Wielka Szóstka

Big-Hero-6-posterDrogi czytelniku pozwól, że zamiast tradycyjnego wprowadzenia zaproponuję Ci spojrzenie na nową animację Disneya oczami dziecka. Don Hall i Chris Williams obudzili we mnie małego chłopca. Nagle wszystko, co wiem o kinie, straciło znaczenie. Na czas seansu odzyskałem coś, co – jak się obawiałem – utraciłem bezpowrotnie: niewinność widza, który ogląda jeden z pierwszych filmów w życiu. Zrozumiałem, jak mało istotna jest analiza Wielkiej Szóstki (2014) i próba racjonalnego uzasadnienia swoich reakcji, kiedy zauważyłem żywe zaangażowanie kilkuletniego chłopca siedzącego przede mną.

Przyznam szczerze: momentami odnosiłem wrażenie, jakbym był na jednym z seansów Rocky Horror Picture Show (J. Sharman, 1975) o północy. W przeciwieństwie do fanów, którzy wchodzili w interakcje z bohaterami kultowego klasyka dopiero po kilku seansach, chłopiec z pewnością oglądał animację po raz pierwszy. Jego krzyki, gibanie w rytm melodii, głośny śmiech oraz padanie z załamanymi rękoma na fotel idealnie odzwierciedlało istotę tego, co najważniejsze, kiedy gasną światła na sali. W jednym momencie umysł automatycznie został wyłączony, zniknęły myśli i wymagania względem filmu, a wyszły emocje. Kim jestem, aby próbować przekonać jakiekolwiek dziecko, że nie powinno dobrze bawić się na Wielkiej Szóstce? Że jest pełna klisz, ma naciąganą fabułę, a intertekstualność nie bawi?

Każdy mój argument zostałby zanegowany i nie mógłbym nic na to poradzić. Bo jak wytłumaczyć młodemu widzowi, co to jest klisza? „Ale ja tego nigdy wcześniej nie widziałem” – odpowiedziałby pewnie. Przewidywalność? – „Skąd mogłeś wiedzieć, co będzie dalej, jeśli wcześniej nie oglądałeś tego filmu”. Naciągana fabuła? – „Przecież to było kolorowe, a nie prawdziwe”. Intertekstualność? – „Co to jest? A, to ja nigdzie tego nie zauważyłem”. Dziecko odbiera bajkę zupełnie inaczej niż dorosły. Dlatego więc zamiast szukać minusów i zarzucać płytkość, będę zachwalał produkcję, bo już przy zawiązaniu akcji uroniłem łezkę.

W wybuchu podczas pokazu technologicznego na Uniwersytecie w San Fransokyo ginie brat głównego bohatera. Hiro pogrąża się w żałobie, jedyną pamiątką po bliskim jest robot o nazwie Baymax, który został stworzony z myślą o pomaganiu ludziom w leczeniu różnych dolegliwości. Jego dążenie do zaprogramowanego celu – w tym wypadku poprawy humoru protagonisty – napędza spiralę zdarzeń i pozwala odkryć straszliwą tajemnicę. Niezwykłemu duetowi w walce o życie pomaga czwórka przyjaciół. Razem tworzą zespół specyficznych superbohaterów.

Jeśli wyczuwacie tu rękę Marvela, to bardzo dobrze. Bo Wielka Szóstka to ekranizacja przygód komiksowych postaci właśnie z tego wydawnictwa. Bajka nie wyrzeka się swojego rodowodu. Ba, jest z niego dumna! Prócz odniesień do uniwersum znajdziemy też stały element marvelowskich ekranizacji, a mianowicie Stana Lee w małej rólce. Chociaż ciężko nazwać to rolą, bo widać go jedynie na portrecie jako ojca Freda, głupkowatego przybłędy przywodzącego na myśl przede wszystkim Kudłatego z serii przygód Scooby’ego Doo. Jest najbardziej pociesznym bohaterem, jego zadanie jako postaci przywodzi na myśl zabawnych przyjaciół głównych bohaterów, np. Olafa z Krainy lodu (C. Buck, J. Lee, 2013). Dzięki niemu nigdy nie jest zbyt poważnie, a uśmiech nie znika z twarzy widzów.

Marvel Entertainment należy do The Walt Disney Company i to duch drugiej firmy dominuje w produkcji. Superbohaterowie nie mają niezwykłych mocy zdobytych w ten czy inny sposób. Nie są to mutanci albo nordyccy bogowie. Są to herosi na miarę naszych czasów, biorą przykład z Billa Gatesa i Marka Zuckerberga: siłą swego umysłu zdobywają szturmem świat. Zwykłe geeki, nerdy mszczące się w słynnej serii rozpoczętej w 1984 roku za sprawą Jeffa Kanewa i jego Zemsty frajerów. Właśnie o taką rzeczywistość, przedstawioną w animacji walczyli Lewis (Robert Carradine) i Gilbert (Anthony Edwards). Dzięki zaawansowanej wiedzy technologicznej Hiro i jego paczka są w stanie pokonać własne słabości oraz stawić czoło śmiertelnemu niebezpieczeństwu.

Oczywiście standardowo obrazki są piękne, muzyka magiczna etc. To z pewnością wiecie, więc nie będę nikogo zanudzał powtarzaniem faktów. Na koniec chciałbym pochylić głowę przed Donem Hallem i Chrisem Williamsem i podziękować im za cudowną przygodę w sali kinowej, której po wysłuchaniu różnych opinii nie oczekiwałem. Wielka Szóstka mnie wzruszyła, rozbawiła, pokazała wiele uniwersalnych prawd i jestem szczęśliwy, że młodsze pokolenia otrzymują szansę nauki przez zabawę, jaką miałem ja wiele lat temu. Przestańcie czytać kolejne recenzje czy pisać negatywne komentarze pod tym tekstem i idźcie na tę marvelowsko-disneyowską bajkę. Jeśli wstydzicie się iść sami, bo jesteście za starzy, zbyt poważni lub udajecie, że takie rzeczy was nie bawią, weźcie ze sobą własne dzieci, młodsze rodzeństwo, a jeśli nie macie takiej możliwości, to porwijcie jakiegoś nieletniego z przedszkola i zróbcie mu świąteczny prezent, kupując bilet. W jego cenie będziecie mogli zobaczyć również kilkuminutową, ale jakże wzruszającą i czarującą animację Uczta (P. Osborne, 2014).

Tekst opublikowany również na łamach portalu noircafe.pl

Za seans dziękuję sieci kin

cc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: