Danza macabra – wywiad z Tomaszem Czarnym, pomysłodawcą antologii Gorefikacje

„Więcej mniejszych, niezależnych wydawnictw i mniejsze nakłady. Coś w stylu <<druk na życzenie>>. Trzeba zrobić w końcu porządek z potworkami jakimi są wydawnictwa oferujące tak zwane <<współfinansowanie>>. Rozszerzyć rynek i target legalnych, pełnowymiarowych i pełnoprawnych e-booków. Inspiracje należy czerpać ze Stanów i Niemiec.”

Rafał Christ: Tomku, na jakich gatunkach byłeś wychowywany? Nie wierzę, że od dziecka był to tylko horror.

Tomasz Czarny: Zgadza się. Jako dziecko lubiłem baśnie braci Grimm, Andersena, Astrid Lindgren (Bracia Lwie Serce np.), powieści Adama Bahdaja. Później zetknąłem się z Hobbitem. Pokochałem fantasy. Andre Norton (cykl Świat Czarownic), Robert E. Howard (cykl o Conanie), Karl E. Wagner (cykl o Kanie). Czytałem też science-fiction, moimi ulubionymi pisarzami są Robert A. Heinlein, Philip K. Dick, Harry Harrison, Frank Herbert. Dopiero później sięgnąłem po horror i tak już zostało do dziś.

R.Ch.: Co było iskierką, że uświadomiłeś sobie, że będziesz pisał i to właśnie horror ekstremalny?

T.C.: Pierwsze opowiadanie z tego gatunku napisałem jeszcze w szkole podstawowej. Mam je do dziś. Miało tytuł Demon w metrze i przypominało wczesne rzeczy Barkera. Zresztą nic w tym dziwnego, bo z Księgami Krwi i Clivem Barkerem zetknąłem się właśnie w czasach podstawówki. Wtedy była to dla mnie zbyt monumentalna i przygniatająca lektura. Do dziś uważam, że jest to jeden z najcięższych i najbardziej przygnębiających zbiorów jakie kiedykolwiek wydano. Szkoda, że Barker poszedł w całkiem inną stronę, choć był jeszcze Powrót z piekła, Cabal czy Potępieńcza Gra.

R.Ch.: Czemu zdecydowałeś się tworzyć pod pseudonimem?

T.C.: Doskonale wiesz, co piszę. Poza tym chciałem oddzielić życie prywatne od sfery pisarskiej. Tomasz Czarny brzmi o wiele lepiej niż moje prawdziwe imię i nazwisko, przynajmniej w otoczeniu horroru. Trochę anonimowości, dystansu, także do siebie samego. Wtajemniczeni czytelnicy wiedzą co piszę, w życiu prywatnym ludzie nie muszą identyfikować mnie z literaturą tak mocnego kalibru.

R.Ch.: Czy w Polsce ciężko jest promować, a może przede wszystkim tworzyć, horror ekstremalny?

T.C.: Niestety bardzo ciężko. Sam proces tworzenia nie jest trudny, przynajmniej u mnie, ale wydawać w poważnych, szanowanych wydawnictwach graniczy niemal z cudem. Sam wiesz jak jest.

R.Ch.: Niestety wiem. Czy nie jest to zbyt niszowy gatunek dla naszego katolickiego kraju? Wiadomo, że zwykły horror praktycznie u nas nie istnieje, co dopiero ekstremalny.

T.C.: Nie sądzę, by jedno z drugim miało aż tyle wspólnego. Istotną rolę stanowi natomiast marketing i sama promocja, która oprócz Internetu jest praktycznie zerowa. Dobre rzeczy zawsze się przebiją, ale niekoniecznie już sprzedadzą i tu jest główny problem według mnie.

R.Ch.: Skoro już jesteśmy przy naszym pięknym kraju, co byś zmienił we współczesnych wydawnictwach?

T.C.: Umowy i nakłady. Więcej mniejszych, niezależnych wydawnictw i mniejsze nakłady. Coś w stylu „druk na życzenie”. Trzeba zrobić w końcu porządek z potworkami jakimi są wydawnictwa oferujące tak zwane „współfinansowanie”. Rozszerzyć rynek i target legalnych, pełnowymiarowych i pełnoprawnych e-booków. Inspiracje należy czerpać ze Stanów i Niemiec.

R.Ch.: Czy ze względu na takie, a nie inne podejście wydawców, polscy autorzy są skazani na wydawanie swojej twórczości w Internecie?

T.C.: Trochę tak i trochę nie. To ostatecznie czytelnik decyduje, na co ma ochotę. Uważam, że z naszym horrorem i mocną sensacją jest już coraz lepiej. Czytelnik coraz częściej sięga po powieści polskich pisarzy. Nie wiem jak jest z samym poziomem, bo mam spore zaległości odnośnie polskiej literatury ogólnie, nie tylko beletrystyki. Ale na mojej półce przybyło ostatnio trochę polskich powieści i niedługo zamierzam po nie sięgnąć.

R.Ch.: To może trochę reklamy… Jakie strony odwiedzać, jakie książki, gazety czytać, aby pomóc w promocji Twojego ukochanego gatunku?

T.C.: To może już konkretnie:

HORROR ONLINE, HORROR REVIEWS, KOSTNICA.PL, GRABARZ POLSKI, CARPE NOCTEM, THE DARK ZONE PROJECT, GILDIA.PL, HORROR MASAKRA, REPLIKA, NIEDOBRE LITERKI, QFANT i dużo, dużo innych.

ZAGRANICZNE: BLOODY DISGUSTING, FANGORIA, EDWARD LEE OFFICIAL WEBSITE i inne.

R.Ch.: Czy ludzie boją się nowych nazwisk skoro na półkach w księgarni, jeśli chodzi o horror, wciąż widuje się te same nazwiska z Kingiem, Mastertonem, czy Koontzem na czele?

T.C.: Myślę, że może nie tyle się boją ile na siłę jest im to wpajane. Z drugiej strony są to już bardzo wypróbowane nazwiska, więc jeśli ktoś ma ochotę ograniczać się do twórczości tych trzech pisarzy to jest jego prywatna sprawa. Ja stawiam na Richarda Laymona, Poppy Z. Brite, Richarda Mathesona, Joe R. Lansdale, Richarda Kadreya, Wratha Jamesa White’a, Edwarda Lee, Raya Gartona i innych.

R.Ch.: Gorefikacje zarówno część I jak i I tom części drugiej są mocnym kopem w krocze dla czytelników. Czy, nawet jeśli wydane zostały tylko w Internecie, nie miałeś obaw typu „co ludzie powiedzą”?

T.C.: Oczywiście, że miałem, ale jest to tylko literatura i należy traktować ją z przymrużeniem oka i jako zabawę, także stylem i konwencją. Nie zależy mi już na tym co ludzie powiedzą. Mam stałe grono fanów i ciągle pojawiają się nowi. Ludzie wiedzą czego chcą i czego oczekują. Uważam, że dołożyłem do środowiska swoją mocną, oryginalną i unikatową cegiełkę i śmiało mógłbym na tym zakończyć. Ale to byłoby zbyt proste i oczywiste.

R.Ch.: Spotkałeś się z ludźmi, którzy ocenialiby Ciebie przez pryzmat twojej twórczości? Mówili, że jesteś nienormalny, nie chcieli z tobą przebywać, etc.

T.C.: Nie. I tyle.

R.Ch.: Nisza to Twoje opowiadanie z II części Gorefikacji. Tytuł jest symboliczny?

T.C.: Tak, tytuł jest symboliczny i jest to zamknięcie pewnego etapu w moim pisaniu, przynajmniej będę się starał (śmiech). Bardzo dużo ludzi wymaga ode mnie tego, bym zakończył etap związany z hardcorem i napisał coś bardziej przystępnego, dla szerszego grona czytelników, większego audytorium. Pierwsza próba już w lipcu, jeśli wszystko dobrze się ułoży.

R.Ch.: Czy istnieje jakiś soundtrack przy którym najlepiej czytać Twoje opowiadania?

T.C.: Polecam wszystkie soundtracki ze starych horrorów. Te lubię najbardziej. Ostatnio bardzo lubię soundtrack z The Lords of Salem. Jest doskonały, jak film i książka.

R.Ch.: Duety w polskiej grozie są dość popularne wystarczy wymienić Dawida Kaina i Kazimierza Kyrcza, czy ostatnio Łukasz Radecki i Robert Cichowlas. Z kim Tomasz Czarny mógłby stworzyć opowiadanie, bądź powieść?

T.C.: Planów było i nadal jest wiele. W tym momencie całkowicie skupiam się na powieści i bardzo dużo czytam prywatnie. Dużo odpoczywam, relaksuje się. Ostatnie dwa lata nieźle dały mi w kość, ale powoli dochodzę do siebie.

R.Ch.: Wywiad, który przeprowadziła z Tobą Karolina Kaczkowska dla portalu szuflada.net ukazał się również na łamach onet.pl. Byłeś zdenerwowany tym faktem, o co chodziło?

T.C.: Nie chodziło o sam wywiad, ale o dość negatywny odbiór w środowisku. Zawsze byłem szczery i bezkompromisowy. Niektóre osoby mnie za to cenią, inne ganią, ale to ich problem. Niech popracują nad sobą i spojrzą w lustro, wyleczą swoje ego i kompleksy, potem dopiero oceniają mnie. Jestem kontrowersyjny, tak jak i moja proza, więc wszystko pasuje do siebie. Poznałem też już co to zazdrość i zawiść w polskim środowisku horroru i coraz bardziej stoję na uboczu. Nie obchodzi mnie kto z kim, komu, po co i dlaczego. Nie żyję tym. Ważne jest samo pisanie. Małe psy szczekają głośno. Jednocześnie do szału doprowadzają mnie te układy, układziki, klany, plotki, szemranie za plecami i wywyższanie się. Chcę być od tego wolny. To przeszkadza.

R.Ch.: Czy to nie jest dodatkowa i darmowa promocja dla Ciebie, oraz gatunku?

T.C.: Jest. Ale lepiej byłoby jakbym był grzecznym dupowłazem za przeproszeniem i zamiatał wszystko pod dywan. Pisarz nie zawsze musi być cichym chuderlakiem cierpiącym na astmę i nie mającym za co żyć, nieprawdaż? Ja na pewno taki nie jestem. Zrobiłem swoje.

R.Ch.: Masz małego synka. Co czytasz mu na dobranoc?

T.C.: Niestety nie mam już takiej możliwości, nad czym strasznie boleję. Ale czytałem mu Kubusia Puchatka, Króla Lwa i inne spokojne i wartościowe rzeczy.

R.Ch.: Czego boi się Tomasz Czarny?

T.C.: Samotności. Choroby. Utraty bliskich. Bardzo poważnym problemem jest też u mnie ostatnio tęsknota. Braku zrozumienia. Narastającej głupoty w tym kraju i ogólnie na świecie. Nietolerancji i wojen. Braku miłości. To moje demony.

R.Ch.: Czym zniesmaczysz nas w najbliższym czasie?

T.C.: Obawiam się, że albo niczym albo nie będzie tego zbyt wiele. Moje ostatnie opowiadania i powieść nie są już tak dosadne i krzykliwe, bazują na całkiem innych emocjach. To będzie całkiem nowe oblicze i mam nadzieje, że spodoba się nawet bardziej niż to obecne. Trzeba iść do przodu, ciągle się rozwijać.

R.Ch.: Czego nauczyłeś się sam, a wolałbyś, żeby ktoś Cię tego nauczył?

T.C.: Bardzo, bardzo trudne pytanie… (śmiech)

R.Ch.: Dziękuję za rozmowę.

T.C.: Również bardzo dziękuję za rozmowę, pozdrawiam serdecznie

Wywiad przeprowadzony dla portalu noircafe.pl

Antologię „Gorefikacje” można pobrać za darmo tutaj.

Antologię „Gorefikacje II” można pobrać za darmo tutaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: