„Trzeba brać odpowiedzialność za swoje filmy…” – wywiad z Joanną Kos-Krauze i Krzysztofem Krauze

Pobrali się w 2004 roku i tworzą jeden z najciekawszych i najbardziej twórczych duetów w Polskim kinie. Najnowszy film Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze Papusza zakwalifikowany został do konkursu głównego na festiwalu filmowym w Karlowych Warach. O pracy nad filmem, inspiracjach i feminizmie rozmawiali podczas tegorocznej edycji Film Spring Open z Rafałem Christem.

Rafał Christ: Co w postaci Bronisławy Wajs-Papuszy zainteresowało państwa najbardziej i było bodźcem do stworzenia o niej filmu?

Krzysztof Krauze: Papuszę przyprowadziła Joanna.  Zamieszkała u nas na dobre kilka lat.

Joanna Kos-Krauze: Ja zawdzięczam poznanie Papuszy, podobnie jak Nikifora, mojej polonistce. Byłam w klasie humanistycznej i miałam to szczęście, że analizowaliśmy jej wiersze. Część z nas dość mocno się tym fascynowała. Myślę, że jest z nią trochę jak z Nikiforem. Ja zawsze mówię, że chyba nie poznałam go od razu do końca jako malarza, tylko zaczęło się od samej jego historii. Z obydwiema postaciami jest coś takiego, że każdy o nich słyszał, coś wie, ale nie całkiem potrafi to umiejscowić. Przez lata miałam gdzieś z tyłu głowy taką legendę Papuszy, legendę wyklętej poetki i opowieść o kobiecie, która zapłaciła straszliwą cenę, za publikowanie tych trzydziestu ośmiu wierszy. Zrobiliśmy Nikifora i szukaliśmy jakiejś możliwości dotknięcia tego tematu. Musiał nadejść odpowiedni czas.

R.Ch.: Praca nad filmem trwała 6 lat…

K.K.: Ale to nie było tak, że wstawaliśmy rano i myśleliśmy co dalej z Papuszą. To nie była na szczęście obsesja. W tym czasie powstawał jeszcze inny projekt, mieliśmy zrobić film Ptaki śpiewają w Kigali, do którego teraz wracamy.

J.KK.: W Gruzji są Ikony, które były malowane 40 lat. Proces twórczy nie jest procesem od jednego momentu do drugiego bez przerwy, tak? Na to wpływają różne czynniki. Tworzenie filmu to nie jest akurat taka materia, że człowiek jest sam na sam z kartką. Myślę, że to też dobrze, bo nawet jakby były pieniądze i wszystkie czynniki spełnione, takie można powiedzieć zewnętrzne, no to jest jeszcze ten czynnik wewnętrzny. Moment, kiedy wszyscy są gotowi, nagle świat też zaczyna się pod to układać i okazuje się, że się znajdują pieniądze i właściwi ludzie. Scenariuszowi, nam samym, czas dobrze robi. Czasami trzeba coś odłożyć.  Wiele razy przekonaliśmy się o tym. To naprawdę są fenomeny jak te opowieści, że ludzie się spotkają, napiszą w tydzień scenariusz i skręcą. Takie filmy powstały.

R.Ch.: Film obejmuje 77 lat życia autorki, które aspekty jej życia w nim znajdziemy?

K.K.: Dla mnie takim kluczowym momentem, jest dzień, kiedy Papusza postanowiła nauczyć się pisać i czytać. To był rzadki dar wśród Romów, nawet dzisiaj znaczna ich część  jest niepiśmienna.  W przyszłości, po latach, kiedy romska społeczność odrzuci Papuszę, zwierzy się: „Gdybym nie umiała czytać i pisać byłabym szczęśliwa”. Wstrząsające słowa w ustach wielkiej poetki.

J.KK.: Ja myślę, że jest też legenda narodzin. Przy takich postaciach wszystko w życiorysie funkcjonuje na poziomie legendy i nawet jak ma się dostęp do materiałów nie umiemy ich zweryfikować, natomiast trzeba znaleźć swój język na wypowiedzenie tego, tak? Jest legenda narodzin, tego jak została poetką i jest też aspekt historyczny. Oprócz tego, że jest Papusza, jest Ficowski, jest Tuwim no i oczywiście bohater zbiorowy, czyli ta Cygańszczyzna. Jest też zagłada, po której zostało niewiele świadectw materialnych i presja polityczna, to przymusowe osiedlanie Romów. Wszystko znajduje się w naszym filmie.

K.K.: Kanwą naszej opowieści jest spotkanie Papuszy i Jerzego Ficowskiego, który w roku czterdziestym dziewiątym ukrył się w taborze przed Urzędem Bezpieczeństwa i spędził w nim dwa lata. To spotkanie przesądziło o jej losie. Robienie takich filmów, które mają etnograficzny wymiar  przypomina odkrywanie kontynentów. Jest fascynujące. To są wprawdzie takie światy zastępcze, ale czasami jest nam w nich łatwiej żyć niż w otaczającej nas rzeczywistości.

R.Ch.: Czy można powiedzieć, że ten film wpisuje się w dialog na temat kultury romskiej?

K.K.: To jest, przede wszystkim, film o kobiecie, która wyprzedziła swoją epokę. O kobiecie, która w patriarchalnej społeczności miała odwagę przemówić własnym głosem.

J.KK.: Ja bym powiedziała, że jest to nawet dialog feministyczny. Pada takie pytanie: czy tego typu emancypacja kosztem utraty tożsamości, wykluczenia ze swojej społeczności jest możliwa, warta swojej ceny, jak połączyć te aspekty. Mieliśmy już pierwsze projekcje dla feministek i myślę, że są bardzo zadowolone.

K.K.: Dramat Papuszy, jest czytelny w każdej społeczności. Kobiety marginalizowane są permanentnie. Znaczną rolę odgrywa w tym kościół. Najbardziej patriarchalna instytucja życia społecznego. W szóstym wieku, na soborze w Macon biskupi dyskutowali, a potem głosowali: czy kobiety mają duszę? W trzynastym wieku, papież Honoriusz III pouczał: „Kobiety nie powinny przemawiać, gdyż noszą na wargach piętno Ewy, która przypieczętowała los mężczyzny”. W Lichtensteinie, kobiety nabyły prawo wyborcze  w roku 1984. Mówimy tu egalitarnej, demokratycznej Europie. W Arabii Saudyjskiej nie mają go do dziś.

R.Ch.: A propos feminizmu, znalazłem pani wypowiedź, że coraz bardziej wymaga pani od pana Krzysztofa feministycznego spojrzenia. Czy ten film można nazwać ukoronowaniem, pani starań?

J.KK.: Mam nadzieję, że nie. Myślę, że mam jeszcze parę spraw do rozliczenia z patriarchatem i Krzysiu jak najbardziej będzie to ciągnął. To jest też taki ciekawy proces, że o swoim filmie człowiek uczy się mówić i bardzo często zwraca się do dziennikarzy, którzy podają różne tropy interpretacyjne. Czasami czyta zdumiony, czasami jest wk******y, że ktoś znalazł w tym filmie jakąś rzecz, a czasami nawet pojawia się zaskoczenie, że ludzie interpretują to w jakiejś jeszcze innej przestrzeni. My uczymy się o tym mówić dopiero jak film zderza się z widzami. Zaczynamy rozumieć wszystkie rzeczy, które są tam powołane, albo wywołują emocje i skojarzenia. Pamiętam, że na początku jak mówiłam, że jest to film feministyczny, Krzysztof strasznie się denerwował. Potem to już stało się jasne. Dowodzi tego sam wybór tematu o kobiecie, która była bezdzietna, a w przypadku Romów to poważne obciążenie i która przekroczyła tę społeczność, bo była wykształcona jak na tamte standardy… U nich nie jest to jakimś wielkim plusem…

K.K.: Nie, ja protestuję przeciwko czemuś innemu. Uważam, że określenie „feministyczny” jest określeniem politycznym. To nie oddaje istoty sprawy, sprowadza wszystko do jednego mianownika.

J.KK.: Aczkolwiek polityka w tym filmie, też pełni swoją rolę.

K.K.: Istota jej poezji nie poddaje się takiej klasyfikacji.

J.KK.: Podobnie jak nie ma czegoś takiego jak kino kobiece. Kino kobiece może być mądre, głupie i faszystowskie, całkiem jak męskie.

R.Ch.: Dlaczego do głównej roli wybrali państwo Jowitę Budnik?

K.K.: To jest szósty film, który robimy z Jowitą i na pewno nie ostatni. Na początku myśleliśmy, że znajdziemy romską aktorkę, potem szukaliśmy aktorki podobnej do Papuszy.

J.KK.:  Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że musi ją zagrać ktoś, kto wie, czym jest Cygańszczyzna.

K.K.: Jowita czasem żartuje, że jest karmicznym wcieleniem Cyganki.

J.KK.: Od dziecka bywa na wszelkich festiwalach romskich. Jest zafascynowana muzyką, a jej mama działa we wszystkich stowarzyszeniach. Wiedzieliśmy, że Jowita co roku jedzie gdzieś z taborem. Nie przyszło nam nawet do głowy, żeby to ona zagrała, bo tu dochodzi do takiego stereotypowego myślenia, że to musi być cyganka, czy ktoś fizycznie podobny. Potem jak już zaczyna się na to inaczej patrzeć i ogląda się filmy Kusturicy, to widać, że ci Romowie bałkańscy, to oni nie wszyscy są ciemni i tak dalej. Jest mnóstwo blondynek i niebieskookich.

R.Ch.: Na koniec pytanie nie do końca związane z filmem. Czego nauczyli się państwo sami, a woleliby, żeby ktoś o tym państwu powiedział?

K.K.: Byłem cztery razy żonaty. Wolałbym od razu ożenić się z Aśką. Gdyby ktoś mi powiedział, że tak powinienem zrobić, to byłbym wdzięczny.

J.KK.: A ja nauczyłam się tego, że nie zawsze wszystko układa się po mojej myśli. Muszę szukać jakiejś możliwości przekonstruowania planów, raczej w sobie niż na zewnątrz. A z drugiej strony muszę powiedzieć, że przy tym filmie chyba nauczyliśmy się czegoś, co nam powtarzało wielu kolegów. Trzeba brać odpowiedzialność za swoje filmy i niestety również od tej strony produkcyjno-organizacyjnej. Nie można mówić jestem tylko artystą i to mnie nie obchodzi, to ma być jak chcę. Przyszedł taki czas, w którym ta kinematografia nazywa się absurdalnie producencką, co jest fikcją i mamy dużo więcej obowiązków przy filmie również od strony finansowej.

K.K.: Namawiam młodych ludzi, debiutantów, żeby jak najdłużej zachowali niezależność. Żeby robili filmy siłami przyjaciół, dla swojego pokolenia. Tanie filmy. Im większy budżet, tym mniej wolności.

J.KK.: Po prostu robić to w grupie przyjaciół, zwłaszcza na początku drogi. Jesteście wtedy wzajemnie od siebie zależni, tak? Ten człowiek młody, który chce dopiero zostać tym producentem jest zależny od reżysera.

K.K.: Najważniejsze, żeby robić filmy z ludźmi, którzy chcą tego samego. Jak jeden chce robić pieniądze, drugi chce jechać na festiwal, a trzeci pragnie świętego spokoju, to jest wielka szansa, ze wszystko zakończy się katastrofą. Musi być dobry, wspólny cel.

R.Ch.: Dziękuję za rozmowę.

K.K. i J.KK.: Dziękujemy.

Wywiad przeprowadzony dla portalu noircafe.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: