W cztery oczy z władcą strachu – wywiad z Grahamem Mastertonem

„To zaskakujące jak ludzie pokochali 50 twarzy Greya, co jest historią pełną przemocy i seksu. Kobiety często czują pociąg seksualny do mężczyzn, których się boją. Weźmy faceta bardzo bogatego, u władzy czy niebezpiecznego. Kobiety uważają takich za bardzo atrakcyjnych. Jest jakieś seksualne podniecenie w byciu przerażonym i myślę, że to samo dzieje się przy moich książkach.”

Rafał Christ: Jesteś seksuologiem…

Graham Masterton: Można tak powiedzieć, ale nie uważam siebie za seksuologa. Pisałem książki na temat seksu i związków ludzkich.

R.Ch.: Jak tego typu wiedza pomaga ci w pisaniu horrorów?

G.M.: Podniecenie seksualne i strach to bardzo mocne emocje, więc opiera się to na rozumieniu jak ludzie czują się podczas ich przeżywania. Zachodzi wtedy wiele podobnych procesów. Niektórzy są bardo podekscytowani, gdy się boją. Wtedy dużo adrenaliny dostaje się do systemu, czyli zachodzi taka sama reakcja, gdy ludzie są podnieceni. Więc kiedy piszę o seksie czy tworzę horror, piszę o ekstremalnych ludzkich odczuciach. Myślę, że sukces leży w rozumieniu obu tych sytuacji.

R.Ch.: Napisałeś poradnik How a woman loves to be loved jako Angel Smith. Czemu nie chciałeś tego publikować pod własnym nazwiskiem?

G.M.: To nie tak, że nie chciałem. Pracowałem wtedy w magazynie Penthouse. Do redakcji przyszedł wydawca, który chciał mieć książkę o seksie dla mężczyzn, ale napisaną przez kobietę. Zdjęcie pięknej blondynki, które umieścili na okładce miało sugerować autorkę, natomiast  głównym zamysłem książki było nauczenie mężczyzn, czego kobiety pragną w łóżku. Zgodziłem się, nie miałem nic przeciwko byciu Angel Smith i nie robiłem nic, żeby to ukryć. Później nawet dostawałem wiele listów od męskich fanów, którzy wyznawali mi miłość.

R.Ch.: No właśnie listy od fanów. Był jeden wyjątkowo dziwny, który dostałeś jako Angel Smith.

G.M.: Tak, był jeden bardzo dziwny. W środku było coś… jakby gąbczastego, kiedy to otworzyłem okazało się, że to kondom. Działo się to rano. Leżę w łóżku z żoną. W jednej ręce trzymam tego kondoma, a w drugiej list i czytam: „Droga Angel, tak bardzo cię kocham, wysłałem ci prezent. Naciągałem tego kondoma na penisa raz po raz i jest on dla ciebie.” Przerzuciłem z obrzydzeniem tę rzecz przez cały pokój. Mimo wszystko większość listów była dość miła typu kocham cię Angel czy z ofertami spotkań. Może dlatego ten jeden był takim zaskoczeniem. Książka bardzo dobrze się przyjęła, sprzedała się prawie w milionie kopii.

R.Ch.: W 1976 roku napisałeś How to Drive Your Man Wild in Bed w Polsce Magia Seksu. Skąd to się wzięło?

G.M.: Pracowałem dla Penthouse i Mayfair, a także dla magazynów erotycznych w Sztokholmie, które były hardcorowe. Wtedy poznałem seksuologów, prostytutki, jak np. Xaviera Hollander. Możesz jej nie kojarzyć, ale była nazywana Happy Hooker i napisała bardzo popularną książkę o swoich doświadczeniach jako prostytutka. Poznałem Monique von Cleef, która już nie żyje, ale była słynną dominatrix. Znałem je bardzo dobrze i rozmawialiśmy o ich doświadczeniach. Podczas pracy dla tych magazynów i rozmów z czytelnikami wiele się dowiedziałem na temat seksu. Chciałem napisać książkę, nie medyczną, psychologiczną czy z suchymi faktami, tylko książkę, w której potocznym językiem powiem, jak poradzić sobie z danym problemem. Chciałem też, żeby wywoływała podniecenie seksualne, żeby ten, kto po nią sięga, czuł podniecenie, dzięki czemu już samo czytanie mogłoby pomóc w związku.

R.Ch.: Znasz kogoś, komu ta książka naprawdę pomogła?

G.M.: Właściwie nie zdawałem sobie sprawy, kiedy pierwszy raz została wydana w Polsce, zdaje mi się, że koło 1991 roku jako Magia Seksu, jakie wywołało to wrażenie. Gdy później przyjechałem do Polski, kobiety w średnim wieku podchodziły do mnie na podpisywaniu książki i dziękowały mi. Twierdziły, że zmieniłem ich małżeństwo. Wtedy zrozumiałem, że miało to wielki wpływ na ludzi. Raz gdy byłem w Warszawie lekarz, starszy facet już na emeryturze, podszedł do mnie i powiedział, że kiedy pierwszy raz czytał Magię Seksu myślał, że to okropna książka. Potem przeczytał ją jeszcze raz i zrozumiał, że każda opisana rzecz jest prawdziwa, że rady które dałem, aby ulepszyć życie miłosne były właściwe. Od tamtej pory za każdym razem, gdy ktoś przychodził do jego kliniki z problemem seksualnym, radził, aby kupił Magię Seksu. Uścisnął mi dłoń i stwierdził, że nie mam pojęcia, jak bardzo moja książka pomaga ludziom. Było to bardzo miłe.

R.Ch.: W twojej powieści Wyklęty był opis mężczyzny uprawiającego seks z duchem i było to niesamowicie realistyczne.

G.M.: No właśnie, znowu jest to połączenie seksu i strachu. To zaskakujące jak ludzie pokochali 50 twarzy Greya, co jest historią pełną przemocy i seksu. Kobiety często czują pociąg seksualny do mężczyzn, których się boją. Weźmy faceta bardzo bogatego, u władzy czy niebezpiecznego. Kobiety uważają takich za bardzo atrakcyjnych. Jest jakieś seksualne podniecenie w byciu przerażonym i myślę, że to samo dzieje się przy moich książkach.

R.Ch.: Opowiadanie Obiekt seksualny jest o kobiecie, która zaczyna dorabiać sobie pochwy na całym ciele. Skąd bierzesz takie pomysły?

G.M.: Naprawdę nie wiem. Ludzie chodzą do chirurgów plastycznych, aby poprawić swój wygląd i pomyślałem sobie, że to cudowny pomysł na horror. Dodatkowo chciałem pokazać, że kobiety zdolne są do wszystkiego, aby zadowolić mężczyznę, którego kochają. To nie było tylko opowiadanie, powstał też komiks. Naprawdę nie wiem skąd wziął się ten pomysł. Jedna rzecz prowadziła do drugiej. Była kobieta, która chciała zadowolić swojego faceta i doprowadziłem to do ekstremum.

R.Ch.: Napisałeś Manitou. Ile czasu ci to zajęło?

G.M.: Pierwsza wersja zajęła mi pięć dni. Akurat miałem wolne między dwiema książkami o seksie. Tyle co skończyłem How to turn yourself on, możesz sobie wyobrazić o czym to było. Wysłałem to do wydawcy na tydzień przed terminem, moja żona była wtedy w ciąży z naszym pierwszym synem. Sam nie wiem do końca jak na to wpadłem. Manitou poznałem w westernie, który czytałem, gdy byłem młody. Jeśli chodzi o tę książkę How to turn yourself on, dostałem odpowiedź od wydawcy dwa tygodnie później, że w tej chwili na rynku w Ameryce jest wiele poradników seksualnych i może to nie mieć siły przebicia. Mieli ze mną kontrakt na książkę, więc spytał, czy nie mam czegoś innego, powiedziałem o tym horrorze i zgodził się. Wysłałem im, kupili od razu, kazali mi tylko trochę zmienić zakończenie. Kilka miesięcy później na lotnisku w Los Angeles książka wpadła w ręce reżyserowi Williamowi Girdlerowi i w ciągu roku powstał film. To było niesamowite, coś niezwykłego! Ogromna ilość sprzedanych kopii. Tak to się zaczęło. Nie planowałem być autorem grozy. Nie chcieli mojej książki o seksie i powstał Manitou, a potem inne. Może dlatego, że napisałem tyle horrorów, nie boję się rzeczy nadprzyrodzonych, za to wierzę w niezwykłe zbiegi okoliczności.

R.Ch.: A czy te pięć dni, w które napisałeś Manitou to był twój rekord?

G.M.: Nie, były rzeczy, które napisałem szybciej. Mówię o dwóch książkowych adaptacjach filmowych. Jeden był do filmu z Richardem Dreyfuss Cięcia, a w drugim grał Paul Michael Glaser Fobia. To jest łatwe, gdy masz scenariusz, słowa do dialogów i znasz historię, składasz to szybko, a na koniec dodajesz kilka rzeczy od siebie. Dzisiaj pewnie zajęłoby mi to trochę dłużej.

R.Ch.: To teraz może trochę o strachu. Czego się boisz?

G.M.: Właściwie to niezbyt jestem bojaźliwy, na pewno nie boję się jakichś nadprzyrodzonych rzeczy, nie wierzę w duchy czy tego typu zjawiska. Myślę, że rzeczami nadprzyrodzonymi nazywamy to czego nie rozumiemy, bo gdybyśmy je rozumieli nie balibyśmy się ich tak bardzo, więc nie boję się duchów. Oczywiście boję się o synów i wnuków, to naturalne. Nie mam jakichś fobii, nie uciekam przed pająkami, nie mam agorafobii, po prostu nie boję się.

R.Ch.: Czyli nie ma żadnych twórców, pisarzy, bądź filmowców, którzy mogliby cię przestraszyć?

G.M.: Nie czytam horrorów, w ogóle nie czytam. Wiesz piszę przez cały dzień i to byłoby jakby szef kuchni cały dzień gotował, a potem wracał do domu i robił to samo. Poza tym jestem bardzo krytycznym pisarzem. Krytycznym wobec siebie nawet bardziej niż wobec innych. Czytając innych pisarzy zawsze biorę pod uwagę to, czy zdanie jest źle skonstruowane, czy coś jest słabo wyjaśnione, więc niestety jest to ciężkie i smutne, ale nie mogę czytać dużo fikcji. Za to czytam gazety, które również mogą przybierać postać horroru.

R.Ch.: Czy lubisz swoją pracę?

G.M.: Oczywiście! To prawdopodobnie najlepsza praca jaką ktokolwiek mógłby mieć. Nie musisz nigdzie wychodzić, wstajesz rano i możesz zaczynać pisać w piżamie. Najlepsze jest to, że jesteś sam. Oczywiście prowadzi to do spotkań z ludźmi, jak dzisiaj w Krakowie, podczas Krakonu. Ciekawą rzeczą jest, że ludzie czytają twoje książki odkąd byli mali, znają cię, spotykają… Wydaje się to witaniem z przyjacielem, którego nie wiedziałeś, że posiadasz. To jest bardzo zmysłowe, bo znają cię tak długo, że wiedzą kiedy myślisz o seksie, kiedy o strasznych rzeczach (śmiech), o wszystkim. Dlatego kocham takie konwenty jak ten.

R.Ch.: Twoja żona była Polką. Co jest wyjątkowego w Polskich kobietach?

G.M.: Więc… Prawie wszystkie są piękne. Myślę, że Polskie kobiety są wyjątkowo ładne, wystarczy przejść ulicą i zobaczyć jak są seksowne. Kiedy pierwszy raz poznałem moją żonę była moją asystentką w Penthousie, byłem wtedy  żonaty z inną. Potem było przyjęcie z okazji świąt Bożego Narodzenia, zauważyłem, że ma taki polski wygląd i zakochałem się w niej. Kochałem ją przez cały okres naszego małżeństwa, czyli 37 lat. Jak widać zawsze byłem pod wrażeniem urody polskich kobiet (śmiech).

R.Ch.: Z twojego profilu na Facebooku wiem, że lubisz stare irlandzkie kawały. Mógłbyś jakiś opowiedzieć?

G.M.: Jakiś krótki… Seamus i Liam idą ulicą, dochodzą do salonu fryzjerskiego. Przechodząc obok, Liam nagle się zatrzymuje, patrzy przez szybę i mówi: Golą tam kogoś… On mi kogoś przypomina. Patrzy w lustro, nie? Seamus podbiega, odsuwa go na bok i mówi: Oczywiście, że go znasz, to ja. (śmiech)

R.Ch.: Czego nauczyłeś się sam, a wolałbyś, żeby ktoś cię tego nauczył?

G.M.: Są pewne rzeczy, których nie da się samemu nauczyć, jak np. gry na pianinie. Próbowałem, nie jestem w tym dobry, nawet potem wziąłem kilka lekcji, ale nie pomogło. Nie wiem szczerze mówiąc. Myślę, że ciekawą rzeczą przy pisaniu jest przygotowywanie się i nauka o pewnych sprawach. Ostatnio np. ta książka, którą pisałem jest osadzona w XVIII w. podczas przygotowań dowiedziałem się niesamowitych rzeczy. Teraz wiem jak jeździło się konno, jak się siodłało, jak ubierały się kobiety. Ciężka praca, ale jednocześnie satysfakcjonująca. Jedyną rzeczą, której trzeba uczyć się od innych, jest to, jak się czują, o czym myślą, co dzieje się w ich mózgu. To się często zdarzało, gdy pracowałem w Penthousie rozmawiałem z dziewczynami, nazywaliśmy je „Pet of the month” i było to uderzające jak często te władcze, piękne kobiety były bardzo nieśmiałe, brakowało im pewności siebie i miały za sobą wiele nieudanych związków. Te rozmowy z nimi były bardzo interesujące. dzięki nim nauczyłem się jak myślą kobiety i czego oczekują od życia.

R.Ch.: Dziękuję za rozmowę.

G.M.: Dziękuję bardzo.

Wywiad przeprowadzony dla portalu noircafe.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: