zjednoczyć gangi i stworzyć organizację przestępczą (w skrócie mafię) działającą na całym wschodnim wybrzeżu.

Podczas lektury czeka nas polowanie na zamaskowanych bohaterów, problemy w życiu osobistym, kłótnie, tworzenie i działania konkurencyjnej grupy, odwieszenie kostiumu na wieszak, a także wielka rozróba na sam koniec. Wszystko podawane, jak przy poprzednich seriach, w odpowiednich momentach i w odpowiednich dawkach. Pomimo oszałamiającej ilości akcji, uwagę najbardziej przykuwa psychologia postaci. Został na to położony bardzo duży nacisk, nawet w przypadku osób pojawiających się na chwilę. Angie Genovese jest opluwana na ulicy przez obcych z powodu przestępstw popełnionych przez jej syna. Obserwujemy stopniowy rozpad psychiki kobiety, niemal przemianę w mityczną Medeę. Szwagier kobiety Rocco to przestępca, jakiego publiczność kocha nienawidzić. Odkrywamy jego przerażającą historię i pragniemy, aby ktoś skopał mu tyłek. Znani z wcześniejszych zeszytów bohaterowie są tutaj bardziej wyraziści, a cechy, za które ich lubiliśmy, zostają jeszcze dosadniej wyeksponowane.

Dave wciąż próbuje uchodzić za poważnego superbohatera i nigdy wcześniej nie był przy tym tak zabawny. Każe Toddowi robić sobie zdjęcia, kiedy stoi w długim czarnym płaszczu nad grobem rodziców i zachwyca się swoim Bruce-Wayne’owskim wyglądem. Hit-Girl jest jeszcze bardziej zabójcza i twarda. Trzęsie całym więzieniem, pali papierosy, pije whisky i tasuje karty z Hello Kitty. Wychodzi na to, że ksiądz Popielnicki miał rację, nazywając słodkiego kotka okultystycznym symbolem. Demitologizacja bohaterów próbujących zbawiać świat to jedna z cech, za którą uwielbiam Kick-Ass.

Za maskami, kostiumami i pelerynami ukryci są zwykli ludzie, którzy spędzili życie na czytaniu komiksów. Pewnego dnia po prostu przestali marzyć i postanowili oczyścić swoje miasto z przestępców. I chociaż historia Millara osadzona jest w realności, kolory nałożone przez Deana White’a nadają jej specyficznego odrealnienia. Przenoszą nas do fantastycznego świata, przykuwającego uwagę za pomocą feerii barw, która ma uwodzić na pierwszy rzut oka. Kiedy jednak przyjrzeć się bliżej, to w połączeniu z rysunkami Romity odnajdziemy tu nieprzyjazny mrok. Nowy Jork przedstawiony został jako miasto rozrywane od środka przez mafię i skorumpowanych gliniarzy. Jego ciemne uliczki fascynują i przerażają jednocześnie. W każdym zakamarku czyha zło albo facet przebrany za psa zbierający pieniądze, aby uratować schronisko. Uznałbym to miejsce za gorsze od Gotham City.

Twórcy nie wypierają się inspiracji opowieściami o człowieku nietoperzu, a nie ma wątpliwości, że była główną. Bohaterowie planują wejść do pełnego mafijnych bossów pomieszczenia i wygłosić przemówienie alter ego Bruce’a Wayne’a z Batmana: Rok pierwszy Franka Millera i Davida Mazzucchellego. Tytuł ten i konkretna scena zostają przywołane w dialogach. Rozmowy naszpikowane są różnymi imionami kultowych bohaterów i twórców. Fani DC będą mieli frajdę odnajdując kolejne odniesienia. Z resztą miłośnicy konkurencyjnej marki również nie powinni narzekać.

Chociaż Kick-Ass należy do linii wydawniczej scenarzysty Millarworld, publikowany był pod szyldem Marvela. Jak wiemy z Niezwykłej historii Marvel Comics Seana Howe’a, „wesoła zagroda” – jeśli chodzi o prawa do dzieł – obchodzi się ze swoimi autorami, delikatnie mówiąc, szorstko. Z kolei Icon Comics to ich imprint (marka wydawnicza), którego zasadą jest, że prawa do wydawanych w nim komiksów ma twórca. Działając pod tą marką Millar mógł więc sobie pozwolić na wszystko. Dzięki temu stworzył niezwykłą, prześmiewczą historię. Zachował superbohaterską konwencję, ale jednocześnie, kolokwialnie mówiąc, zrobłi sobie z niej jaja. Z pewnością zarówno on, jak i jego współpracownicy czerpali radość z tworzenia świata przedstawionego.

A świat przedstawiony jest całym uniwersum. Do wszystkich opowieści w nim osadzonych scenariusz pisał Millar, a są to m.in. Nemesis (rys. Steve McNiven) czy The Secret Service: Kingsman (rys. Dave Gibbons). W omawianym wydawnictwie twórcy znaleźli miejsce na puszczanie oczek w stronę czytelników bądź – jak ktoś woli – reklamę innych swoich prac. Kiedy Dave wchodzi do kina z Valerie, stają przed plakatem Jupiter’s Legacy, będącego okładką pierwszego numeru tego komiksu (rys. Frank Quitely). Chociaż „chłopak w stroju nurka” rozpoczął ratowanie świata w 2008 roku, jest już całkiem pokaźną franczyzą. Trzeci tom to kontynuacja dwóch poprzednich oraz spin-offa Hit-Girl (poświęconego Mindy McCready i jej alter ego) rozgrywającego się między pierwszą, a drugą serią. Obie zostały przeniesione na ekran, ale przyznam szczerze, że mnie nie porwały. O wiele bardziej przypadł mi do gustu Super z 2010 roku, w reżyserii Jamesa Gunna (tak, tego od filmowych Strażników Galaktyki <<2014>>) z bardzo podobną historią. Mimo wszystko z niecierpliwością czekam na ekranizację zakończenia trylogii.

W trzecim tomie czytelnicy otrzymują iście wybuchową mieszankę ulubionych cech niezwykłych opowieści, tak często przecież pozwalających nam uciec przed koszmarną rzeczywistością. Jest to coś na miarę prezentu od fanów dla fanów. Kick-Ass vol. 3 bawi, uwodzi, trzyma w napięciu, obrzydza, daje nadzieję na lepsze jutro, a także wręcz rozkazuje spełniać marzenia. Mark Millar kończy historię nietypowego superbohatera dokładnie w taki sposób, w jaki chcielibyśmy, żeby się skończyła. Rysunki Johna Romity Jr. dodają jej dodatkowego splendoru i kiedy trzeba nadają szaleńczego tempa. Wstrzymajcie oddechy, zapomnijcie o Avengersach i Lidze Sprawiedliwych, a dołączcie do Kręgu Sprawiedliwości. Zobaczycie wtedy, jak rozrywkowe i wulgarne może być naprawianie świata.

[1] Cytat pochodzi z podziękowań Marka Millara znajdujących się na końcu tomu.

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

mucha

 

 

 

 

 

 

 

 

P.S. Przejrzyjcie wszystkie karty, bo po napisach końcowych, jak w filmach Marvela, czeka na was jeszcze jedna scena. Dzieło Kick-Assa inspiruje!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: