Endgame. Wezwanie – James Frey i Nils Johnson-Shelton

engameWokół trylogii Endgame zrobiło się głośno jeszcze na długo przed premierą jej pierwszej części. Tak multimedialnego projektu świat jeszcze nie widział. Z serią powiązana jest zabawa poszukiwawcza polegająca na rozwiązywaniu zagadek zawartych w książkach, które mają doprowadzić do skrytki ze złotem. Na nagrody przewidziano łącznie trzy miliony dolarów, o które może walczyć każdy. W styczniu 20th Century Fox wykupiło prawa do ekranizacji, zapowiedziana została nie tylko seria filmów kinowych, ale również serial telewizyjny i program typu reality show. Wielka akcja marketingowa ma sprawić, żeby czytelnicy mieli wrażenie uczestnictwa w rzeczywistej przygodzie[1]. Pozostaje tylko pytanie, czy w tym gąszczu atrakcji nie zapomniano o dobrej literaturze?

James Frey, założyciel i CEO firmy producenckiej Full Fathom Five, jest autorem sagi Dziedzictwa planety Lorien, której pierwsza część Jestem numerem cztery została przeniesiona na ekrany kinowe w 2011 roku przez D.J. Caruso. Teraz nadszedł czas na serię przywodzącą na myśl Igrzyska śmierci autorstwa Suzanne Collins, czyli kolejny obraz dystopii, w którym nastolatkowie muszą walczyć o przyszłość swoją czy nawet całej planety. Wezwanie to wstęp mający wprowadzić nas w świat, który czeka rychła zagłada. Opowieść zaczyna się, kiedy w Ziemię uderza 12 meteorytów, a my po kolei poznajemy bohaterów. Tuzin osób będących między 13 a 20 rokiem życia to doskonale wyszkoleni wojownicy. Każdy z nich reprezentuje pradawny lud i od najmłodszych lat był przygotowywany na to wydarzenie. Przy życiu pozostanie tylko ten, który odnajdzie trzy klucze. Drugie miejsce nie będzie nagradzane. Tylko główne postaci i ich rodziny są świadome zagrożenia, pozostali mieszkańcy – nie.

Okazuje się, że śmiertelne starcie ma służyć celom istot o wiele bardziej rozwiniętym niż my. Nad fabułą krąży duch szwajcarskiego pisarza Ericha von Danikena, autora koncepcji wpływu istot pozaziemskich na życie ludzi w czasach prehistorycznych. Wraz z bohaterami wędrujemy po wciąż budzących fascynację miejscach typu Stonehenge i odkrywamy coraz to nowe informacje dotyczące naszego stworzenia. Chociaż często można odnieść wrażenie obcowania z osobami posiadającymi jakieś supermoce, są to zwyczajni nastolatkowie, zawdzięczający swoje umiejętności morderczym treningom. Najbardziej widać to na przykładzie Sary Alopaty, dziewczyny, którą nieraz widzieliśmy w amerykańskich filmach dotyczących liceum. Jest ona uosobieniem wyobrażenia na temat królowych balu – piękna prymuska z chłopakiem futbolistą. Nienawidzi Endgame i trudno ją za to winić. Zdaje sobie sprawę, że jakikolwiek przejaw słabości może kosztować ją życie, więc podczas walk przemienia się w maszynę do zabijania wyzutą z wszelkich uczuć.

Gracze, bo tak nazywani są uczestnicy, początkowo nastawieni są na pracę w pojedynkę. W miarę rozwoju akcji zawiązywane są chwilowe bądź dłuższe sojusze. Nie zmienia to faktu, że każdy w każdej chwili może zginąć z rąk innego gracza. Jesteśmy świadkami nie tylko morderczej walki, ale również początków romansów, przyjaźni, nienawiści czy innego rodzaju więzi. Frey oraz współautor Nils Johnson-Shelton nie tracą czasu na zbędne opisy. Książka ma niecałe 500 stron, a na każdej z nich mamy do czynienia z czystą akcją. Między zabawą w Larę Croft lub w Indianę Jonesa trup ściele się gęsto, nie brakuje wybuchów, strzałów czy kraks samochodowych. Słowem, nudy nie uświadczymy, a nieraz wypadałoby jednak zrobić przerwę i złapać oddech.

Endgame. Wezwanie pozostawia po sobie zadowalający niedosyt, rozpala fascynację i nadzieję, że lektura kolejnych części dostarczy jeszcze więcej emocji, a także odpowie na pewne pytania. W tych nienormalnych czasach, w których znaleźli się bohaterowie, poszukiwana jest cząstka człowieczeństwa i wolnej woli. James Frey oraz Nils Johnson-Shelton są bezlitośni i bez mrugnięcia okiem odbierają bohaterom to, na czym im najbardziej zależy. W zalewie kolejnych sag dla młodych dorosłych poruszających podobne tematy, ta zwraca na siebie uwagę nawet od strony formalnej. Autorzy zrezygnowali z wcięć akapitowych. Jak zostaje zaznaczone, może, ale nie musi być to związane z rzeczywistą zagadką. Czytelnicy traktowani są poważnie. Nie uświadczymy tu nadmiaru patosu czy łzawych i często naiwnych momentów. Wyczuć można również ironię i zapowiedź przewrócenia koncepcji tego typu opowieści do góry nogami, a nawet i ich wyśmianie. Pierwsza część trylogii stanowi dowód na to, że wielka akcja promocyjna nie musi być lepsza od danego dzieła, a może iść w parze z solidnie napisaną książką.

[1] Więcej można dowiedzieć się tutaj: http://antyweb.pl/endgame-to-nie-jest-zwykla-ksiazka-to-interaktywny-projekt-w-ktorym-do-wygrania-sa-3-mln-prawdziwych-dolarow/.

Recenzja opublikowana również na portalu noircafe.pl

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

sqn

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: