Służby Specjalne

Najnowszy film Patryka Vegi Służby specjalne (2014) zostawia nas z wieloma pytaniami. Jest swego rodzaju tezą, a może nawet reakcją na nastroje społeczne i wątpliwości, z którymi każdy zaangażowany politycznie Polak boryka się na co dzień. Przez kogo tak naprawdę jesteśmy kontrolowani? Na kogo oddać głos wrzucany do urny przy okazji najbliższych wyborów? Komu jest na rękę nasz brak zainteresowania? A może od czasów PRL-u niewiele się zmieniło? Za dużo wątpliwości, za dużo tajemnic, za dużo wszystkiego…

Po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI) ktoś musi przejąć ich pracę. Powołana zostaje specjalna jednostka, do której trafiają Białko (Olga Bołądź), pułkownik Marian Bońka (Janusz Chabior) i kapitan Janusz Cerat (Wojciech Zieliński). Ekipa do zadań niemożliwych działa sprawnie, dopóki nie zaczyna zadawać niewygodnych pytań.

Vega pokazuje swoje postacie sprawnie. Miesza ich życie zawodowe z prywatnym w udany sposób i unika jednowymiarowości. Każdemu z bohaterów przypisana jest pewna cecha i jakiś cel. W miarę rozwoju akcji zaczynają inaczej patrzeć na swoje wybory, dostrzegają więcej niż wcześniej. Pragną coś zmienić, zauważają swoje błędy, a nawet przyjdzie im zrozumieć, że nie różnią się od swojego największego wroga. Męski świat, w którym żyją, nie pozwala na upragnione szczęście i spokojne życie.

Bo świat reżysera jest męski. Nie ma w nim już wiele z komercyjnych produkcji Ciacho (2010) czy Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć (2012). Znajdziemy za to zauroczenie, a może nawet tęsknotę za prawdziwymi macho. Chamstwo, wulgarność, mięśnie, siła i kilka innych cech utożsamianych głównie z płcią brzydką jest tutaj czymś pożądanym. Nie ma miejsca na słabości, nawet dla kobiet.

Ten sadystycznie męski świat wypełniony jest metaforami, niedopowiedzeniami i elipsami – szkoda tylko, że przesadzonymi. Do tego dochodzi przyprawiająca o ciarki muzyka, która nie jest zła, ale nachalnie podnosi napięcie i sugeruje tajemnicę. Za dużo tutaj enigmy, co wprowadza kompletny chaos. Produkcja traci przez to na zrozumiałości. Zwykły Jan Kowalski przechodzący akurat koło kina, jeśli zobaczy plakat przedstawiający laskę z mięśniami i zechce się rozerwać, po kilkunastu minutach będzie znudzony. Twórcy mieli jednak zamiar osiągnąć coś zupełnie innego. Świadczą o tym podpisy u dołu ekranu tłumaczące slang, którym posługują się bohaterowie.

Patryk Vega nie daje rady udźwignąć ciężaru spoczywającego na twórcy męskiego kina rozrywkowego. Szczególnie na poziomie scenariusza, którego również jest autorem. Dialogi są słabe, czasem sprawiają wrażenie wystrzeliwanych z ust niczym z karabinu. Pada kilka niezłych tekstów, ale to tyle. Innym razem twórca chyba sam nie wie, co chce powiedzieć poprzez daną scenę.

Nigdy nie byłem zwolennikiem teorii typu „pancerna brzoza” Antoniego Macierewicza, a miałem wrażenie, że Służby specjalne, namawiają mnie, żebym w nie uwierzył. Biorę na siebie pełną odpowiedzialność, bo nie udało mi się wyciągnąć z seansu wszystkiego, co oferował (widocznie nie śledzę aktualnych wydarzeń tak uważnie, jak myślałem). Ocena (3/6) jest kompromisem między zabawą w sali kinowej a tym czego można wymagać od produkcji z ambicjami. Kiedy nie poświęca się mu dużo myśli, wychodzi całkiem znośny film akcji. I takim go zapamiętam. Może też brakuje mi tego typu kina w naszym kraju. Trochę niepokojące, zachęcające do rozejrzenia się wokół siebie, trochę do piwka z kumplami.

 

Recenzja opublikowana również na portalu noircafe.pl

 

Za seans dziękuję sieci kin cc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: